W trakcie największej polskiej szufli w historii ostała się jedna organizacja, która nie zdecydowała się na zmiany – Pompa Team. Porozmawialiśmy z managerem drużyny – Maciejem Cypryjańskim. Co zmieniło się w Pompie od jego przyjścia? Jaką rolę pełni obecnie Isamu? Jak powinien przebiegać rozwój zawodnika? Dlaczego tak ważny jest trening mentalny? Na te i inne pytania odpowiedział na łamach naszego portalu.

Aleksander Kurcoń: Jak wyglądały twoje początki w esporcie? 

Maciej Cypryjański, Pompa Team: Moje początki sięgają powstania Counter-Strike’a. W wersję 1.6 rywalizowałem półprofesjonalnie na turniejach takich jak PGA. To były czasy dominacji TAZa i NEO, ale oprócz nich były również inne zespoły, które próbowały swoich sił. Można więc uznać, że dobre 20 lat jestem aktywny w esporcie. Miałem jednak również inne obowiązki, czyli szkołę, studia, później wyjechałem za granicę. 

W jakim celu?

Pracowałem tam w sportach tradycyjnych, ale ciągle esport był w mojej sferze zainteresowań. Przełomem było napisanie książki – była to pierwsza na świecie publikacja na temat wpływu treningu mentalnego, aktywności fizycznej i suplementacji na mózg gracza komputerowego. Jest to taki poradnik dla profesjonalistów i amatorów – o tym jak zoptymalizować trening esportowy w stronę wydajności, a nie sprowadzać go do siedzenia godzinami przy komputerze. 

Książka była motorem napędowym do dalszej kariery?

Zdecydowanie. Po publikacji odezwał się do mnie Giovanni Varialle, czyli obecny CEO Kinguin. Zapytał o współpracę przy drużynie CSa, w której grali wówczas TAZ, minise, rallen i mou. Była to moja pierwsza praca w esporcie w charakterze managera drużyny, ale również performance coacha. Szczególnie ta druga rola przypadła mi do gustu – mając background ze sportów tradycyjnych, ukończone seminaria i kursy psychologii sportu poczułem, że jest to rejon, w którym istnieje ogromne zapotrzebowanie w esporcie. Obecne pokolenie progamerów uczyło się samo, nie wiemy jak ich trenować. Tu pojawia się szansa dla mnie. Wierzę, że moje projekty i wsparcie dla zawodników okażą się kluczowe. 

Można uznać to za swego rodzaju misję? Przejście ze sportów tradycyjnych do elektronicznego świata jeszcze kilka lat temu było bardzo odważnym ruchem.

Podam Ci jeden przykład. Idąc do biblioteki jestem w stanie znaleźć trzy książki na temat serwisu sposobem górnym w piłce siatkowej. Natomiast dla esportu nie mamy żadnych publikacji, szczególnie o treningu. W trakcie spotkania zawodnik gra głową, mocno przeciąża swój układ nerwowy. Porównajmy dwie dyscypliny – piłkę nożną i esport. Piłkarz na światowym poziomie zagra maksymalnie dwa mecze w tygodniu, po których udaje się na odnowę biologiczną. W esporcie gracze potrafią zagrać dwa, trzy oficjalne mecze jednego dnia, co przekłada się na mocne obciążenie układu nerwowego. W Niemczech przeprowadzono badanie na ten temat – poziomy stresu esportowca po zakończonym turnieju i kierowcy rajdowego po wyścigu są niemal takie same.

Problem jest potężny. Zawodnicy nie wiedzą jak się regenerować. Kończą trening i przesiadają się na telefon, nadal męcząc swój układ nerwowy. To z kolei przekłada się na brak koncentracji w kluczowych momentach meczu. W sporym uproszczeniu zespół może przegrać finał, bo jeden z zawodników zjadł tłuste frytki przed meczem, co z kolei odbiło się na jego funkcji poznawczej podczas rozgrywki. W świadomości profesjonalistów istnieje wciąż duża luka, którą trzeba łatać. Co gorsza, młodzi gracze obierają później złe wzorce i mają spaczony pogląd na karierę w esporcie. Zadają mi pytania, nie jak trenować, a jak zarabiać, grając w gry. A to nie jest przecież takie proste! Nawet device opowiada o tym, że ma torsje po zakończonym turnieju. Tu jest miejsce dla zawodowców, którzy potrafiliby nauczyć graczy, jak walczyć ze stresem. Wierzę, że to jest przyszłość, dlatego wybrałem przygodę właśnie z esportem, a nie sportem tradycyjnym. 

