Seria headsetów Arctis od SteelSeries to trzy modele o zróżnicowanej charakterystyce, przeznaczone głównie dla graczy. Wziąłem w swoje ręce, czy też włożyłem na głowę, “środkowy” model oznaczony jako Arctis 5 i sprawdziłem, jak radzi sobie w różnych zastosowaniach, nie tylko grach.

Pierwszą rzeczą, jaka zwraca uwagę w Arctis 5 to design. Przyznam szczerze, że zanim założyłem headset na głowę to miałem nieodparte wrażenie, że może być mało odporny na mało wyrafinowane użytkowanie. Nic bardziej mylnego – za zgrabną czernią słuchawek kryje się bardzo solidna konstrukcja, której dałem już kilka razy popalić. Bez żadnego uszczerbku dla sprzętu. Arctis 5 są bardzo lekkie i świetnie leżą na głowie, przez co nawet wielogodzinne sesje przed komputerem nie są męczące. Połączenie miękkiej opaski oraz bardzo wygodnych poduszek nie powoduje niepotrzebnych ucisków, co jest zmorą bardzo wielu headsetów renomowanych marek. Warto też nadmienić, że obyło się bez tracenia dobrej separacji od dźwięków świata wewnętrznego.

Lubię przeplatać zalety z wadami, więc zanim przejdę do peanów nad doskonałym (jak na tak kompaktowy) mikrofonem, to  minimalnie przyczepię się do pokrętła głośności na lewej słuchawce. Moim zdaniem działa nieco zbyt lekko, przez co wielokrotnie ściszałem sobie poziom głośności opierając głowę na zagłówku fotela. Wracając jednak do mikrofonu, to ma dwie największe zalety dla tego typu sprzętu – perfekcyjną jakość dźwięku i możliwość jego wsunięcia do muszli, kiedy użytkujemy słuchawki na przykład w podróży. Do tego na trzymetrowym kablu mamy pokrętło ChatMix do płynnej regulacji głośności między grą a komunikatorem głosowym.

Arctis 5 domyślnie są podświetlane – rodzaj i stopień podświetlania można regulować za pomocą oprogramowania SteelSeries Engine 3, a także całkowicie je wyłączyć. Dodatkowo program pozwala nam spersonalizować brzmienie poprzez equalizer i regulację kompresji.

Wspomnieliśmy o dźwięku, przejdźmy więc z wizualnych aspektów na brzmienie – wszak to najważniejsza rzecz w headsetach. Arctisy nie są zbyt głośne – jeśli liczycie, że poziom głośności urwie Wam głowę, to nic z tego. Poziom decybeli jest wysoki i do samego końca skali czysty – nie odczułem, że brakuje mi mocy. Żadne z pasm nie przesterowuje, a co ważniejsze, szczególnie w CS:GO, słuchawki nie są żadnym udawanym 7.1, tylko rzeczywiście bardzo wiernie oddają kierunek, z którego wydobywają się dźwięki – kto gra w CS-a, ten wie doskonale jaką przewagę potrafi to dać.

Jak już jednak wspomniałem, Arctis 5 to nie tylko sprzęt stricte gamingowy. Używałem headsetu codziennie jako sprzętu do odtwarzania muzyki i o ile brzmienie nie zachwyci fanów potężnych basów, to tony średnie i wysokie są bardzo czyste – nie ma żadnych trzasków i przesterowanych pisków.

Choć ogólna ocena jest bardzo pozytywna, to prawdziwą siłą SteelSeries Arctis 5 jest dbałość o detale – poza wspomnianym pokrętłem trudno znaleźć choćby jeden, który jakością odbiega od innych. Dlatego też już pierwsze ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne, a po wielu godzinach pozostaje także bardzo komfortowe – dla każdego, kto nie potrzebuje sprzętu bezprzewodowego, Arctis 5 to doskonały wybór. Jeśli nie lubicie kabli, to SteelSeries ma model Arctis 7, jest on jednak od recenzowanego nieco droższy.