Paweł „SAJU” Pawełczak jest jednym z najpopularniejszych polskich streamerów. Porozmawialiśmy z nim m.in o projekcie Emeritos Banditos i polskiej scenie.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski: U kogo w głowie pojawił się pomysł stworzenia Emeritos Banditos?

Paweł „SAJU” Pawełczak: W sumie to od dłuższego czasu rozmawialiśmy z izakiem, żeby wziąć PAGO i w trójkę sobie założyć taką ekipę, a następnie zaprosić do niej dwa młode talenty i pograć sobie jakieś otwarte kwalifikacje do turniejów. Ostatecznie jednak skończyło się na tym, że Piotrek zapytał jeszcze pashe, czy byłby chętny wziąć udział w takim projekcie. Okazało się, że Jarek również jest chętny, więc jak już mieliśmy czterech streamerów, to doszliśmy do wniosku, że lepiej odpuścić sobie proponowanie jakiemuś młodszemu zawodnikowi współpracy i dobrać piątego, który też jest streamerem. Chcieliśmy zatem, żeby dołączył do nas Leh, ale on nie był do końca zdecydowany. Nie wiedział bowiem, czy będzie w stanie grać więcej w CS-a, więc odezwaliśmy się do Pevora i tak się ukształtowało Emeritos Banditos.

Zatrzymajmy się przez moment przy pashy. Ma on aktualnie 31 lat, natomiast dalej nie ogłosił przejścia na emeryturę. Myślisz, że jeszcze będzie chciał wrócić do profesjonalnej gry i powalczyć o jakieś sukcesy, czy raczej zostanie przy streamowaniu i zabawie z Wami?

Wydaje mi się, że w tym wieku będzie już ciężko o powrót. Oczywiście to jego decyzja, więc jeżeli będzie chciał spróbować, to będę trzymał za niego kciuki, ale nie wiem czy taki pomysł nie okazałby się błędem. Mogłoby być przecież tak, że utknąłby gdzieś na jakimś średnim poziomie, a to raczej nie jest zgodne z jego ambicjami.

Jarek jako gracz już swoje wygrał. Gdybym ja był teraz na jego miejscu – skupiłbym się na streamowaniu, kontynuowaniu projektu Emeritos Banditos i może jakiejś pomocy dla mniej znanych osób, które chciałyby zaistnieć w CS-ie.

Jest może coś, czym pasha Cię zaskoczył odkąd zacząłeś z nim grać?

Poczuciem humoru, luźnym podejściem do tego wszystkiego i oczywiście niesamowitym movementem! <śmiech> Nie sądziłem, że ktoś może mieć taki dobry movement jak ja, a tu proszę bardzo.

Kilka lat temu byłeś jednym z twórców akademii GOGO CS:GO. Zdarza Ci się zatęsknić za czasami, w których wyłaniałeś razem z easym młode talenty i starałeś się im pomóc?

Wspominam je oczywiście bardzo przyjemnie. To były fajne czasy, chociaż szczerze mówiąc ten projekt był też swego rodzaju porywaniem się z motyką na słońce. Robienie czegoś takiego wymagało wielkiego poświęcenia i chyba nie byłbym w stanie tego powtórzyć.

Trzeba przyznać, że niektórzy uczestnicy Waszej akademii świetnie wykorzystali swoją szansę, ale byli jednak też ci, którzy ją zmarnowali. Mówię tutaj chociażby o fuku i ovvym. Masz z nimi jakiś kontakt? Jesteś w stanie powiedzieć, co poszło nie tak w ich karierach?

Akurat z tymi zawodnikami aktualnie kontaktu już nie mam. Myślę, że nie wyszło im, bo nie do końca skupili się na CS-ie. Mieli jakieś tam swoje inne plany, a żeby odnieść większy sukces w esporcie – trzeba się mu całkowicie poświęcić. Oczywiście nie widzę nic złego w ścieżce jaką wybrali. Każdy ma inne zainteresowania.

