Passa zwycięstw Nisqy'ego i spółki dobiegła końca. W sobotnim szlagierze, jakim było starcie Cloud 9 z Team SoloMid w kalifornijskim studiu LCS, musieli oni uznać wyższość rywali.

Reprezentanci Cloud 9 przed startem siódmej kolejki amerykańskiego League of Legends Championship Series, byli pewni swojego udziału w play-offach. Dzięki nowemu systemowi wprowadzonemu w tym sezonie, w którym to aż osiem na dziesięć drużyn weźmie w nich finalnie udział, nie należy to do najtrudniejszych zadań. Niemniej jednak, wynik 12-0 robił na każdym wrażenie, ponieważ idealnie odwzorowywał fantastyczną dyspozycję amerykańskiej organizacji. Po drugiej stronie Summoner's Rift załadowali się wczoraj zawodnicy Team SoloMid, którzy z bilansem 6-6 walczyli, i nadal walczą, o miejsce w górnej części tabeli.

Rozgrywka już od samego początku przynosiła nam sporo emocji. Gracze Team SoloMid zdecydowali się na wczesne oblężenie pierwszej fortyfikacji na górnej alejce. Chęć zepchnięcia pierwszych wież przy użyciu Rift Heralda spowodowała, że zostali tam odrobinę dłużej niż tylko po eliminacje Licorice'a. Nie przewidzieli jednak tak zorganizowanej reakcji Cloud 9, którego członkowie prędko pojawili się w miejscu akcji. W ten oto sposób wywiązał nam się pierwszy, dosyć wczesny teamfight, bo już w 12. minucie. Został on wygrany przez obecnych liderów LCS.

Czynnikiem zapalnym, który oddał prowadzenie w ręce TSMu była bójka pod jamą smoka, lekko po przekroczeniu kwadransa na zegarze. Pięknie skoordynowani Kobbe i spółka wyeliminowali aż czterech oponentów, nie tracąc przy tym żadnego ze swoich. Co ważniejsze, trzy z czterech zabójstw wpadły na konto strzelca ewentualnych wygranych, co było ogromnym zastrzykiem gotówki i doświadczenia. Parę minut później ponownie doszło do walki obu zespołów, ponownie wygranej przez świetną koordynacje Team SoloMid. On zezwolił zwycięskiej drużynie na zabicie Barona Nashora, z którym zakończenie gry było jedynie formalnością.

LCS można oglądać na oficjalnej transmisji w serwisie Twitch.tv pod tym linkiem.