Cloud9 ma za sobą pierwszy turniej w nowym składzie. Jak widać po tytule – zawody nie poszły po ich myśli. Wystarczyły dwa spotkania, żeby grono Alexa „ALEX” McMeekina odpadło z rywalizacji.

HenryG przechodzi na komentatorską emeryturę 

Powiem wprost. Gdy przeczytałem komunikat o tym, że Henry „HenryG” Greer kończy swój epizod za mikrofonem, zrobiło mi się po ludzku smutno. Wiążę z tym komentatorem masę wspomnień, zresztą chyba jak każdy, kto bacznie śledzi scenę CS:GO. Liczby opublikowane przez Henry'ego w pożegnalnym wpisie mówią same za siebie. Ten gość ma na koncie 150 wydarzeń. Był częścią 10. transmisji najważniejszych zmagań w FPS-ie Valve – Majorów. Kiedy osoba z takim bagażem doświadczenia oświadcza, że przyszła pora na emeryturę, od razu zaczynasz się zastanawiać, co było tego powodem. Jak się okazało – stał za tym ogromny projekt. Projekt, w który z perspektywy Greera szkoda byłoby nie wejść. Mowa oczywiście o budowie nowej dywizji Cloud9.

Panie i Panowie, powitajcie Kolosa 

Zapięliśmy pasy i ruszyliśmy w tę przygodę razem z HenrymG. Wszystko zaczęło się od przedstawienia szkoleniowca formacji. Kogo na tym stanowisku wymarzył sobie emerytowany caster? Byłego coacha 100 Thieves, który z australijską paczką przeżył wspaniałą drogę – Aleksandara „kassad” Trifunović. Był jedną z osób, która ciężką pracą doprowadziła ją do światowej czołówki. Koniec końców ich drogi w 2020 roku się rozeszły, ale najwidoczniej, jak to śpiewał Żabson – „tak musiało być”. Dzięki temu kassad trafił pod skrzydła C9 i wystartował z projektem w kompletnie innym otoczeniu. Z pewnością dało mu to sporą dawkę świeżości, która przecież w życiu jest niezwykle ważna.

Czym byłaby drużyna bez solidnego IGL-a? Niczym. Świadom tego Henry zatrudnił profesjonalistę w tym fachu. Zawodnika, który w barwach Vitality niejednokrotnie udowodnił swój potencjał w roli dowodzącego – Alexa „ALEX” McMeekina. Wybór raczej nikogo nie zdziwił, bowiem na rynku nie było lepszego prowadzącego, który akurat szukał nowego pracodawcy. Większość społeczności pozytywnie przyjęła informację o ALEXIE Cloud9.

Porządnych riflerów też nie powinno brakować i na papierze – nie brakuje. Greer ściągnął do C9 młodego, głodnego gry na najwyższym poziomie Williama „mezii” Merrimana, dla którego to dotychczas największa szansa na zaistnienie, przywołał do wyjściowej piątki Ricky'ego „floppy” Kemery'ego, który z początku chciał zostać ze starym składem i szukać razem z nim innej organizacji, lecz jednak zmienił zdanie oraz dokonał wielkiego transferu wykupując Patricka „es3tag” Hansena z Astralis, w którym Duńczyk prezentował niesamowitą formę indywidualną zdobywając przy tym trofeum ESL Pro League S12.

W międzyczasie menadżer ekipy zadbał o gracza, który będzie operował snajperką. Gdy HenryG poszukiwał AWPera, na oferty czekał siedzący na ławce rezerwowej w mousesports Özgür „woxic” Eker. Turek miał za sobą ponad rok spędzony w niemieckim klubie, podczas którego udało mu się wygrać kilka rozgrywek i niejednokrotnie zaczarować z długiego karabinu.

Wartość kontraktów nie jest tajemnicą

Wyżej podane ogłoszenia zawodników nie były standardowe. Zapytacie, dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniem! Henry stwierdził, że nie chce mieć przed kibicami żadnych tajemnic. Wartości umów były więc znane dla każdego, kto tylko zerknął w informacyjną grafikę. To bez wątpienia odważny krok, który wzbudził olbrzymie zainteresowanie fanów. Krótko mówiąc… były komentator dobrze wiedział, co zrobić, aby o Kolosie było głośno. Cały plan perfekcyjnie zadziałał. Wszyscy wiedzieli, że taki zespół powstaje.

Koniec komunikatów, czas na pierwszy sprawdzian 

Debiut Cloud9 został zaplanowany na drugą odsłonę FLASHPOINT, a konkretniej na 12. listopada, bo to właśnie tego dnia do akcji wkroczyli ALEX i spółka. Nie ukrywam, cholernie czekałem na ten moment. HenryG zdołał mnie nakręcić. Odpaliłem zatem ich pierwsze spotkanie przeciwko Virtus.pro. Start był o 14:00, także idealnie. Pora obiadowa. Można było usiąść, zjeść coś dobrego i przy okazji pooglądać dobreg… tragicznego CS-a w wykonaniu C9 na mapie numer jeden. VP dosłownie przejechało się po przeciwniku na Inferno – 16:5. Pomyślałem sobie wtedy – dobra, trudno, to jest BO3, zaraz następne starcie, może będzie lepiej. I wiecie co? Faktycznie nieco lepiej było. Przegrać 14:16, to mniejszy wstyd, niż dostać do 5. Co to jednak za pocieszenie? Porażka to porażka. Takie są fakty. W efekcie podopieczni kassada spadli do dolnej drabinki, w której nie posiedzieli zbyt długo, ponieważ wczoraj ponownie uznali wyższość rywala. Po dwóch lokacjach przegrali z OG – 18:22 na Nuke'u i 10:16 na Mirage'u.

Pierwsze koty za płoty 

Znane, polskie przysłowie. Idealnie sprawdza się w obecnej sytuacji Cloud9. Słuchajcie – ja też jestem zawiedziony. Też inaczej wyobrażałem sobie mecze tych chłopaków po wszystkich zapowiedziach. Wiem natomiast, że są trzy rodzaje formacji. Te, które od razu odpalają, przechodzą miesiąc miodowy, nie potrzebują czasu, te, które krok po kroku budują swoją siłę i te, które są zwykłym niewypałem. Głęboko wierzę, że C9 należy do drugiej grupy i jak tylko więcej potrenuje, pokaże moc. Pamiętajmy, że Complexity, w którym Jason Lake zbudował Juggernaut, również miało ciężki start. Zdarzały im się wpadki w postaci odpadnięcia z otwartych kwalifikacji do Minora. Gdzie jest teraz? W TOP 15 światowego rankingu HLTV i ma na koncie kilka zwyciężonych turniejów – w tym finały BLAST Premier Spring Series. Oby grono Greera czekał podobny scenariusz, bo inaczej… kurczę, będzie zwyczajnie przykro, że nie wyszło mu przy projekcie, w który na pewno włożył sporo serca i jeszcze więcej pieniędzy z budżetu organizacji.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski – śledź autora na twitterze   →