Myślisz, że rozwiniemy się do takiego momentu, w którym powstaną prawdziwe akademie dla najmłodszych i gracze będą pod stałą opieką profesjonalnych trenerów od dziecka? Obecnie zawodnik dopóki nie dołączy do organizacji, jest właściwie samoukiem. 

Zwróć uwagę jak wiele było w Polsce projektów, które bazowały na tym, aby wyłonić jedynie skład z 1000 ochotników. A co z 995 graczami, którzy również chcą się rozwijać, a nie mają ku temu narzędzi? Rozwiązaniem byłaby akademia, ale z równoczesnym stworzeniem jednolitego systemu nauczania. Jesteśmy na początku drogi rozwoju edukacji w tej materii. Nie mamy nawet scoutingu – obecnie poszukiwanie nowego gracza sprowadza się do polecania danej osoby. Jeśli jednak w drużynie pojawia się młody, obiecujący zawodnik, to się spali, gdy z marszu występuje obok Snaxa czy Innocenta.

CS to nie tylko umiejętności strzeleckie, ale i mentalne, a w tym aspekcie młodzi gracze często nie są przygotowani do gry na wysokim poziomie. Po ukończeniu dobrze zorganizowanej akademii zawodnik wychodziłby z niej gotowy do walki, bogatszy o wiedzę jak radzić sobie w sytuacjach stresowych, jak się komunikować. 

Nie ma obecnie bazy skautingowej czy platformy, z której moglibyśmy czerpać informacje na temat nowych zawodników. Znam masę ludzi, którzy mają pomysły jak to zrobić, ale nikt się nie chce za to zabrać. 

Wydaje mi się, że projekt Piratów zmierza w tym kierunku, tylko jest to nadal online. Nie jestem pewny, czyli nastolatek zawsze znajdzie w sobie na tyle samodyscypliny, by trzymać się wskazówek otrzymanych przez internet. 

Współpraca online ma za to ogromną skalę, chociaż zgodzę się z tym, że nie jest ona tak produktywna i może nieco przypominać e-lekcje, w trakcie których uczniowie słuchając nauczyciela, przeglądają jednocześnie Facebooka, czy jedzą obiad. W bezpośrednim kontakcie nie ma takich zagrożeń, dzięki czemu zamiast 10 lat pracy, można byłoby to przekuć w 2 intensywne lata. Tylko z kolei kto miałby szkolić młodych? Wszystko skłania się do tego, że jesteśmy na razie na początku drogi rozwoju. Mam nadzieję, że w przyszłości esport zostanie podciągnięty pod pojęcie „sport”, dzięki czemu mógłby być finansowany ze Skarbu Państwa. Wtedy widzę na to rozwiązania. 

A jak wygląda współpraca między organizacjami w kwestii szukania nowych talentów?

W zasadzie jej nie ma. W sporcie tradycyjnym klub na przykład z Ekstraklasy współpracuje z FC Barceloną, dzięki czemu trenerzy i młodzi zawodnicy wyjeżdżają do Hiszpanii na szkolenia. W Polsce wszyscy stoimy do siebie okoniem. Nikt nie monopolizuje swojej pozycji na rynku, a mimo to nikt nie chce ze sobą kooperować. Dlaczego nie moglibyśmy mieć akademii w AGO, Wiśle, Pompie i wymieniać się między sobą zawodnikami? Jest tu jeszcze bardzo dużo do naprawienia.

Opowiedzmy teraz o Twojej cegiełce w szkoleniu młodych graczy. Przyznam się, niestety nie korzystam na co dzień z TikToka, dlatego zaskoczyła mnie skala popularności Twojego konta na tym portalu. Jak oceniasz ten sposób dotarcia do młodzieży?

Na wstępie chciałbym przedstawić krótką historię założenia konta na TikToku. Kilka razy rozmawiałem z osobami ze świata esportu na temat social mediów, w tym z Jarkiem „pashą” Jarząbkowskim. Otrzymałem dużo pozytywnego feedbacku, który skłonił mnie do spróbowania przekazywania swojej wiedzy. Padło na TikToka, bo to platforma, która najlepiej dociera do pokolenia Z. Z pomocą zwracają się do mnie nawet ośmiolatki, którzy zadają mi pytania typu: „jak przekonać rodziców na zakup komputera”, „jak się nie denerwować w czasie gry”. Swoją drogą, szczególnie druga kwestia jest bardzo dużym problemem. 

