Esport już dawno wyszedł “z piwnicy” – miliony dolarów, pełne hale i prawdziwe gwiazdy profesjonalnej sceny. Mimo to ciągle obraca się w trochę hermetycznej niszy, gdzie brakuje wyraźnych połączeń z szerokim i szalonym światem showbiznesu. Nie słyszymy jeszcze tak często o esporcie w masowych mediach, jak by można się spodziewać. Czy jednak to już nie ten moment?

W Polsce nie tak dawno duże zamieszanie zrobił Jerzy Janowicz. Świetny polski tenisista pokazał się także jako bardzo dobry gracz CS:GO, co dla wielu jego fanów było z pewnością sporym zaskoczeniem. Mimo że strzelanie zupełnie różni się od biegania po korcie, to Jerzemu udało się zaimplementować analogiczne techniki rozładowywania stresu przy niepowodzeniu. Świetną robotę wykonuje też Marcin Gortat, który w swoich akcjach charytatywnych zaprasza do drużyn koszykarskich także osoby związane z gamingiem i esportem.

Te momenty pokazują, że ludzie z pierwszych stron tabloidów także są graczami i kibicami esportu. Jestem też przekonany, że takie połączenia będziemy obserwować coraz częściej – nie dalej jak pół godziny temu na mojej facebookowej tablicy z padem w ręku “przywitał” mnie Wojtek Łozo Łozowski. Zapraszał on do wspólnej gry w FIFA17 swoich fanów i okazało się wnet, że wśród nich jest wielu pasjonatów esportu, którzy nie wiedzieli nawet, że ich idol sam jest całkiem niezłym graczem!

Zdaję sobie sprawę, że wielu będzie marudzić, że esport staje się popularny “na salonach”. Moim zdaniem jednak to nada dodatkowego kolorytu, a także zwróci uwagę szerokiej publiki, co w zasadzie zarówno dla mnie, redaktora, jak i dla wszystkich “ogniw” esportowej piramidy może przynieść tylko korzyści. To co, pokopiecie z Łozo w FIFA 17?