Problem oszustów w CS:GO zawsze rozpala gorące dyskusje wśród społeczności. Dziś oliwy do ognia dolał sam pracownik Valve.

Zjawisko oszukiwania w Counter-Strike'u jest równie „dojrzałe” co sama gra. Każdy starszy gracz CS-a pamięta oszustów biegających jeszcze po serwerach społeczności w „1.6” i… niewiele zmieniło się od tamtego czasu. Wielu graczy CS:GO uważa, że jest to największy problem dotyczący ich ulubionej gry i od lat walczą by Valve wprowadziło bardziej radykalne rozwiązania.

Amerykańskie studio na przestrzeni ostatnich lat próbowało wprowadzać coraz to kolejne rozwiązania. Raczej każdy z nas słyszał o statusie Prime, systemach VAC oraz Overwatch, czy nawet sieci neuronowej VACnet. Mimo tak wielu zabezpieczeń, wciąż powstają kolejne nielegalne programy do ułatwiania rozgrywki i tworzenia niezdrowej przewagi. Dlaczego? Bo zrobił się z tego gigantyczny biznes. Twórcy cheatów zarabiają gigantyczne pieniądze gdy ich twory się sprawdzają.

Jeden z pracowników Valve uważa jednak, że jest to problem dotyczący każdej gry internetowej. John McDonald napisał na swoim twitterze – Wciąż trwają prace nad problemem cheatowania i wciąż będą trwały. Ale tak szczerze – jaka gra multiplayer nie ma problemu z cheaterami?  Dla tego kontekstu – jaka gra z dużą pulą graczy nie ma problemu z cheaterami?

Społeczność dość szybko odpowiedziała. Gracze CS:GO na redditcie zgodnie stwierdzili, że takim przykładem może być VALORANT czy League of Legends. Riot Games implementując kontrowersyjny anty-cheat w swojej produkcji FPS musiało znać cenę negatywnego przyjęcia oprogramowania na początku, lecz trzeba przyznać, że do tej pory sprawdza się świetnie. Wiemy, że Valve stroni od takiego rozwiązania, więc społeczność wpadła na nowy pomysł. Wprowadzić anty-cheat podobny do tego z VALORANTA, który ma szeroki dostęp do komputera, ale tylko dla chętnych. Osoby te mogłyby grać w osobnej kolejce podobnej do np. Prime.