Jak się później okazuje, moje rady są dla nich przydatne. Otrzymuje masę podziękowań, że dzięki mnie ktoś otrzymał nową myszkę, komputer i tym podobne. W skrócie zarażam dzieci i młodzież wiedzą na temat odpowiedniej postawy przed komputerem, prawidłową regeneracją i odpoczynkiem. Tłumaczę także jak się lepiej odżywiać. To z kolei przekłada się na lepsze wyniki w grze, bo wszystkie te aspekty się ze sobą łączą. To jest właśnie taka moja cegiełka, która mam nadzieję przyczyni się do rozwoju esportu w Polsce i na świecie. Jeśli zasialibyśmy ziarenko tej wiedzy w akademii, to później mamy szansę wyszkolenia naprawdę światowej klasy gracza. 

Przejdźmy teraz do doświadczeń z zawodowcami, pracowałeś w końcu w Kinguin i Illuminar z absolutną polską czołówką. Jak gracze zapatrywali się na tę współpracę? Jeszcze 2-3 lata temu podchodzono z rezerwą do pracy chociażby z psychologiem. 

Wśród zawodników istnieje nadal takie przekonanie, że przecież nie potrzebują wsparcia, bo nie są „chorzy”. Trener mentalny nie ma jednak za zadanie leczyć nas z problemów, a podać narzędzia, które pomogą w osiąganiu lepszych wyników. W sporcie tradycyjnym najlepsi korzystają z usług trenerów mentalnych, nie jest to nowość. W esporcie istnieje jeszcze większy wysiłek intelektualny, więc tym bardziej gracze potrzebują tego typu wsparcia. W Kinguin było zdecydowanie ciężej przebić się do chłopaków.

W Illuminar było odwrotnie, bo gracze już wcześniej współpracowali z trenerką mentalną. Przychodząc do organizacji założyliśmy sobie pewne cele, mi też było zdecydowanie łatwiej wcielić się w rolę, bo od dawna sam jestem graczem, w przeciwieństwie do wielu coachów. Latając po świecie na różne turnieje udało mi się także bardzo dobrze poznać wszystkich w zespole, dzięki czemu mogłem do nich dotrzeć. Siedziałem z nimi po kilka godzin dziennie na TeamSpeaku, gasiłem pożary, poprawialiśmy komunikację. Moje odejście nie było „na żądanie” graczy. Teraz te doświadczenia przenoszę na Pompę.

Jak wyglądały początki w nowej organizacji?

Szymon (Isamu – właściciel organizacji. Przyp.red.) dał mi wolną rękę. Zatrudniając mnie powiedział, że muszę przyjść z całą drużyną. Do projektu zaprosiłem więc graczy z Teamu Gaminate, których już wcześniej prowadziłem. Pompa jest obecnie dla mnie wyzwaniem, bo w końcu mamy skład, który może zawojować scenę w Polsce. 

Pompa ma też młody skład, więc zapewne można graczy trochę „modelować”. 

Cała piątka ma duży potencjał, jest pracowita i przede wszystkim chce się uczyć. Takim młodym drużynom z początku trudno jest się przebić przez stosy kwalifikacji, w których uczestniczą zespoły z całego świata. Nam się na szczęście udało, obecnie możemy brać udział w turnieju Snow Sweet Snow.

Chciałbym wyjaśnić jeszcze jedną kwestię, bo zapewne dla wielu wygląda to bardzo egzotycznie – skąd pomysł na zawodnika z Bułgarii w drużynie? 

Bułgaria znajduje się w jego sercu, ale Grashrog płynnie mówi po polsku. Z resztą Denis pracował już wcześniej z fr3ndem i bnoxem. Od ponad roku trzymają się całą trójką razem, wygrali nawet jednego LAN-a organizowanego w Polsce. Jest inteligentnym zawodnikiem, grającym na pozycji IGL-a. Dodam, że jego higiena pracy jest na bardzo wysokim poziomie, nawet w porównaniu z czołowymi graczami w naszym kraju. 

