Zawodnik Team Kinguin, czyli Paweł „reatz” Jańczak – zwycięzca DreamHack Open Montreal i  wicemistrz Games Clash Masters w wywiadzie o ostatnich sukcesach, podróżach i celach na najbliższy czas.

Nieco ochłonąłeś po rywalizacji w Gdyni. Jesteś w stanie powiedzieć coś od siebie względem tego turnieju? Jak oceniasz, co zawiodło w finałowym starciu na Heroic.

Jeżeli chodzi o całego LAN-a to uważam, że nie zagraliśmy go na swoim poziomie, tak jak to było na poprzednich eventach. Nie byliśmy skupieni w stu procentach, co było widoczne już w pierwszym meczu. Kolejne spotkania to udowadniały, męczyliśmy się, próbowaliśmy i jakoś udawało się zwyciężać, ale nie zadowalała nas ta gra w żadnym stopniu. Prześlizgnęliśmy się po tych spotkaniach, po prostu. Jedyne z czego można być zadowolonym to z meczu na Fragsters, podczas którego zagraliśmy swoje i byliśmy pewni swoich umiejętności.

Co do finałowego starcia na Heroic, to na pierwszej mapie było to bardzo widoczne, że byliśmy na niej słabsi i zostaliśmy zdominowani. Następnie przerwa, szybki reset głowy, uspokojenie się i jak widać zdołaliśmy się po nich przejechać tak, jak oni to zrobili na nas. Ostatnią mapę moim zdaniem byliśmy w stanie wygrać. Przegrywaliśmy wszystkie clutch'e jakie tylko się dało, po prostu przegraliśmy na własne życzenie co tak naprawdę nas boli, bo o tym wiemy. Po stronie terrorystów mogliśmy mieć spokojnie dziesięć rund i to my powinniśmy wznieść ten puchar w Gdyni. Mamy po prostu nauczkę na przyszłe LAN-y, aby po prostu grać bardziej drużynowo i pewniej siebie.

Była to pierwsza edycja Games Clash Masters. Jak Twoje odczucia związane z organizacją eventu?

Jeżeli chodzi Ci o samą organizację eventu to była ona naprawdę na wysokim poziomie. Jedyna co mogło przeszkadzać to to, że było po prostu zimno na hali, ale o tym wspominali już pozostali zawodnicy. Były zimne ręce, próbowaliśmy je jakoś rozgrzać, ale jednak te pierwsze rundy w każdym meczu były dla nas bardzo ciężkie. Ogólnie bardzo pozytywnie nas zaskoczyła atmosfera na hali i doping kibiców, których mało nie było. To podkręcało całą atmosferę tych wszystkich spotkań, które rozgrywały się w Gdyni. Niesamowite uczucie, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Ogólnie spotkania z fanami były też mega sprawą, mega mi się to podobało i dziękuje każdemu kto do nas podszedł zbić piąteczkę!

Co do harmonogramu finałowego dnia. Mieliśmy grać pierwsi na Fragsters, bo AGO skończyło swój mecz dosyć późno, ale gdzieś po północy przyszła do nas informacja, że to jednak my gramy drugi mecz, a nie chłopaki z AGO. Nieco się zdziwiliśmy, ale ostatecznie dowiedzieliśmy się, że to była decyzja Heroic i oni chcieli tak po prostu zagrać. Przykro mi się zrobiło z powodu Jastrzębi, bo grali na tzw. „resztach sił”.

Porównując Montreal do Gdyni, powiem szczerze że bardziej podobało mi się na Games Clash Masters pod względem całości.

Zanim przejdę do poprzednich turniejów, które są już za Wami. Nadchodzi PGA, a dokładniej finały ESL Mistrzostw Polski, do których podchodzicie jako wicemistrzowie. Nastawienie przed wyjazdem? Tym razem mistrzostwo? Do pokonania Izako Boars, a następnie PACT, bądź ponownie AGO.

Do turnieju pomimo ciężkiej fazy zasadniczej podchodzimy z dużym spokojem i pewni siebie. Przydałoby się w końcu wygrać ESL Mistrzostwa Polski, bo w końcu brałem w nich udział kilka razy i zawsze zajmowałem wszystkie miejsca, poza tym zwycięskim. W pierwszym meczu zmierzymy się na Izako Boars, które pokazuje się z dobrej strony w ostatnim czasie, a w dodatku kilka dni temu zakontraktowali Bartosza, czyli trenera, który doświadczenie posiada i zresztą trenował mnie, gdy byłem w barwach PRIDE, więc wiem, że jest w stanie podnieść chłopaków i przygotować do tego starcia.

