Przed rozpoczęciem pierwszego dnia zmagań w ramach ESL Katowice Royale poddaliśmy ostrzałowi pytań Dominika „Nero” Dąbrowskiego, reprezentanta devils.one. W rozmowie poruszyliśmy temat przygotowania do turnieju, nowej organizacji, a także przyszłości Fortnite.

Jak zapatrujesz się na startujące dziś rozgrywki ESL Katowice Royale?

Nie stresuję się za bardzo, na pewno jestem dobrze przygotowany dzięki bootcampowi, który mieliśmy przez ostatnie czternaście dni w Warszawie. Siedzieliśmy wszyscy razem, w osiem osób, czyli w pełnym składzie. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami, jesteśmy jak najbardziej gotowi. W prywatnej rozmowie powiedziałem Ci, że bardziej zapatruję się na drugi tydzień rywalizacji, kiedy odbędzie się turniej międzynarodowy. Rozgrywki dedykowane wyłącznie Polakom będą dla mnie bardziej rozgrzewką.

Na swoich transmisjach wielokrotnie mówiłeś, że nie czujesz się najlepiej w trybie solowym. W jaki sposób odbierasz rozgrywki, które odbędą się w niedziele?

To jest stare przeświadczenie. Wielokrotnie na streamach trąbiłem, że nigdy nie będę grać solo i że bardzo nie lubię tego trybu, lecz w tym momencie wszystko się odmieniło i gram tylko indywidualnie.  Od dwóch sezonów wygląda to mniej-więcej w ten sposób, że coraz mniej ludzi chce grać casuale (zwyczajne rozgrywki – przyp. red.). Miałem problemy, żeby znaleźć kogoś do pogrania duo czy składów. Zacząłem grać te solo, nieco się przemogłem, teraz dodatkowo bardzo pozytywne zmiany weszły do gry po patchu 7.40 – odzyskujesz pięćdziesiąt punktów zdrowia za każdą eliminację – więc naprawdę fajnie i przyjemnie się to gra. Przyzwyczaiłem się.

Wspomniałeś, że Twoim celem na najbliższe dni jest turniej międzynarodowy. Chyba stawiasz bardziej na rywalizacje w duetach, niżeli solo..

Zdecydowanie. Taiovsky wprowadził mnie w esport Fortnite, to dzięki niemu w ogóle zacząłem, czy tutaj się znalazłem. Jak najbardziej to duo z nim to tryb, z którym jestem mega związany i na to bardzo liczę. Aczkolwiek w turniejach indywidualnych zawsze dobrze się odnajdowałem, nie wydaje mi się, abym zamykał stawkę, raczej sądzę, że będzie w miarę okay i też będę na pewno mocno walczył. Z drugiej strony, jeżeli mówimy o międzynarodowej imprezie, to tam są dwa dni duo, a jeden dzień solo. Pula nagród w dwójkach jest cztery razy większa, więc sami organizatorzy kładą na ten tryb większy nacisk.

Sądzisz, że miejsce w najlepszej dziesiątce jest w Twoim zasięgu?

Trudno spekulować, zobaczymy jak wyjdzie. Wielkim zaskoczeniem dla mnie było moje trzecie bądź czwarte miejsce w polskiej lidze solo organizowanej przez Gameset za czasów bodajże trzeciego sezonu. To był etap, gdy nie niemal nie grałem rozgrywek indywidualnych, nie byłem do tego w ogóle przyzwyczajony czy przygotowany. Okazało się jednak, że naprawdę dobrze mi szło, a z mojej drużyny poradził sobie lepiej tylko Sk1x. Jest to dla mnie swoisty boost pewności siebie – wiem, że kiedyś ugrałem bez żadnego przygotowania, teraz będąc przygotowanym, a także znacznie lepszym mechanicznie, myślę, że mógłbym coś takiego powtórzyć. Zobaczymy, naprawdę nie wiem, jak potoczą się rozgrywki.

Na turnieju międzynarodowym zabraknie niezwykle popularnego duetu z Ameryki – Tfue oraz Cloaka. Co myślisz o decyzji podjętej przez reprezentantów FaZe?