Najbardziej dumni byliście pewnie później z TOAO, snatchiego i phra, którzy przecież pod banderą AGO przeżyli najlepszą przygodę w swoim życiu. Latali po świecie, spełniali marzenia.

Jasne, super obserwowało się ich progres. W zasadzie do teraz trzymam mocno kciuki za tych chłopaków. W wolnej chwili staram się też z nimi trochę pogadać. Aktualnie TOAO próbuje swoich sił w barwach Izako Boars, a pozostała dwójka po nieudanym epizodzie w Virtus.pro szuka nowego domu i liczę, że niebawem go znajdzie.

Zarówno snatchie, jak i phr zakomunikowali, że nie wykluczają kontynuacji kariery za granicą. Co o tym sądzisz?

To ostatnio dość modny kierunek. Uważam, że śmiało mogą próbować swoich sił poza Polską. Na scenie jest trochę zawodników z krajów, w których CS nie stoi na najlepszym poziomie, przez co musieli dołączyć do jakiegoś międzynarodowego składu, aby liczyć się w walce o czołowe pozycje na prestiżowych rozgrywkach i jak widać – niektórym się to opłaciło. Jednym z dobrych przykładów jest ropz. Jemu ciężko byłoby złożyć mocne grono tylko z Estończyków, także musiał obrać inną drogę i ostatecznie trafił do mousesports. Podsumowując, jeżeli ktoś ma ambicje i możliwości niech działa.

Jeśli chodzi ogólnie o polską scenę, to zazwyczaj mówi się, że mamy na niej sporo utalentowanych osób, które najlepiej połączyć z doświadczonymi graczami. Kilka dni temu na jednym ze swoich streamów innocent przedstawił swoją opinię w tej kwestii mówiąc, że nie ma w naszym kraju ludzi, których można zaprosić do zespołu. Jakie jest Twoje zdanie o młodszych zawodnikach, z którymi przebywasz sporą ilość czasu w PGS-ie?

Ja od zawsze powtarzam, że w Polsce mamy dużo talentów, ale są to talenty aimowe. Gdybyśmy teraz postawili naszych młodszych reprezentantów z PGS-a przeciwko profesjonalistom na aim mapie, to wydaje mi się, że oni indywidualnie daliby sobie radę, bo z tym nie mają kłopotu. Problem leży gdzie indziej i to jest to, o czym mówił innocent. Mam na myśli brak zmysłu taktycznego, ogrania, decyzyjności, a nawet poruszania się po mapie u takich strzelców. W tym moim zdaniem mamy zaległości, a nie w samym strzelaniu, bo ono akurat u nas jest na wysokim poziomie.

Warto też powiedzieć, że w przypadku Illuminar Gaming – oni nie mogą sobie pozwolić na poświęcenie kilku miesięcy na nauczanie talentów CS-a na wyższym poziomie. Najchętniej pewnie wzięliby do siebie graczy, którzy byli wcześniej częścią jakiejś drużyny.

Dokładnie tak. Od iHG oczekuje się sukcesów, zwłaszcza po tym, jak dobrze szło im w poprzednim składzie. No i nie oszukujmy się – teraz nie wezmą niedoświadczonych chłopaków, których innocent będzie prowadził za rączkę. Na to nie ma czasu i też możliwości, bo obecnie faktycznie ciężko wskazać niezłych indywidualnie młodych graczy, których Illuminar mogłoby sobie wziąć.

Dlaczego tak jest? Bo brakuje na naszej scenie drużyn złożonych typowo z tych mniej ogranych zawodników. Oni powinni sami od podstaw działać ze sobą, a dopiero później, gdy już nabiorą jakiegokolwiek doświadczenia, próbować swoich sił w lepszych ekipach. Kiedyś był u nas w Polsce taki moment, że tego typu formacje się pojawiały. Mówię tutaj m.in o Codewise Unicorns. Reprezentanci tej organizacji byli przecież nieznani, ale z czasem widać było u nich progres. Koniec końców tej formacji już nie ma, ale za to leman gra w x-kom AGO, Crityourface był w Actinie PACT, teraz jest CLEANTmix.

