Dziś mamy jednodniową przerwę od turnieju StarSeries i-League Season 7, warto więc podsumować zakończoną fazę pucharową, która przyniosła pewne niespodzianki.

W walce o $500.000 pozostało już tylko osiem drużyn. Połowa z zespołów pożegnała się z rozgrywkami w Szanghaju i nie ma co ukrywać, występy niektórych z nich pozostawiły wiele do życzenia. Według mnie najsłabiej jak na swoje możliwości zagrały dwa zespoły – MIBR oraz FaZe Clan.

TACO, felps… Słuchajcie, głupa sprawa w sumie…

MIBR na początku nowego roku zdecydowało się zakończyć eksperymenty z brazylijsko-amerykańskim składem i postawili na coś, co widzieliśmy już w 2017 roku. Do Gabriela „FalleNa” Toledo powrócił niedoceniany wcześniej Epitacio „TACO” de Melo, który wraz z Teamem Liquid wypracował stabilną drugą pozycję w światowym rankingu. Brazylijczycy wbrew wcześniejszym plotkom nie zdecydowali się na Kaike'a „KSCERATO” Cerato, a na João „felpsa” Vasconcellosa odtwarzając zespół sprzed dwóch lat.

Brazylijczycy grając tym składem pod banderą SK Gaming przez niecałe pół roku radzili sobie fenomenalnie. Mistrzostwa zdobyte na takich turniejach jak IEM Sydney 2017, ECS Season 3 – Finals, czy ESL One Cologne 2017 zaostrzyły apetyt brazylijskich fanów na zwycięstwo na Majorze w Krakowie. Tak się jednak nie stało, a rozczarowujący występ w Tauron Arenie spowodował, że SK rozstało się z felpsem twierdząc, że brak mu doświadczenia.

Teraz FalleN tłumacząc wybór nowych nabytków jasno zaznaczył, że wybór padł na Vasconcellosa, gdyż przez ostatnie dwa lata aktywnie zbierał doświadczenie w różnych składach. W wywiadzie z Fernando „fer” Alvarenga, z którym rozmawialiśmy w Katowicach, mogliście przeczytać, że Brazylijczycy nie odtwarzali starych taktyk, a zbudowali fundamenty od samego początku. Zdawać by się mogło, że nauczeni na wcześniej popełnionych błędach wrócą mądrzejsi i silniejsi, lecz… stało się całkowicie na odwrót.

MIBR z ostatnich dwudziestu map rozegranych na LAN-ie wygrało zaledwie trzy, z czego zwyciężyli w wyłącznie jednym best-of-three. Jedynym przeciwnikiem jakiego udało im się ostatnio pokonać jest chiński skład Panda Gaming, właśnie w ramach StarSeries i-League Season 7. Brazylijczycy po tym małym tryumfie przegrali trzy następne mecze. Jednak w moim mniemaniu nie chodzi tu o to, że polegli, wszak trafiali na dość wymagających przeciwników. O totalnej porażce świadczy styl jakim oddawali mapy przeciwnikom – najczęściej zdobyte siedem może osiem punktów, głównie dzięki indywidualnym przebłyskom, a nie grze drużynowej. Zdecydowanie fani z największego kraju Ameryki Południowej mogą czuć się zawiedzeni występami swoich reprezentantów, tym bardziej, że sami zawodnicy MIBR hucznie zapowiadali swój powrót, jak widać na powyższym zdjęciu.

Wielu międzynarodowych fanów twierdzi, że MIBR wstąpiło na ścieżkę Virtus.pro. Mimo braku formy nie decydują się na dłuższą przerwę, która pomogłaby im naprawić popełniane błędy. Za to występują we wszystkich dużych turniejach, wchodząc na serwer z w połowie opuszczoną gardą, wystawiając się krytykom na talerzu. Tak więc trudno się z tym porównaniem nie zgodzić.

NiKosports 2.0

mousesports
@DreamHack

Nikola „NiKo” Kovač to jeden z najbardziej utalentowanych graczy na świecie. Na jego talencie pierwsze poznało się mousesports, które przyjęło go pod skrzydła w 2015 roku. Bośniak w pewnym momencie musiał w pojedynkę nieść całą drużynę na plecach, będąc jednocześnie najskuteczniejszym strzelcem i prowadzącym. Oczywiście zdarzały się mecze, gdzie towarzysze NiKo przeszkadzali mu na tyle mało, że byli w stanie wyciągnąć pozytywny wynik, jednak zazwyczaj kończyło się to tragicznie.

Teraz historia zatoczyła koło. FaZe Clan z jednej z najlepszych drużyn na świecie w bardzo krótkim okresie stało się cieniem samych siebie. Odsunięcie od głównego składu kapitana – Finna „karrigana” Andersena okazało się być tragiczną w skutkach decyzją. Nie można zaprzeczyć, Duńczyk odstawał umiejętnościami indywidualnymi od reszty kolegów, wszak FaZe składa się z samych gwiazd. Jednak karrigan jest urodzonym prowadzącym, który wie jak ułożyć drużynę. Chyba wiele osób się ze mną zgodzi gdy stwierdzę, że europejski skład w dużej mierze zawdzięcza swoje sukcesy z latach 2016 – 2018 właśnie prowadzeniu Andersena. Jednak jak przyznał jeszcze podczas FACEIT Major London 2018 miał dość presji kapitana i musiał zrezygnować z tej roli, przez co stracił wartość w oczach swoich kolegów z drużyny.

Od wtedy FaZe Clan stało się ponownie kulą u nogi NiKo. O ile podczas samego turnieju w Londynie Kovač „na świeżo” mógł poprowadzić swój skład, tak im dłużej tym gorzej. Udowadnia to, że Bośniak niezbyt komfortowo czuje się w roli prowadzącego i gubi się z bardziej wymagającymi przeciwnikami. O ile grając na Virtus.pro jest w stanie wziąć swoją drużynę na plecy, rozstawić ich po kątach i samemu ustrzelić ponad 30 fragów co mapę, tak jeżeli spotkają się z minimalnie trudniejszym oponentem, plan ten nie ma prawa bytu.

Dodatkowym powodem, dla którego w moich oczach FaZe Clan stało się kompletnymi przegranymi turnieju StarSeries & i-League CS:GO Season 7 jest fakt, że europejska formacja przegrała mecze jedynie z zespołami, w których występują byli gracze FaZe. Pierwsza porażka padła łupem Joakim „jkaem” Myrbostad pod banderą Renegades, druga od Aleksi „allu” Jalli wraz z ENCE i ostatnia Philipa „aizy'ego” Aistrupa z North. To zrządzenie losu stało kroplą, która przelała czarę goryczy.

Oczywiście drużyn, które zawiodły może być więcej. Najpewniej niedosyt mogą czuć fani BIG, które od przyjęcia XANTARESA nie dają żadnych pozytywnych przesłanek. Z pewnością również  gospodarze turnieju mogą głośno narzekać, bo żadna z trzech chińskich drużyn, biorących udział w turnieju, nawet nie otarła się o fazę pucharową. Jednak dwa przypadki opisane szerzej z pewnością zawiodły najwięcej widzów CS:GO.

Turniej StarSeries & i-League CS:GO Season 7 powraca jutro o godzinie 06:00 czasu polskiego, gdy zobaczymy pierwszy ćwierćfinał. W walce o $500.000 pozostało już wyłącznie osiem drużyn.