W ostatnim czasie, a dokładnie w grudniu zapewniliście sobie udział w dywizji mistrzowskiej Polskiej Ligi Esportowej. Czy taki był krótkoterminowy cel dla obecnego składu?

Zdecydowanie był to cel numer jeden dla tej piątki, jeszcze w barwach Gaminate. Nasze umiejętności zasługiwały na to, aby rywalizować w jednej lidze z najlepszymi w Polsce. Warto jednak dodać, że Pompa jako organizacja miała już zaproszenie do dywizji mistrzowskiej, więc teoretycznie nie musielibyśmy wygrywać dywizji profesjonalnej. Ostatecznie jednak stary skład Pompy, występujący obecnie pod nazwą Gamelaxy spadł o poziom niżej, my za to wygraliśmy baraże, więc równowaga została zachowana. 

Powiedziałeś kiedyś, że organizacje powinny budować się od zaplecza, to znaczy od sztabu szkoleniowego. Jak to obecnie wygląda w Pompie?

Osobiście nie wyobrażam sobie prowadzenia drużyny esportowej, nie znając profesjonalnych struktur w klubach sportowych. Jest wiele organizacji, które są zlepkiem biznesmenów, którzy traktują zespół jak hobby lub jako potencjalną inwestycję. Brakuje w nich profesjonalizmu, co z kolei odbija się na dalszych działaniach organizacji.

W Pompie obecnie skupiamy się na dywizji CS:GO oraz Simracingu, który działa autonomicznie. W organizacji pracuje grafik, social media manager, ja oraz CEO, czyli Joanna Kasprzyk – siostra Szymona. Dzięki zapewnieniu wolnej ręki od właściciela staram się układać drużynę pod swoją wizję. Mamy w planach rebranding, Szymon także ogłosił, że trwają prace nad budową siedziby organizacji. Kompleks powstanie w Środzie Wielkopolskiej, gdzie chciałbym otworzyć akademię. Pompa zaczyna prawidłowo funkcjonować od strony zaplecza – poprawiliśmy wizerunek, udało nam się także pozyskać potężnego sponsora, czyli ACTINĘ. Jesteśmy także w trakcie rozmów z innymi sponsorami. 

A jaka jest obecnie rola Isamu w organizacji?

Przejąłem kilka jego obowiązków, przede wszystkim Szymon nie musi się już zajmować kontaktem z zawodnikami, bo jest to moja działka. Wcześniej gracze bardzo często zwracali się do niego z różnymi problemami, obecnie odcięliśmy go od tego. Dzięki temu polepszyła się także komunikacja wewnątrz personelu i drużyny. 

Jakie macie wyzwania na przyszłe miesiące? Rozgrywki krajowe i Snow Sweet Snow?

Tak, udało nam się dostać do pierwszego w tym roku turnieju Snow Sweet Snow. Nasze minimum to wyjście z grupy (22 stycznia Pompa zagra mecz o awans). Nasi rywale obecnie są w trakcie zmian, my mamy od dłuższego czasu stałą piątkę, co powinno zadziałać na naszą korzyść. Po wyjściu z grupy zapewne otrzymamy kolejne zaproszenie do następnej edycji. Mamy również zapewniony udział w fazie zasadniczej ESL Mistrzostw Polski. 

Pompa w środowisku kojarzona jest jako organizacja, która nieustannie zmienia zawodników w swoich składach. Obecnie mamy ogromną szuflę w Polsce, a wy paradoksalnie w niej nie uczestniczycie. Nie pojawiła się nawet mała myśl, że jest to dobra chwila, żeby coś jeszcze poprawić w składzie? W końcu na rynku było dostępnych wielu wolnych agentów. 

Jeśli byłaby potrzebna zmiana i dostałbym taki komunikat od zespołu, to byśmy ją zrobili. Obecnie jednak wszystko nam się bardzo dobrze układa. Gramy sporo oficjalnych meczów, głównie w otwartych kwalifikacjach, gdzie pokonujemy drużyny na papierze od nas mocniejsze, jak Nexus czy FATE. W Polsce obecnie powstało kilka silnych drużyn. Doświadczenie mnie jednak uczy, że skład mocny na papierze, nie zawsze będzie dobrze wyglądał na serwerze. To jest szansa dla ekip takich jak my, które są już zgrane i mogą to wykorzystać.