Minęło już trochę czasu odkąd devils.one weszło na esportową scenę. Postanowiłem przedstawić swoje odczucia, co do tego projektu.

15 stycznia tego roku do sieci wyszła jakże zaskakująca informacja o zakończeniu działalności Teamu Kinguin. Organizacja, która od dłuższego czasu wspierała polski esport przestała działać, a zastąpiła ją nowa firma, na czele której stanął między innymi legendarny zawodnik – Wiktor „TaZ” Wojtas. Ogłoszenie tego wszystkiego nie było zwyczajne. Zorganizowana została bowiem specjalna konferencja w Esport Performance Center, na którą zaproszone były media, osoby z branży sportów elektronicznych, co już świadczyło o tym, że ten projekt mierzy wysoko.

Z początku nie poznaliśmy nazwy wyżej wspomnianej organizacji. Dopiero po czasie dowiedzieliśmy się, że Pingwiny zmieniają się w Diabły i będą grały pod banderą devils.one. Osobiście średnio mi się to spodobało, aczkolwiek minął już jakiś czas i powiem szczerze… zaczyna mi imponować to przedsięwzięcie.

Zacznę od wyników sportowych, które są najważniejsze. Dywizja CS:GO jest prowadzona przez osobę, która na scenie działa aktywnie od wielu lat, osiągnęła już bardzo dużo i śmiało można powiedzieć, że TaZ, to idealny lider. Trudno znaleźć bardziej doświadczonego człowieka w tym środowisku, którego reszta będzie chciała słuchać i za nim podążać. Póki co Wojtasowi i spółce nie udało się nic większego osiągnąć, ale czuję, że kwestią czasu są efekty ciężkiej pracy tego zespołu.

Warto jednak pamiętać, że devils.one, to nie tylko CS, ale również LoL i Fortnite, a na tych płaszczyznach Diabły wymiatają. W fazie zasadniczej Ultraligi, podopieczni Adriana „hatchý” Widery zajęli drugie miejsce osiągając bilans jedenastu zwycięstw i tylko trzech porażek, przez co awansowali do play-offów. Co do popularnej gry battle royale, kilka dni temu Jakub „qln” Romanowski oraz Michał „Hoopek” Jurek triumfowali podczas prestiżowej imprezy w Warszawie – #ninjasnightshift. Wydaję mi się, że te rezultaty, to nie tylko efekt świetnych umiejętności zawodników, ale również warunków, w jakich się znaleźli. Gracze mogą przygotowywać się w wielkim biurowcu, w którym mają dosłownie wszystko, czego im trzeba. Od między innymi pokojów do relaksu, do siłowni, a także dobrej żywności od zatrudnionych kucharzy. To coś, co na pewno pozytywnie wpływa na ich formę i czego nie mają wszyscy na polskiej scenie.

Teraz przejdę do kwestii mediów społecznościowych, w których widzę znaczną różnicę, jeśli porównuje Team Kinguin devils.one. Za czasów Pingwinów miałem wrażenie, jakby ich sociale były prowadzone bardzo standardowo. Nie znajdowałem na ich fanpage'u, czy instagramie nic, co zwróciłoby moją uwagę na dłużej. Może poza niektórymi materiałami wideo. Teraz, gdy swoją przygodę w esporcie rozpoczęły Diabły widać, jakby ekipa odpowiedzialna za ten dział się obudziła. Z tego co wiem do organizacji dołączyło parę nowych osób i pewnie one wprowadziły świeże pomysły i dodatkową motywację do działania. Od dłuższego czasu chętnie wchodzę na instagrama organizacji sawika, bo wiem, że zawsze znajdzie się na nim coś fajnego. Być może to zasługa Wiki Wójcik, która stała się twarzą firmy na tej platformie.

Na koniec wyróżnię motto działania Diabłów. Już w pierwszym filmie prezentującym cały projekt mogliśmy zauważyć, że chcą działać inaczej niż inni. Mają swoją drogę, za co bardzo szanuję. W podobnym czasie, gdy startowało devils.one, swoją przygodę z esportem rozpoczęło też AVEZ. Ośmiornice składają się z nowego składu CS:GO, który dopiero się zgrywa i jestem tego świadomy, ale na starcie też nas przekonywano o nowych metodach szkoleniowych i sporym zapleczu, a skończyło się na rozdawaniu zeszytów na IEM-ie dla niektórych osób z branży. Wygląda mi to więc na zwykłą organizację która sobie działa, natomiast Viktor Romaniuk Vanli i spółka według mnie są prekursorami w polskim esporcie.

Warto jednak zauważyć, że to dopiero początek. Liczę, że devils.one nie zatrzyma się w miejscu i dalej będzie mnie pozytywnie zaskakiwało pod każdym względem.