Wtorkowy poranek rozgrzał się do czerwoności po zaskakującym oświadczaniu ESL Polska. Organizator mistrzostw kraju zdecydował się kilka dni po finale zmienić jego wynik. x-kom AGO tym samym straciło puchar, a HONORIS zostało nowo koronowanym mistrzem Polski. Która strona ma jednak, w tym nie do końca jasnym konflikcie, rację?

Zacznijmy od początku, czyli od zjawiska stream-snipingu. To podglądanie transmisji z trwającego spotkania przez kogokolwiek, kto miałby bezpośredni kontakt z zawodnikami. Oszustwo, lub czasami pomyłka stara jak świat, a zabezpieczeniem przed nią jest transmitowanie meczu z kilku minutowym opóźnieniem. I chociaż stream-sniping nie pomoże nam dowiedzieć się, gdzie jest rywal, to chociażby może być pomocny, by przeanalizować sytuację ekonomiczną rywala. A takie dane przy odpowiednim wykorzystaniu mogą być już groźną bronią w rękach trenerów i zawodników.

Wpadka, kosztująca tytuł mistrza Polski

No dobrze, ale jak wyszło na jaw, że AGO miało w swoim gaming housie odpalony stream z finału? Na wideo pomeczowym z finału ESL MP jedna z kamer uchwyciła szerszy kąt pokoju, w którym widać odpalonego streama. Duże niedopatrzenie, podobnie jak w przypadku Vitality, bo przecież obie organizacje wiedziały, że są nagrywane. Na ten problem zwrócono uwagę na Twitterze, tak oto wyglądał kadr z tego zdarzenia:

CEO organizacji, czyli Maciej Opielski od razu poinformował, że zgłoszono ten fakt do organizatorów. Pokaz fair play, czy gaszenie już rozpalonego pożaru? Zazwyczaj współpraca może zmniejszyć rozmiar potencjalnej kary i tak było w tym przypadku. AGO jednak zapewne spodziewało się większej ulgi z tego powodu.

Jak czegoś nie widzisz, to nie istnieje

Co jednak w wypadku, gdybyśmy nie zobaczyli tego screena, tego nagrania? Nie chce mi się wierzyć, że akurat wszystkie przypadki stream-snipingu zostały uwiecznione przez jakieś zabłąkane kamery. Co ze wszystkimi tymi przypadkami, które miały miejsce „off the record”? Bo chyba nikt nie sądzi, że takich nie było. Tutaj o tym problemie szerzej wypowiedział się Loord, którego ogromne doświadczenie stanowi tutaj bardzo dobrą bazę do argumentu:

Tutaj tkwi sedno sprawy. Bowiem nie jest samym problemem to, że AGO mogło lub nie mogło skorzystać z transmisji dla własnych korzyści. Jastrzębie wygrały ten finał wysoko, przeważały na serwerze, bardzo dobrze prezentowały się podczas całego turnieju, wydaje się, że sięganie celowe po stream-sniping nie miało sensu. Według ESL istnieje prawdopodobieństwo, że gracze mogli skorzystać na informacjach zdobytych na streamie. Organizacja jednak temu zaprzecza i póki co mamy słowo przeciwko słowu, a samo AGO zamierza się odwołać od tej decyzji i w swojej apelacji wniesienie również dowody audiowizualne.

Większym problemem jest za to to, co pisze Loord: co z masą innych osób które korzystają ze sprawdzania ekonomii, ale nie jesteście w stanie im tego udowodnić? 

Twarde prawo, ale prawo

Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem. Skoro istnieje regulamin, to się go przestrzega, koniec kropka. Nie ma jednak nic gorszego, niż wybiórcze traktowanie prawa. Bo teraz teoretycznie mieliśmy pokaz realizacji tej rzymskiej, widniejącej w nagłówku, zasady. AGO zabrano tytuł bez względu na to, jak delikatna była to sprawa i jak ogromną burzę wywołała. Co jednak z setkami sytuacji, kiedy nie mamy możliwości udowodnić, że dokonywano stream-snipingu? Loord twierdzi, że ten problem po prostu istnieje, tylko na co dzień, w zwykłych meczach online go nie widzimy. Nie mam powodów, by się nie zgadzać z tak doświadczoną personą. Regulamin więc zastosowano w momencie, gdy incydent wypłynął przez przypadek, jest jednak bezbronny, gdy po prostu nie wyszedłby na jaw. Może problem tkwi głównie w regulaminie, który w rzeczywistości nie może być egzekwowany w 100%? Należałoby się w tym miejscu zastanowić: albo nad zmianą przepisów, albo zmianą przebiegu rywalizacji, by wykluczyć w jakiś sposób stream-sniping.