Jeżeli udałoby nam się pokonać Dziki to zmierzymy się ponownie z AGO ESports w walce o puchar, bądź z PACT, z którymi w Gdyni mieliśmy jedno z najciekawszych starć w mojej karierze muszę przyznać. Widać, że od kiedy dołączył do nich Tomek to mają więcej możliwości i grają coraz to lepiej. Nikogo nie możemy zlekceważyć, ale jedziemy do Poznania po zwycięstwo ponownie, bo jako PRIDE udało się tam zwieść puchar rok temu w Pucharze Polski Cybersport – zresztą był to pierwszy turniej z Tobą, więc na pewno pamiętasz.

fot. ESL Polska | Puchar Polski Cybersport

Rok temu na PGA 2017 zadebiutował „TOM223”, którego wówczas był to pierwszy LAN w karierze.

Cofnijmy się może do poprzednich sukcesów, czyli wygrany DreamHack Open Montreal. Jakie to jest uczucie Paweł? Pierwszy DreamHack i od razu wygrany.

Nie da się ukryć. Jest to mój największy sukces aktualnie w grze Counter-Strike i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Pierwszy DreamHack, może i Open, ale od razu wygrany i jest to dla mnie super uczucie, że mogłem to zrobić i tego doświadczyć. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się dostać do finału i na dodatek do wygrać. Żyję nadzieją, że to początek czegoś wielkiego. W dodatku Gdynia na pewno nam pokazała, że jest jeszcze nad czym pracować i co można doszlifować, aby było tylko i wyłącznie lepiej.

Kiedyś pamiętam, że byliśmy bardzo blisko dostania się na DreamHack Masters Las Vegas 2017 z  PRIDE, ale wówczas w zamkniętych kwalifikacjach przegraliśmy na Gambit. Mogła to być piękna historia, bo wtedy też Virtus.pro wygrało te rozgrywki, ale trudno. Cieszę się, że mogłem teraz zwyciężyć edycję Open, a Masters mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie, bo tam pojawiają się tylko i wyłącznie najlepsi.

Sytuacja z bagażami jest już nieco oklepana, ale pierwsza rzecz, która przyszła Ci do głowy po tym, jak otrzymałeś informację, że nie ma waszych bagaży? Czy w następnych dniach sprawiało Wam to ogromny problem? Mógłbyś opisać nam tę sytuację?

Pierwsza moja reakcja? Pomyślałem: „No, fajnie będzie wyjść z grupy, ale to raczej cel niemożliwy”. Od razu pojawiały się myśli, że będzie bardzo ciężko, że jak my to zagramy, ale na szczęście Wiktor z Mariuszem nas uspokajali nieco, bo zdarzały im się takie przypadki i jakoś stopniowo się do tego przyzwyczailiśmy. W sumie cieszę się, że tych bagażów nie dostaliśmy. Trochę nam to pomogło w samej grze i jej koncepcji trzeba przyznać, gdyż zeszła z nas ta cała presja i grając na innym sprzęcie wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie to również zrobić i grać jak na własnym, czyli jak najlepiej. Można wszystko osiągnąć, jeżeli się tego bardzo chce. Nie szukaliśmy wymówek, chcieliśmy mimo wszystko zagrać dla siebie, dla fanów i wszystkich znakomicie. Udało się i jestem z tego niesamowicie dumny.

Mimo, że bagaże doszły na ostatni dzień to zmieniłem tylko myszkę. Zostałem z nową podkładką, nową klawiaturą i tak jest do tej pory, więc w sumie utrata bagażu chyba wyszła mi na dobre, bo na nowym sprzęcie czuję się świetnie.

Jesteś w stanie potwierdzić tę tezę, że ZOTAC Cup Masters dał wam pewność siebie i to, że jesteście w stanie wygrać Montreal, stąd taki „wjazd” w ten turniej? Zagraliście tam niesamowicie.

Największą pewność siebie dał nam pierwszy etap ZOTAC'a, czyli we Włoszech. To właśnie pokazało nam, że jesteśmy w stanie wygrywać te europejskie turnieje. Do tego doszedł jak mówisz ZOTAC w Hongkongu, który mimo porażki w finale też nam uświadomił, że jesteśmy w stanie rywalizować z każdym. Po prostu mecz na mibr to było starcie tzw. Świeżaków przeciwko brazylijskiej formacji, która wygrywała Majory. Przegraliśmy ten mecz przed rozpoczęciem go tak naprawdę.

