Choć walczyli już na wirtualnej arenie, to niczym prawdziwi mężczyźni zmierzyli się w pojedynku piłkarskim! Virtus.pro i SK Gaming – 100 tysięcy dolarów w puli. Ktoś mówił, że esport nie trafi na stadiony?

Virtusi rozpoczęli ze Snaxem i Pashą w ataku. Pierwszą groźną akcję wyprowadziło SK, ale bramkarz VP bez trudu poradził sobie ze strzałem po ziemi. Kuben uspokajał linię defensywną „naszych” ale to brazylijsko-niemiecka ekipa naciskała nieco mocniej. Virtusi postawili na spokojną, taktyczną grę. Nie oznaczało to oddawania pola – zarówno Janusz jak i Jarek nie bali się kontaktu ze słabiej zbudowanymi przeciwnikami.

Bramki nie padały, ale felps po brzydkim faulu ukarany został żółtą kartką. do wolnego stanął Pasha – taktyczna próba wykonania stałego fragmentu zaowocowała groźną kontrą SK, ale znów świetną interwencją popisał się bramkarz.  Żadna z drużyn nie mogła przełamać defensywy przeciwników, ale po mocnym początku Taco i koledzy zaczęli nieco ustępować pola. W końcu Snax pokazał, czemu powszechnie uważany jest za doskonałego snajpera! świetnie mierzony strzał zewnętrznym podbiciem nie dał golkiperowi SK żadnych szans! 1-0!

Radość nie trwała długo – po wznowieniu i błyskawicznej akcji mieliśmy remis. Zawodnicy poczuli krew – ponownie piękną akcją indywidualną popisał się Janusz Pogorzelski, zdobywając drugą bramkę! Wynik utrzymał się do przerwy, pomimo wielu prób SK.

Nasi na drugą połówkę wyszli w niezmienionym składzie. Oba zespoły rozpoczęły od niecelnych podań.  Fer zmarnował świetną okazję – nie trafił w piłkę przy samej bramce, a minuty uciekały nieubłaganie. Coraz bardziej wyczuwalna była przewaga siły fizycznej po stronie VP. Pojedynki ramię w ramię nasi wygrywali za każdym razem, a małe boisko nie pozwalało na granie szybkimi rajdami pod bramkę. Chwilę później poprzeczka uratowała SK od utraty kolejnej bramki, ale kilkanaście sekund później Pasha w clutchu 1v1 z bramkarzem zagrał bezbłędnie! 3-1.

Mając dwubramkową przewagę kuben i spółka szanowali piłkę, łapiąc oddech. SK zostało 10 minut, żeby wrócić do meczu. W tej sytuacji, niczym na mapach w CS:GO, wyróżnił się coldzera, strzelając kontaktową bramkę. Gdy już wydawało się, że nasi tracą kontrolę nad meczem, atomowy strzał Pashy okazał się nie do obrony! Czas uciekał nieubłaganie, a Brazylijczycy mimo różnych prób długo nie mogli znaleźć drogi przez defensywę Virtusów. Dopiero w 37 minucie świetna akcja zespołowa zupełnie zgubiła obronę i zawodnik SK trafił bez trudu do pustej bramki.  Virtusi zgubili koncentrację i natychmiastowo stracili kolejną bramkę. Remis na dwie minuty przed końcem!

Na sekundy przed upływem regulaminowego czasu błyskawiczna akcja skrzydłem przeszła obronę VP i rzutem na taśmę Fallen i koledzy wyszli na prowadzenie. Nasi walczyli do końca w doliczonym czasie ale to na nic! 4-5, gdyby nie końcówka to Polacy cieszyliby się z wygranej!