Zaledwie wczoraj dowiedziałem się, że Cloak i Tfue nie przyjeżdżają do Katowic, bo nie opłaca im się to finansowo. Dziwna decyzja, chociaż może po prostu potencjalna wygrana nie jest zadowalająca. Uważam też, że w Polsce mogli bardzo dużo stracić. Będąc na fali na wielu turniejach, tym razem w rozgrywkach biorą udział zawodnicy z całego świata – są Europejczycy, których zupełnie nie znają, gracze z Chin, Korei czy Brazylii. To zupełnie nowe twarze, inne playstyle. Co by było, gdyby nic nie osiągnęli na tym turnieju? To byłoby duże uderzenie w ich obecną renomę i może mają troszeczkę racji.

Ja to lubię porównywać do Virtus.pro, które w pewnym momencie zupełnie odpuściło lokalne zawody, no bo czemu co mają przegrywać na podwórkowe polskie zespoły, w końcu są na to szanse, skoro na co dzień walczą na najwyższym poziomie. To na pewno jest złe porównanie, bo my nie jesteśmy podwórkowymi drużynami, lecz to po prostu jest inna część światowego Fortnite’a. Muszą też odetchnąć, nie mogą ciągle podróżować po całym globie. Wydaje mi się, że jest to dobra decyzja, wcale ich jakoś nie linczuję czy nie krytykuję. Fajnie jednak byłoby zmierzyć się z duetem uznawanym za jeden z najlepszych na świecie.

Abstrahując od turnieju, na którym się znajdujemy. Niedawno doszło w przypadku Twoim, a także kolegów do zmian reprezentowanych barw – istnienie zakończyło Team Kinguin, natomiast powstała organizacja devils.one. Czy swoisty nowy początek dotyczył też zmian w sekcji Fortnite?

Wydaje mi się, że tak. Są widoczne zmiany, chociażby w postaci Wiki, która z nami jeździ i pozwala nam ogarniać lepiej media społecznościowe, wywierając duży nacisk na stworzenie jak największych zasięgów, a także wykorzystywanie w pełni naszego potencjału. Mamy swojego managera, a także inne osoby, które o nas dbają. W samej organizacji jest zespół osób, które współpracowały z sawikiem w Domu Produkcyjnym Foszer Sawicki. Są to ludzie bardzo doświadczeni w budowaniu nowych biznesów, z którymi znakomicie się współpracuje w celu realizacji wspólnego celu.

Niektórzy nazywają to rebrandingiem czy restrukturyzacją, jednak nie. Jest to zupełnie nowa organizacja – Team Kinguin znika, pojawia się devils.one. Zamieszanie z nazwą drużyny, która pierwotnie miała nazywać się Black Devils, wynikło z niespodziewanych powodów związanych z Facebookiem, ale nie było to wcale planowane. Jest to nowy twór prowadzony przez doświadczone osoby i dalej współpracujemy z Kinguin. Pozostają naszymi sponsorami i bardzo dobrze się z nimi czujemy, ale jednak nie jest to już Kinguin na piedestale. To zupełnie nowa organizacja, ze wspomnianą firmą jako sponsorem.

Za czasów Team Kinguin byliście podzieleni na dwie formacje oznaczone jako Orange i Black. Jak to wygląda obecnie – drużyna złączyła się w całość, czy dalej jesteście podzieleni na swoiste obozy?

Przyszliśmy do Team Kinguin jako dwie osobne, różne drużyny. Nazywaliśmy się Fortnoit i DESTROY, czyli później odpowiednio Orange i Black. Żywiliśmy wówczas nadzieję, że esport Fortnite będzie składowy. Po prostu graliśmy czwórką, nie widzieliśmy, że Epic Games w przyszłości postawi na rywalizację solową czy w duetach podczas turniejów, a squady odejdą w niepamięć. Wydaje mi się, że tylko dlatego istniały wspomniane dywizje.