Wróćmy do Emeritos Banditos. Nie tak dawno rozgrywaliście play-offy ESEA Open, ale nie poszło Wam w nich za dobrze. Trafiliście na formację, która jak sam pasha powiedział – trenuje codziennie i progresuje. Czym najbardziej imponowali ci przeciwnicy?

Wiesz, gdy gra się takim szalonym mixem przeciwko rywalom, którzy ćwiczą już wspólnie jakiś czas, mają ustalone zagrywki, jest po prostu ciężko coś zdziałać. My się nie przygotowujemy pod spotkania, u nas nie ma aż takiej dyscypliny, przez co akurat z tego typu przeciwnikiem nie powalczyliśmy. Zresztą – to było grono, które spokojnie mogłoby być kilka klas wyżej w ESEA. Fajnie strzelało, fajnie się uzupełniało na mapie.

Nasze założenie na ESEA Open było jasne – dostać się do play-offów. To nam się udało, cel minimum wykonany, więc nie ma się co załamywać, bawimy się dalej. Myślę, że jak będziemy podchodzić do następnej edycji tych zawodów, to postaramy się zwyciężyć więcej meczów w fazie zasadniczej, żeby później rozstawienie drabinki w decydującej części ligi było dla nas korzystniejsze.

Po meczu spłynęła na Was fala hejtu. Mnie to osobiście bardzo zdziwiło. Tworzycie fajny projekt, który mimo niektórych porażek daje ludziom radość, a koniec końców i tak znajdą się ci, którzy chętnie wsadzą Wam nóż w plecy. Zabolały Cię te negatywne komentarze?

Ja jakoś bardzo tego nie odczułem. Może inni członkowie Emeritos Banditos mieli gorzej. Mimo wszystko napisałem specjalnie post, w którym wyjaśniłem, że nie jesteśmy profesjonalistami. My tworzymy tę formację, bo lubimy CS-a, lubimy się bawić i wydawało nam się, że będzie się to dobrze oglądało. Oczywiście mimo, że robimy to dla frajdy, to po porażkach czasem pojawia się złość, ale to normalne. Przecież każdy człowiek się denerwuje, gdy coś mu nie wyjdzie. Nie sprawi to jednak nagle, że poświęcimy się treningom w pełni, bo nasz czas już minął. Teraz pozostała emerycka przygoda bez żadnej presji.

Zbliżając się do końca naszej rozmowy warto przytoczyć wsparcie, jakim obdarzyła Was marka RTV EURO AGD. Gdyby nie obecna sytuacja na świecie – bylibyście teraz na bootcampie. Posiadaliście już jakiś plan, jak wykorzystać to zgrupowanie, czy raczej nastawialiście się na spontaniczne pomysły na miejscu?

Wstępny zarys bootcampu się pojawił. Poza streamowaniem mieliśmy w głowach kilka atrakcji, także szkoda, że do wyjazdu nie doszło, bo zapewne byłoby na nim śmiesznie. W ogóle muszę powiedzieć, że jestem miło zaskoczony tym, jak szybko z ofertą współpracy uderzyło do nas RTV EURO AGD. To było coś na zasadzie – Panowie, tworzycie fajny projekt, dużo ludzi się nim interesuje, my też chcemy być jego częścią. Nastawienie marki jak dla mnie – bomba.

Okej… ostatnie pytanie. Czy poza RTV EURO AGD jest jeszcze jakaś firma, która ma Was na oku i prowadzicie z nią wstępne rozmowy?

Było trochę mniejszych opcji. Odzywały się do nas osoby, które proponowały bootcamp w ich siedzibie itp. O tych większych ofertach nie mogę mówić.