Trening mentalny to coraz popularniejsza część planu rozwoju esportowców. Porozmawialiśmy z trenerem mentalnym Izako Boars – Mateuszem Salwą. Jak wygląda jego praca? Jak zawodnicy pracują nad sferą mentalną? Co często wpływa na złą komunikację? Czym różni się współpraca z męską i żeńską dywizją? Jak przebiegała zeszłoroczna rekrutacja do Izako Boars? Te i inne kwestie poruszyliśmy w wywiadzie.

Aleksander Kurcoń: Przed esportem pracowałeś jako trener w tradycyjnym sporcie?

Mateusz Salwa, Izako Boars: Jeśli chodzi o moją pracę wcześniej, to zajmowałem się piłką nożną i narciarstwem. W niej byłem zainspirowany pracą z ludźmi, a to jest bardzo związane z treningiem mentalnym. Uczyłem się takiego naturalnego treningu mentalnego już od 16. Roku życia. Najpierw pracując z dziećmi, później z dorosłymi. W piłce nożnej zajmowałem się fizycznymi działaniami, ale one są bardzo powiązane z psychiką. Dlatego nadal kontynuowałem swoją pracę i mocno wpływałem na psychikę dzieci i młodzieży, po to by mogły rozwijać swoje umiejętności fizyczne.

Jest jakaś różnica pomiędzy trenowaniem sportowców a esportowców?

Ostatnio mocno się nad tym zastanawiałem. Jest dużo różnych opinii, negatywnych i pozytywnych na temat esportu. Ja jestem osobą, która zawsze próbuje odpowiedzieć i jednym i drugim – uważam, że esport jest dobry w momencie, gdy jest kontrolowany. Mam na myśli tu odpowiednie dozowanie fizyczności i aspektów mentalnych, a nie tylko samo granie. Zawsze mówię, że jeśli chodzi o esport profesjonalny, gdzie zawodnicy, oprócz samych treningów, mają również spotkania z trenerami mentalnymi i fizjoterapeutami, to jest to dobry kierunek. Jeśli jednak chodzi o esport, w którym gracz spędza 12 do 16 godzin przed komputerem i oprócz tego nic innego nie robi, to trzeba się zastanowić czy to jest odpowiednie podejście. Ja jako trener mentalny poznałem esport z perspektywy zawodowców. O tym drugim, gdzie dzieciaki tylko skupiają się na grze, ciężko mi powiedzieć. Jeszcze z taką młodzieżą nie współpracowałem, chociaż nie wykluczam tego w przyszłości.

Jaki był twój początek w esporcie jako trener mentalny?

Mój początek wiąże się z moim bratem – Kubą „inwood” Salwą (obecnie trener TPT). To osoba, która zaczynała jako analityk PACT-u. Będąc w tym zespole zaproponował moją osobę jako trenera mentalnego. Spotkałem się w 2018 roku z Padre i tak zaczęła się moja pierwsza współpraca.

A rok później zacząłeś pracę z Izako Boars.

Dokładnie. Jeśli chodzi o mojego obecnego pracodawcę, to pierwsze nasze spotkanie offline miało miejsce na PLE w Rzeszowie w 2019 roku. Z tym wydarzeniem wiąże się też ciekawa historia, kojarzysz sytuację drużyny przed turniejem?

Duży kryzys zespołu.

Zaliczyli serię porażek. Przyjeżdżając na PLE wyszedłem jednak z propozycją, że możemy na tym turnieju powalczyć. Chciałem abyśmy zakończyli powracający problem z odbicia się. Co prawda pracowaliśmy już ze sobą około miesiąc, ale te metody nie funkcjonowały prawidłowo w pracy online. Spróbowaliśmy jednak na żywo. Dużo rozmawialiśmy, wkręciliśmy Izaka w rozwój mentalny. Zbudowaliśmy sobie zadania i cele i ostatecznie graliśmy o zwycięstwo na całym turnieju. A był to moment, gdy zespół był w rozsypce. W Rzeszowie jednak udało nam się zbudować podwaliny odpowiedniej pracy mentalnej, która pokazała, że można z zawodników podłamanych internetowym hejtem, stworzyć w dwa dni naprawdę fajny zespół. Izako Boars zajęło wówczas drugie miejsce, przegrywając w finale z PACT.

Jak wygląda taka współpraca na turnieju? Który moment kontaktu z zawodnikiem jest najważniejszy – przed spotkaniem, po, czy może kompletnie w innych porach dnia.

Najważniejsze spotkanie odbyliśmy przed turniejem. Wówczas ustaliliśmy zadania drużynowe i indywidualne. Jedną z ważnych rzeczy było ustalenie rytuałów, które były powtarzane przed każdym meczem. Jednym z takich rytuałów było to, że przed każdym spotkaniem do drużyny dołączał Izak. Zawodnicy żartowali, że dotychczas Izak przynosił im tylko pecha, gdy był na turnieju, a udało się to zmienić o 180 stopni. Wygranie pierwszego meczu było również ważne, bo utwierdziło zawodników w przekonaniu, że rytuały działają.

A w trakcie trwania turnieju?

Ważne były rozmowy pomiędzy meczami – krótka analiza Hypera, TOAO, później wypowiedzi zawodników na temat tego, co można poprawić. Następnie odpoczynek i wejście w kolejny mecz. Tak funkcjonowaliśmy przez cały weekend.

A propos Hypera to kiedyś wspomniał, że brałeś udział w selekcji zawodników. Jak to wyglądało?