W tym momencie zlewamy się w jedność – ósemkę niepodzieloną na zespoły. Można jednak równie dobrze powiedzieć, że są cztery dywizje w formie duetów, czy nawet osiem w przypadku solo. Nie ma już żadnego podziału w nazewnictwie. Fajnie, że jako niegdyś dwie drużyny, dobrze się razem zgraliśmy. W przeszłości obawialiśmy się, że będzie to rywalizacja, nie będziemy się lubili, czy będziemy walczyli o przetrwanie w organizacji. Jednak nie, bardzo się polubiliśmy i obecnie jesteśmy po prostu większą rodzinką.

fot. devils.one

Dużą rolę w rozwoju devils.one odgrywa zlokalizowane w Warszawie Esports Performance Center. Centrum szkoleniowe stanowi dla was okazyjne miejsce na wyjazdy, czy możecie z niego korzystać w każdym dowolnym momencie?

Z EPC możemy korzystać cały czas. Znajduje się tam przestrzeń dedykowana wyłącznie devils.one. Obiekt Esports Performance Center należy w pełni do Kinguin, a my korzystamy z niego dzięki uprzejmości naszego sponsora. Nie ukrywam, że bardzo nam to pomaga. Jest to świetny obiekt, najnowocześniejszy w naszej części Europy. Trenowały tam także zespoły CS:GO, które występują na majorze w Katowicach i są bardzo zadowolone, co zdecydowanie przemawia na korzyść EPC.

Jak zapatrujesz się na przyszłość Fortnite? Mam na myśli scenę turniejową, nadchodzący World Cup, a także wzrastającą popularność innych tytułów Battle Royale, chociażby Apex Legends.

Zupełnie nie było to uregulowane. Organizatorzy nie informowali o turniejach z wystarczającym wyprzedzeniem, a warunki przyznawania zaproszeń były niejasne. Było to dziwne i wydaje mi się, że scena turniejowa Fortnite nadal pozostanie specyficzna pod pewnym kątem. Mimo wszystko podoba mi się to – przyzwyczailiśmy się do tego, jak Epic Games działa. Ogłoszony World Cup to turniej z pulą nagród wynoszącą 30 milionów dolarów na jedne mistrzostwa trwające zaledwie weekend. Jest to niebywałe. Samo zakwalifikowanie się do głównego eventu z otwartych eliminacji oznacza nagrodę w wysokości 50 tys. dolarów. Jest to z całą pewnością dobry krok w kierunku uregulowania wizerunku sceny esportowej.

Apex Legends miało ściągnąć Fortnite do parteru, zostając królem Battle Royale, jednak tytuł Epic Games nadal bije rekordy. Wzrastająca popularność Apexa wcale nie zadziałała negatywnie na liczby generowane przez Fortnite.

Uważasz, że oba tytuły będą rywalizować jednocześnie na scenie, niczym League of Legends i Dota 2, czy może któryś z czasem zdominuje drugiego?

Można powiedzieć, że światowo Dota i LoL istnieją obok siebie, ale kiedy patrzymy na Polskę, Dota zdaje się nie istnieć. Wydaje mi się, że Apex może być większy od Fortnite w naszym kraju, ze względu na sympatię Polaków do surowego stylu graficznego – w końcu wszyscy szli w kierunku PUBG. Raczej na Fortnite jest duży hejt, nie wiem dlaczego, może właśnie przez tą kreskówkowość. Wydaje mi się, że Apex Legends może właśnie podpasować pod polskie preferencje.

Uważasz, że Epic Games odrobiło pracę domową pod względem organizowania turniejów? Mam na myśli między innymi problemy związane z serwerami podczas pierwszych tygodni Summer Skirmish.

Jak najbardziej, zdecydowanie. Oni patrzą na takie rzeczy, analizując swoje błędy i starając się je poprawić. Z drugiej strony wydaje mi się, że nie reagują za bardzo na zewnętrzne bodźce. Nie uczą się od innych, nie chcą podbierać pomysłów od ludzi, którzy już coś zrobili, chcą robić wszystko po swojemu. Czasami wynikają z tego wpadki, które nie powinny mieć miejsca na podstawie doświadczeń innych, które widać gołym okiem i są udokumentowane.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia na turnieju.

Dziękuję.

Nero możecie śledzić na następujących mediach społecznościowych: Twitch, Facebook, Twitter oraz Instagram.