Finały czwartego sezonu ESL Pro League ruszają już jutro. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że jeden z zespołów, rezygnuje z udziału w finałach, więc organizatorzy szukali zastępstwa na powstałą lukę.

Wczoraj fnatic informując o zmianie KRiMZa z Lekr0, dołączyli również, że nie pojawią się na finałach czwartego sezonu ESL Pro League. Przez to powstało wolne miejsce w grupie A. Włodarze ligi zaczęli więc poszukiwania zastępstwa za Szwedów. Na portalach społecznościowych pojawiły się informacje, że zaproszenie dostały drużyny – Natus Vincere oraz Virtus.pro. Obydwie ekipy miałyby odrzucić propozycję.

Jedną z głównych osób, które pisały o tym zajściu był DeKay. Często on zamieszcza najróżniejsze plotki na swoim twitterze i o dziwo, większość z nich się sprawdza. Według niego, wymienione wcześniej dwie drużyny, najzwyczajniej odmówiły organizatorom, na wysłane im zaproszenie. Co ciekawe, głos swój zabrał również Jarosław „pasha” Jarząbkowski. Zażartował, że nie biorą udziału w finałach, żeby dać szanse SK Gaming na zdobycie zwycięstwa. Poniżej obydwa wpisy.


Pierwsza myśl, która zapewne pojawia się po przeczytanie tego to „dlaczego?„. Dlaczego którakolwiek z drużyn na świecie, miałaby rezygnować z udziału w finałach jednej z najbardziej prestiżowych lig w świecie CS:GO? Dlaczego jakikolwiek z zespołów, chciałby z własnej woli tracić szansę na zdobycie $200,000 za pierwsze miejsce? Otóż patrząc na to z perspektywy Polaków, odpowiedź jest bardzo prosta.

Virtusi nie chcą doprowadzić do sytuacji, gdzie znów tak obłożą się różnymi rozgrywkami, że nie będą mieli siły rozegrać spotkań. Stało się tak gdy grali wiele godzin na ESL One New York 2016, następnie po powrocie, mieli dosłownie jedną dobę na odpoczynek w domu, przepakowanie się po wyjeździe, rozegranie dwóch spotkań przeciwko mousesports i wyjazd na kwalifikacje do WESG 2016. Wiktor „TaZ” Wojtas zwrócił wtedy uwagę, że gracze to nie roboty. Jeżeli zgodziliby się teraz na wyjazd do São Paulo, popełniliby ten sam błąd. W ubiegły weekend, aż do niedzieli przebywali w Moskwie na turnieju EPICENTER: Moscow 2016. Grali tam finałowy pojedynek do późnego wieczora, więc powrót zapewne zaplanowali dopiero na poniedziałek. Jeżeli przyjęliby zaproszenie od organizatorów finałów ESL Pro League, musieliby niemalże bezpośrednio lecieć do Ameryki Południowej. Najprawdopodobniej znów wykończyłoby to Polaków. Zmiana czasu, długa podróż, zmęczenie po ledwo skończonym turnieju – to źle wpłynęłoby na formę naszych. Dodatkowo, za tydzień mają stawić się w Atlancie na rozgrywkach drugiego sezonu ELEAGUE. Dlatego Virtusi wybrali tydzień wolnego. Najpewniej spożytkują ten czas na naładowanie baterii, spędzą w końcu trochę więcej czasu z rodzinami (gdyż już od dłuższego czasu znajdują się w podróży) oraz lepiej przygotują się na nadchodzące ELEAGUE. Według mnie to jak najbardziej trafna decyzja i rozumiem w stu procentach to posunięcie ze strony Virtusów.