Początki „szóstego” gracza w świecie CS:GO nie były spektakularne. Samo zjawisko, czyli przesunięcie na ławkę rezerwowych oznaczające w praktyce wyrzucenie z drużyny skutecznie obrzydziło wyrażenie „rezerwowy”. Mieliśmy kilka prób rewolucji w tej materii, ale prawdziwy przewrót zaprowadzili, jak zwykle, Francuzi – Vitality.

Geneza szóstego gracza, czyli innowacja tylko z nazwy

Wiadomość o „szóstym graczu Vitality” przyjąłem bardzo chłodno. W końcu w 2020 nie byli oni pierwszymi, z tego typu wizją. Cóż, nawet i w poprzednich latach zdarzały się organizacje, które ogłaszały takie plany, by później przerodzić system grania szóstką na dziwne karykatury, nazwijmy to, systemu zmianowego. Weźmy na przykład x-kom AGO. W zeszłym roku wielkie deklaracje, testy, powiększanie składu o dodatkowych graczy. Owszem, obecnie Jastrzębie mają więcej niż pięciu zakontraktowanych zawodników, ale w dalszym rozwoju projektu mam wrażenie, że poszli na łatwiznę. Mam tu na myśli utworzenie po prostu drugiego składu i zaprowadzanie zmian w zespole po jakimś czasie. Biorąc pod uwagę średni czas zmian w polskich zespołach możemy uznać, że AGO robi to samo co wszyscy, tylko tasuje swoją własną talię, nie wymieniając się kartami z innymi. W gruncie rzeczy nie na taką innowację czekałem i póki co można mieć duże wątpliwości, czy projekt zdaje egzamin. Ale nie na Polakach mieliśmy się dziś skupić.

By jednak poszerzyć perspektywę szóstego gracza, czyli innowacji tylko z nazwy weźmy na tapet i inne przykłady. Pierwsze co przychodzi na myśl to oczywiście Astralis. Duńczycy przedstawili wielkie plany, na wiosnę nagle zaczęli ściągać do siebie najbardziej utalentowanych dunśkich graczy z innych zespołów. Bubzkji, es3tag, Snappi, JUGi – przez drzwi najlepszej organizacji świata przeszło w 2020 roku tylu zawodników, co nigdy wcześniej. Na czym jednak ostatecznie stanęło? Na serwerze w ostatnich spotkaniach pojawił się stary, legendarny, dobrze znany skład, a na ławce obecnie kurzy się talent Bubzkijego. Es3tag okazał się na tyle dobrym strzałem, że został przechwycony przez inną organizację, a pozostała dwójka była tylko tymczasowym, letnim romansem. Plany sześcioosobowego składu skończyły się nie tak, jak wszyscy oczekiwali od tak innowacyjnej organizacji, jaką jest Astralis.

Rewolucja po francusku

Przejdźmy w końcu do prawdziwej rewolucji, którą zaprowadzili ostatnio Francuzi. Zatrudnienie Nivery początkowo mogło się wydawać podobnym pomysłem, co przypadek Astralis, czy mousesports, które miało sześcioosobowy skład przez kilkanaście dni. Naprawdę po tylu niewypałach można było zacząć podchodzić z dużą rezerwą do każdej kolejnej zapowiedzi „sześcioosobowego składu”, by po raz kolejny nie poczuć się oszukanym.

Francuzi jednak podeszli do tego tematu kompletnie inaczej, niż reszta konkurencji. Przyznam szczerze, że rok temu, podczas zapowiedzi projektu AGO właśnie takie miałem wyobrażenie o sześcioosobowym składzie. Że ten szósty zawodnik wprowadzi świeżość i możliwość ratowania sytuacji, czy zaskoczenia przeciwnika. Tak jest w przypadku Vitality. Francuzi na dwóch ostatnich, swoją drogą zwycięskich, turniejach żonglowali swoimi zawodnikami między mapami, co przynosiło genialne rezultaty. Co najważniejsze, wchodzący z ławki Nivera potrafi naprawdę zaliczyć ogromny wpływ na grę i nierzadko być liderem ofensywy. Przeglądając występy Belga widzimy, że zazwyczaj ma średni rating wyższy od połowy kolegów z drużyny, a w finałach IEM Beijing oraz BLAST otwierał tabelę! Oczywiście grając mniej map łatwiej o lepszy średni wynik, ale jednocześnie trzeba wziąć pod uwagę, że jest to zmiennik, nie podstawowy zawodnik. Zwróćmy jednak uwagę na to, jak zespół przeprowadza w swoim gronie zmiany. Vitality dobiera swój roster pod aktualnie graną mapę, a także może wprowadzić zmianę, gdy jeden z graczy wyraźnie odstaje od reszty i potrzebuje odpoczynku. To jest sześcioosobowy skład na miarę roku 2020 w CS:GO. Nie niechciany rezerwowy, który wskoczy do drużyny, gdy jeden z piątki zachoruje czy nie dostanie wizy. Tylko rezerwowy, gotowy zawsze wnieść coś pozytywnego do drużyny, czy nawet wynieść ją na wyższy poziom.

Pójdziemy dalej?

Vitality swoim świeżym podejściem do sześcioosobowego składu zaskoczyło, bo po prostu odważnie poszło w kompletnie inną stronę niż wszyscy. Wiele słychać głosów o „zgraniu”, „dopasowaniu pozycji”, „dobraniu odpowiednich charakterów”, a to wszystko zajmuje sporo czasu i nie można ot tak wymieniać elementów układanki, jaką jest drużyna. I oczywiście  jest to ważne, ale CS musi iść do przodu, a coraz gęstszy terminarz i coraz wyższy indywidualny poziom graczy muszą zachęcać zespoły do szukania nowych rozwiązań niż dotychczas. Vitality póki co wydeptuje nową ścieżkę, pytanie, kto pójdzie za Francuzami. W moich marzeniach widnieje wizja jeszcze większej rewolucji pozycji rezerwowego – czyli możliwość zmian w trakcie spotkania, w przerwie pomiędzy rundami. By zawodnicy dochodzili do takiej perfekcji w zgraniu, by wymieniać zawodników zależnie od strony obecnie granej, atakującej czy broniącej. Na razie są to tylko mrzonki. Ale kto wie, jeszcze rok temu „rezerwowy” był eufemizmem od „wyrzucony z drużyny”.