Oszuści w taktycznych FPS-ach to palący problem, a tworzenie wspomagaczy stało się potężnym internetowym biznesem. Niestety z nielegalnych programów korzystają też znane osobistości.

Na łamach portalu TalkEsports pojawił się artykuł traktujący o spotkaniu jednego z cheaterów na oficjalnych serwerach Counter-Strike: Global Offensive. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, wszak na matchmakingach oszustów spotyka się dość często, lecz ta osoba otwarcie przyznała, że testuje autorski program do cheatowania.

Persona ta ujawniła kilka ciekawych informacji dotyczących wspomagaczy. Przede wszystkim przyznał, że jedna z ostatnich aktualizacji do CS:GO wprowadziła sporo zamętu w jego społeczności. Valve pod przykrywką zmian na kilku mapach wprowadził spore usprawnienia do tzw. VAC-a (Valve Anty Cheat) przez co zbanowano masę osób na co dzień posiłkujących się „wirtualnymi dopalaczami”. Niestety nasz anonim nie powiedział o jaką łatkę dokładnie chodziło, lecz patrząc na statystyki wydanych kar możemy przypuszczać, że była to aktualizacja z początku marca. Wyłącznie w dniach 10-11.03 ukarano prawie 15.000 kont na Steam, a w kolejnych dniach, aż do dziś, banowane jest przynajmniej 1000 osób.

Później padło pytanie – ile kosztuje dostęp do programu i co jeśli użytkownik zostanie ukarany. Pierwsza kwestia jest dość prosta – cena to $19.99 w przypadku ograniczonego dostępu oraz $29.99 jeśli chodzi o pełne możliwości. Wspomniałem, że jest to kwota za każdy miesiąc? Nie? No to wspominam. Oszuści chcący używać tego oprogramowania w darmowej grze są w stanie zapłacić ponad 120 złotych miesięcznie aby mieć dostęp do wspomagaczy.

Spotkany anonim przyznał, że w bazie użytkowników jego programu znajdziemy setki półprofesjonalistów i streamerów, lecz szybko ugryzł się w język i nie chciał podać dokładnej liczby sprzedanych dostępów. Spytacie się pewnie – „jak streamer może używać wspomagaczy podczas transmisji? Przecież każdy mógłby to zobaczyć!” Otóż… nie. Wspomagacz, o którym jest mowa zapewnia obejście OBS-a, czyli programu używanego do transmitowania gry na żywo, w taki sposób aby widzowie nie zauważyli niczego podejrzanego.

Brzmi jak „zbrodnia doskonała”, prawda? Nie do końca. Sam twórca przyznał, że muszą być zawsze o krok przed Valve, próbując przewidzieć w jaki sposób ich antycheat zostanie usprawniony. Sam przyznał, że przez jeden błąd tysiące ludzi otrzyma permanentną karę, a jego „biznes” legnie w gruzach. Historia zna przypadki, gdy twórcy cheatów do różnych gier otrzymywali setki tysięcy dolarów kary lub nawet trafiali do więzienia. Dlatego utrzymać perfekcyjną opinię w tej szarej strefie, twórcy po każdej aktualizacji sami sprawdzają skuteczność swoich wspomagaczy, dopiero po tym informują swoich klientów, czy cheaty są wciąż zdatne do użytku.