W wirze zdarzeń i sensacji na polskiej, jak i europejskiej scenie LoLa, wiele osób zapomina o amerykańskiej lidze LCS. Zmagania zza Atlantyku również kończą w następny weekend fazę zasadniczą. Jak w takim razie wygląda sytuacja w Kalifornii?

Często na różnych lekcjach historii pada sentencja, że w danym kraju zawsze musi być król. Kiedy dane stwierdzenie przychodzi mi do głowy, od razu kojarzy mi się z League of Legends Championship Series. Jakby nie spojrzeć na zeszłoroczne edycje amerykańskiej ligi, to w każdym splicie znajdzie się formacje, która bezsprzecznie królowała w LCS. Wiele razy było to Team SoloMid, drużyna, która dzięki swoim licznym sukcesom zdobyła na całym świecie rzesze fanów. Ostatnimi dwoma laty fotel lidera należał bezapelacyjnie do Team Liquid. W obecnym sezonie jednak na próżno można szukać Doublelifta i spółki w górnej części tabeli.

Na drugim miejscu ex aequo znajdziemy TSM, FlyQuest oraz Evil Geniuses. Wysoko nad tą trójką, wszak sześć wygranych wyżej, z lokatą 15-1, króluje bezkonkurencyjnie Cloud 9, które, jak udowodniła organizacja Reginalda, potrafi być zranione, ale do tej pory była to tylko jedna, bezbolesna wręcz porażka. Półfinaliści Mistrzostw Świata z 2018 roku mają się bardzo dobrze, i jeżeli ich obecna dyspozycja w pełni przeniesie się do play-offów, to możemy być już pewni tego, czyja bandera zawiśnie w kalifornijskim studiu z dopiskom „2020 Split Champions”.

Kto mógłby zagrozić Cloud 9? Kandydatów jest od groma, jednakże żaden z nich nie pokazuje w swojej grze dobrej formy regularnie. Poza wspomnianą trójką zespołów, która okupuje obecnie drugie miejsce w tabeli, wymienić można także 100 Thieves i Immortals, które są tylko, i aż jedną porażkę za nimi. Oglądając zmagania dwóch organizacji, trudno niestety nie mieć wrażenia, że ich forma jest strasznie niepewna. Nieraz zawodnicy w czerwonych trykotach w jeden dzień prezentują się ze świetnej strony, a następnego dnia grają, jak CLG przed dołączeniem Pobeltera. Podobnie można powiedzieć o grze Nieśmiertelnych. Zresztą, tezę tą potwierdza historia ich ostatnich spotkań – niemalże każda kolejka kończyła się wynikiem 1-1. Jeżeli nie zobaczymy w najbliższej kolejce poprawy, to obie ekipy są jedynie kandydatami na ćwierćfinalistów.

Jak mawia inna słynna sentencja – umarł król, niech żyje król. Amerykańskim odpowiednikiem zrzuconego z tronu króla definitywnie jest Team Liquid. Czterokrotni mistrzowie z rzędu okupują samotnie siódmą pozycję w tabeli, posiadając na swoim koncie mierny wynik  7-9. Z jakimi problemami boryka się ekipa Broxaha? Duńczyk mówił niedawno w wywiadzie, że treningi idą zespołowi naprawdę dobrze – problem jest z tym, żeby przetransferować dyspozycję z praktyk na oficjalne serwery.

Dodatkowo, o kłopotach z motywacją wspominał Doublelift. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych graczy na amerykańskim podwórku przyznał się w połowie sezonu, że brakuje mu chęci do gry, stąd też między innymi zastąpienie go przez Taticala. Usterek Liquid jest wiele, a czasu bardzo mało. W najbliższej, ostatniej kolejce, finaliści Mid-Season Invitational 2019 zmierzą się z Cloud 9 oraz FlyQuest. Matematycznie więc jest szansa na top 6 i play-offy, lecz realistycznie, Team Liquid potrzebuje cudu i pomocy innych zespołów.