Choć Virtus.pro nie prezentowało tak dominującej formy, jakiej można by się było po nim spodziewać, awansowało do najlepszej trójki CORSAIR DreamLeague Season 11.

Wczoraj mieliśmy okazję do obejrzenia aż czterech spotkań. Sprawiły one, że z turniejem pożegnały się aż trzy zespoły. Wśród nich nie znalazło się jednak Virtus.pro, które po zaciętej walce zdołało triumfować najpierw nad PSG.LGD, a później nad Team Secret. Tym samym wywalczyło sobie szansę do rewanżu z Fnatic, które wcześniej zepchnęło ich do dolnej drabinki play-offów.

Pierwsza gra w meczu z PSG.LGD wydawała się układać po myśli rosyjskiej formacji. Niestety po 20 minucie rywale Virtus.pro powoli zaczęli znajdować drogę do nadrobienia strat i ostatecznie odwrócili losy rozgrywki na swoją korzyść. Patrząc na dotychczasowe spotkania zespołu Solo, można by uznać, że przegrana była wręcz celowa. Po raz kolejny jego skład stanął więc przed zadaniem odbicia wyniku serii. W kolejnej grze zdominowali PSG.LGD, by doprowadzić do remisu, po czym po emocjonującej walce w ostanim, decydującym starciu całkowicie wyeliminowali rywali z Majora.

Następnym przeciwnikiem Virtus.pro został faworyt turnieju Team Secret, który również po małych problemach uporał się ze swoim oponentem – Keen Gaming. Drużyna z Michałem „Nishą” Jankowskim w składzie, mimo najlepszych starań, nie zdołała powstrzymać „niedźwiedzi” i pożegnała się z turniejem zajmując ostatecznie czwarte miejsce.

Dwoma zwycięstwami rosyjska formacja zagwarantowała sobie miejsce w najlepszej trójce turnieju, a dziś zawalczy o prawo do starcia się z Vici Gaming w wielkim finale.