Tytuł na pierwszy rzut oka brzmi prześmiewczo, absurdalnie, jak jedno wielkie wyolbrzymienie. Po dłuższej chwili można jednak dojść do wniosku, że to jest niestety nasza polska rzeczywistość.

Transfer innocenta do MAD Lions spowodował w końcu większy ruch na naszym podwórku. Dawno nie pojawił się tak elektryzujący temat – plotki o odejściu MICHA mogły dojść do takiego poziomu dyskusji, ale zostały szybko ucięte przez przedstawicieli Mullera. Cofnijmy się wstecz – nadal pustka. Zwycięstwo w jakimś internetowym turnieju? Nuda, gdy tych turniejów Polacy grają kilka tygodniowo. Ruchy na rynku transferowym? Żadne spektakularne. Wreszcie jednak wchodzi on – innocent – przez wielu uważany za naszego najlepszego gracza. 

Najlepszy towar eksportowy

Mocek był oczywistym kandydatem, by wyfrunąć z polskiego gniazda za granicę, zwłaszcza, gdy w głowie mamy jego dotychczasową karierę. Z ręką na sercu można powiedzieć, że była ona najbardziej owocna, jeśli mówimy o podbojach międzynarodowych drużyn w wykonaniu graczy znad Wisły. Snax miał szansę wskoczyć na miejsce lidera, ale jego etap w mousesports lepiej przemilczeć. MICHU na razie buduje opinię na swój temat. Chociaż słowo “buduje” obecnie nie jest zbyt dobre, bo Envy nie gra, ale przede wszystkim się nie rozwija. 

Kto jeszcze w ostatnim czasie próbował podbić świat? Dycha i snatchie są tutaj dobrym przykładem. Duet z Polski trafił jednak do, nie oszukujmy się, średniaka europejskiego jakim jest Sprout. Nie jest to drużyna, która ma aspirację do bycia w absolutnym topie. Owszem, kręci się w okolicach czwartej dziesiątki rankingu HLTV, ale wydaje się, że w obecnym składzie jest to raczej maksimum.

Wzniecić zainteresowanie profesjonalnym CSem

Wróćmy jednak do Innocenta. Dlaczego transfer Mocka może być wydarzeniem roku dla polskiej sceny CS:GO? Z oczywistych względów, wystarczy zobaczyć na najlepsze turnieje w tym roku. Wniosek? Jeden – brak polskich drużyn. A jeśli brak polskich drużyn, to również brak emocji wśród wielkiego grona kibiców z Polski. Innocent może nam dać to, co rok temu zapewnił NEO, grając dla FaZe – wyczekiwanie na najlepsze turnieje CSa. Okej, mogą tutaj paść głosy, że przecież drużyny z tieru 1 grają na tyle dobrze, że jest to wystarczający powód, by z wypiekami na twarzy wyglądać startu, dajmy na to, DreamHack Masters Spring czu IEM Katowice. Obecność Polaka wzbudza jednak dodatkowe emocje, które nie zastąpi nam nawet najlepszy clutch ZywOo czy s1mple’a. 

Tak, Innocent może po raz kolejny wzbudzić zainteresowanie wśród polskiej widowni najlepszymi turniejami. A może pro-sceną w ogóle? Nie ukrywam, również jestem zmęczony oglądaniem po raz setny Home Sweet Home, Nine to Five czy Malty. Turnieje na tym samym średnim poziomie, w dodatku online, w dodatku są to miejsca, gdzie Polacy mogą oberwać właściwie od każdego. Transfer Mocka jest jak prezent od wujka z USA w czasach komuny, kiedy do Polski trafiało coś “z wielkiego świata”.

Syzyfowa praca – wersja polska

Transfer Innocenta to również potwierdzenie trendu. To kolejne wołanie do zdolnych graczy z Polski – uczcie się angielskiego i wyjeżdżajcie stąd jak najszybciej. 26-latek miał tutaj wszystko – dobrą organizację, całkiem niezłe wyniki drużynowe, w marcu otrzymał nawet taki nasz swojski super-team. Mimo to efektów nie zobaczyliśmy praktycznie żadnych. To kolejny sygnał dla graczy, że w Polsce się nie rozwiną, choćby mieli teoretycznie najlepsze do tego warunki. Wyjazd za granicę to po prostu szybsza droga na szczyt. Trafienie tam z polską drużyną? To pragmatyczne jak budować most w sercu Gobi.  Syzyfowa praca. Dziesiątki prób i odbijanie się o szklany sufit. Teraz MAD Lions wyciąga rękę, by ominąć tę barierę i wskoczyć do czołówki. Z jednym polskim przedstawicielem, ale w obecnej sytuacji nawet taki rodzynek powinien cieszyć. Pierwszy test Mocka już za kilka dni, uprzedzam jednak, by wstrzymać się z pochopną oceną transferu innocenta. Niezależnie czy byłaby ona pozytywna, czy negatywna. Polak będzie debiutował na DreamHacku w najbliższy weekend, ale nie spędził z nowymi kolegami zbyt wiele czasu. Wynik pierwszego dużego turnieju po wakacjach może być czystym przypadkiem. O wiele więcej powie nam ESL One Cologne, chociaż i taki event nie będzie na razie wystarczającym papierkiem lakmusowym. Mimo wszystko trzymajmy kciuki, by w końcu Polak był członkiem drużyny mogącej walczyć o najwyższe cele.