Hyper, Dawid, TOAO jako prowadzący i ja stworzyliśmy plan, na podstawie którego szukaliśmy zawodników z odpowiednim nastawieniem mentalnym, którzy wpasowaliby się do naszej drużyny. Cały nabór przeprowadziliśmy online. Ja skupiłem się na rozmowie z zawodnikami i rozpoznaniu charakterologii zawodnika – jakie ma podejście, jakie ma cele w życiu, jak dużo spędza czasu na graniu, ile zawodnik jest w stanie poświęcić się grze. Zbudowaliśmy taki kompleksowy zestaw pytań. Hyper z TOAO miał podobny zestaw, który dotyczył gry.

I to była rekrutacja, w czasie której zespół pozyskał Szejna i siuhego, absolutne strzały w dziesiątkę.

W trakcie obecnego bootcampu miałem okazję po raz pierwszy się z nimi spotkać po praktycznie roku czasu. Bardzo byliśmy zadowoleni z tych decyzji. To były jednostki, po których od razu było czuć, że są nastawieni na 100% pracy i działania. Inni przepytywani zawodnicy nie posiadali tych cech. Odczuwali strach, lęk przed tym, co wydarzy się w przyszłości. Od Szejna i siuhego emanowało pewnością siebie, nawet poprzez kontakt online, przez który ciężej takie rzeczy wyłapać. Zgodzę się, że były to strzały w dziesiątkę.

Przy ostatnich transferach też odbywałeś takie rozmowy?

Nie, jeśli chodzi o transfery STOMPA i mono, to nie mieliśmy tego typu rekrutacji.

Na ostatnim bootcampie współpracowałeś z damską dywizją?

Tak, ale mieliśmy już wcześniej kilka spotkań w wersji online, nawet przed zmianami w drużynie. Brałem udział w kilku rozmowach, próbowaliśmy pobudzić ówczesny zespół do działania. Teraz po bootcampie będzie ściślejsza współpraca z obiema dywizjami.

Różni się praca między jedną a drugą dywizją?

Jeśli chodzi o pracę mentalną są różnice. Praca z kobietą różni się trochę od pracy z mężczyzną. Inaczej trzeba rozmawiać, trochę inne metody trzeba stosować. Nie zawsze, ale jest sporo tematów, do których inaczej trzeba podejść.

Jak to wygląda na bootcampie? Macie wydzielone sesje, zawodnicy mają z tobą ciągły kontakt?

Na ostatnim bootcampie byłem przez pełne dwa dni, w których zawodnicy i zawodniczki mieli mnie do dyspozycji w rozmowach indywidualnych. Kiedy ktoś chciał porozmawiać na temat drużyny, swoich działań, zachowań, to byłem dostępny. Oprócz tego mieliśmy jeden dzień poświęcony na tematy współpracy i komunikacji. Wymieszaliśmy się wówczas w drużynach, żeby zobaczyć, jak zachowują się zawodnicy w nietypowych sytuacjach.

fot. Wojtek Maślanka / Izako Boars

Wymieszaliście dwie dywizje, jak wyglądała wtedy komunikacja?

Zanim zaczęliśmy ten eksperyment, to gracze mieli świadomość, że wszystko o czym mówiłem, odnosiłem do CSa. W trakcie gry widać było, że mocno się nad tym skupili i dzięki temu komunikacja była bardzo dobra, niezależnie od tego, w jakich występowali grupach. Mieli głównie zwracać uwagę na to, jak mówić i jak udzielać konkretnych informacji. W CSie problemem jest krótka, zwięzła i jak najszybsza wymiana informacji. Im więcej rozmowy i niepotrzebnych słów, tym więcej problemów dla kolegów z zespołu. Chłopaki z dziewczynami świetnie współpracowali i dobrze się przy tym bawili.

W komunikacji według mnie największym problemem jest zbyt eksponowana frustracja na TeamSpeaku.  

Też. Tutaj zawodnik musi nabyć nawyk wyłączania mikrofonu i wyrzucania tej frustracji, ale nie na TeamSpeaku. Na ten temat można opowiadać bardzo długo, bo istnieje sporo ćwiczeń, które pomagają w komunikacji. Warto dodać, że frustracja ma czasami inne źródła niż w sporcie tradycyjnym, bo może wynikać chociażby ze sprzętu. W profesjonalnym esporcie trzeba pracować nad tymi szczegółami, by nie wpływały na złość zawodnika.

To była twoja pierwsza współpraca z dziewczynami na żywo?

Tak. Online jednak również współpracowaliśmy.

A z męską dywizją?

Z obecnego składu kontakt na żywo miałem jedynie z TOAO i Hyperem.

Jak wyglądało podejście obu dywizji do treningu mentalnego?

Pierwszy dzień był najtrudniejszy, bo polegał on na mojej obserwacji, nie rozmowach. Wieczorem jednak część zawodników się otworzyła, a drugiego dnia bariery kompletnie zniknęły. Odbywaliśmy szczere rozmowy.

W pracy trenera mentalnego jest szansa na rozgraniczenie życia prywatnego od zawodowego?

Od początku zawodnicy wiedzą, że jestem osobą, która ma im pomóc głównie w grze. Należy jednak pamiętać, że życiowe tematy często wpływają na grę. Gdy gracze poruszają takie kwestie, to staram się im pomóc i znaleźć rozwiązanie, ale nadal pełnię tylko rolę trenera mentalnego. Rozwiązywaniem życiowych problemów zajmują się psychiatrzy i psycholodzy, więc gdy rozpoczęłyby się tematy bardziej poważne, to ja mogę ich tylko skierować do specjalistów, którzy byliby w stanie się tym odpowiednio zająć.

Zawodnicy często zgłaszają się na indywidualne rozmowy?

Przez wszystkie lata mojej kariery miałem sporo zajęć indywidualnych – najpierw rozmawialiśmy o drużynie, a później jeśli ktoś chciał poruszyć jeszcze jakiś inny temat, to również byłem do dyspozycji. 

Aleksander Kurcoń – śledź autora na Twitterze ->