Jak Wiktor zareagował na ten sukces? Nie patrząc na „mniejsze turnieje”, to jego ostatnim poważnym zwycięstwem było wygranie DreamHack Masters Las Vegas 2017.

Wiktor na pewno się cieszy, że udaje nam się dochodzić do finałów, a nawet je wygrywać. Oto mu chodziło od początku, żeby stworzyć taki skład, który wkrótce będzie mógł namieszać – trochę arogancko, ale podbudowuję pewność siebie(haha). Na pewno TaZ jak i my chcemy po prostu więcej. Nie chcemy przegrywać w finałach, chcemy wygrywać wszystko. Jak wspominałem wyżej, nie chcemy zakończyć na DreamHack Open, interesuje nas bardziej edycja Masters. Tam dojść do finału to jest naprawdę wielki sukces, a wygrać go to naprawdę byłoby najlepsze uczucie.

Na ten moment musimy poprawić jeszcze wiele błędów, które wyszły w trakcie ostatnich turniejów, ale krok po kroku dążymy do tego, aby pojawić się na tych najważniejszych turniejach, gdzie rywalizacje Astralis, Team Liquid, czy Natus Vincere.

@DreamHack | Adela Sznajder

Pod barwami PRIDE tyle nie podróżowałeś co teraz. Ciągle wyjazdy, loty… nie męczy Cię to?

Jak graliśmy pod banderą PRIDE to zawsze myślałem, że fajnie byłoby w sumie pojechać tu i tam, chciałem podróżować, chciałem jeździć na te turnieje i zwiedzać świat, ale no… nie mieliśmy jak, bo zawsze brakowało tej kropki nad „i” w kwalifikacjach, więc musieliśmy się zadowalać polskimi turniejami jedynie. Teraz to się zmieniło. Super sprawą jest poznawanie nowych kultur, krajów, nowego jedzenia, a my lubimy sobie pojeść (śmiech). Na razie nas, a tym bardziej mnie, to nie męczy. Te wyjazdy nie są aż tak często jak w przypadku tych topowych formacji, że co tydzień. Teraz co najwyżej raz w miesiącu, zobaczymy kiedyś i wtedy dam Ci odpowiedź, co sądzę.

Na pewno śledziłeś ostatnie zmagania Virtus.pro na Majorze, czy BLAST Pro Series. Co sądzisz o nowym nabytku snatchiem i decyzji byaliego, którego zastąpił Twój ex-teammate morelz? Czy teraz w końcu będzie lepiej?

Snatchie jest niewątpliwie jednym z najlepszych snajperów w Polsce i ten ruch uważam jako bardzo dobry ze strony Virtus.pro, bo wniesie, jak i już nie wniósł tam sporo dobrego ze swoją snajperką. Piotrek również da na pewno świeżość tej ekipie, bo Paweł zdecydował się na podobny ruch co Wiktor, że potrzebuje innej ekipy, z którą dostanie więcej motywacji do gry. Na pewno morelza pamiętam jako świetnego zawodnika z czasów PRIDE i wiem, że jest w stanie to teraz też pokazać. Widziałem, że w Stambule dawali radę urywać sporo rund tym najlepszym zespołom, więc to też w pewnym stopniu sukces, bo do niedawna obrywali praktycznie do zera.

Chcielibyśmy Was, jak i AGO, czy Virtus.pro zobaczyć na IEM Katowice 2019. Można to nazwać „głównym celem” waszej drużyny?

To chyba oczywiste. Nic nie jest na ten moment ważniejszego od wystąpienia w Katowicach. Nie chcę nic więcej mówić, oby się udało.

Twoja aktywność z social mediach po dołączeniu do Team Kinguin wzrosła.

To fakt, w PRIDE nie miałem jakoś przywiązania do tego tematu, ale po odejściu zrozumiałem, że przydałoby się budować swoją markę, więc staram się udzielać regularnie wywiadów, pisać posty po zwycięstwach, porażkach i ogólnie mieć integrację z ludźmi, którzy mnie wspierają. W sumie, sprawia mi to przyjemność. W dodatku Twoja pomoc na pewno też pomaga, bo często o tym gadamy (śmiech).

W takim razie życzę Ci powodzenia, samych zaproszeń na największe turnieje i oczywiście zwycięstw na nich. Trzymam kciuki.

Zaproszenia się pojawiają, mam nadzieję, że wkrótce pojawią się kolejne informacje. Na ten moment skupienie na Poznaniu, a co będzie dalej to się zobaczymy. Dzięki za wywiad, dziękuje każdemu za wsparcie i do zobaczenia wkrótce!