Na PGA pojawił się Tomek „phr” Wójcik. Przepytaliśmy go zatem, m.in. o dołek VP, ostatnie słowa pashy i jego drugą pasję.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski: Ostatnio nie jest u Was w VP zbyt kolorowo. Z czego wyniknął ten nagły spadek dyspozycji? 

Tomek „phr” Wójcik: Myślę, że warunki, które mieliśmy teraz na bootcampie miały jakiś wpływ na to, jak graliśmy w minionych dniach. Poza tym, to… trochę się z tego śmieję, ale jeśli chodzi o moją formę indywidualną, to zanim dołączyłem do chłopaków, mówili mi, żebym uważał na klątwę Virtus.pro. Ich słowa się sprawdziły, bo jestem chyba w największym dołku w jakim kiedykolwiek byłem.

Wracając jeszcze do tematu formy drużynowej, to uważam, że komunikacja u nas leży. Jest ona na naprawdę słabym poziomie. Czasem zdarzają się nawet takie sytuacje, że ktoś nie powie o kryciu danej pozycji i z tego też wynika później brak zaufania do danej osoby w zespole.

W takim razie, jak nad tym pracujecie? 

Na bieżąco po prostu wypominamy sobie te błędy. Ogólnie morale są w tej chwili u nas na niskim poziomie przez ostatnie porażki. Staramy się z tego wyjść. Generalnie temat, o którym teraz rozmawiamy jest ważny, ponieważ nie tak dawno wprowadziliśmy zasadę, że skupiamy się w grze na bardziej na komunikacji, a nie taktykach, np. gramy standard i według tego, co się dzieje staramy się wygrywać rundy.

Jak ocenisz zgrupowanie, na którym byliście? 

Bootcamp był przeznaczony głównie pod oficjalne pojedynki. Nie ustalaliśmy za nim zbyt wiele, po prostu chcieliśmy pograć spotkania z jednego miejsca. Sądzę, że mapy mamy dobrze ogarnięte. Brakuje ogrania na nich tego, co mamy przygotowane i naprawienia błędów, które nie wynikają z rozgrywki, tylko z zewnątrz, czyli głównie komunikacji.

Mówiłeś o tym, że słabo czujesz się indywidualnie. Co jest tego powodem? 

Ostatnio nie było u mnie za dobrze ze zdrowiem, więc to na pewno miało jakiś wpływ. Jestem też trochę zagubiony w składzie. Niby według ról powinienem wchodzić na BS jako trzeci, a nawet czwarty. Niestety w praktyce wygląda to nieco inaczej. Zgadzam się w pełni z nitr0, który kiedyś w wywiadzie wspomniał, że dobra ekipa nie powinna mieć sztywno ustalonych zadań, tylko każdy powinien w danej sytuacji supportować, bądź zagrać na entry. Jeśli już się jednak ma role, to trzeba ich przestrzegać i grać według założeń.

Nie mogę ominąć tematu wpisu pashyBicepsa, który stwierdził, że jest gorsza chu*nia w Virtus.pro, niż jak on był w drużynie. Odniesiesz się do tego? 

Czy jest gorsza chu*nia? Szczerze… nie powiedziałbym. Z tego co kojarzę, to jak on grał w VP, to też nie było ciągle tych świetnych wyników. Zdarzały się przebłyski, także można stwierdzić, że obecnie jest identycznie, jak kiedyś. Jesteśmy w dołku, ponieważ nie zwyciężamy za dużo i to się na nas odbija. Ostatnio nawet zdarzały się porażki z prowadzenia 9:0, czy 12:3, więc to wszystko składa się na taki gwóźdź do trumny, jeżeli chodzi o nasze morale, pewność siebie.

Jesteśmy teraz na PGA i przed wywiadem powiedziałeś mi, że ciągle Cię gdzieś ludzie zatrzymują prosząc o fotkę, więc ciężko się przemieścić. To wszystko, aż tak mocno odczułeś dopiero po zasileniu Virtusów, prawda? 

Tak, to prawda. Wiadomo, że rosyjska organizacja, dla której gram jest bardzo znana w Polsce, wręcz legendarna. Dla mnie to jest zaszczyt, że mogę ją reprezentować. Też muszę dodać, że Virtus.pro sporo działa nad tym, aby mnie promować. Zawsze pamiętają o oznaczaniu każdego z zawodników, więc masa nowych twarzy pojawia się na moim profilu, a na tego typu imprezach ludzie przychodzą przybić piątkę, zrobić zdjęcie.

Zdarzyło Ci się tutaj w Poznaniu spotkać jakiegoś kibica, którego właśnie kojarzyłeś z internetu? 

Pisali do mnie niektórzy, żeby się złapać, jeżeli będę. Tak naprawdę miałem nie przyjeżdżać na PGA, bo wczoraj dopiero wróciliśmy ze zgrupowania, a ja mam dość długą drogę, aby dotrzeć na targi. Jechałem dzisiaj około sześć godzin pociągiem. Tylko i wyłącznie dzięki uprzejmości Gabi Subbotko oraz Huberta Watkowskiego z Fantasyexpo jestem na wydarzeniu, bo załatwili mi wejściówkę i do tego nocleg praktycznie na ostatnią chwilę. Samemu próbowałem to ogarnąć, ale wszystko było zajęte.

Jaki jest cel Twojego pobytu w Poznaniu? 

Po prostu mieliśmy trzy dni wolnego. Zawsze jak tak jest, to nie mam co ze sobą zrobić w domu, może poza sobotami, bo wtedy wiadomo, mogę gdzieś wyskoczyć ze znajomymi do baru, czy coś w ten deseń, a jako, że PGA odbywa się raz w roku, to stwierdziłem, że mogę wpaść i zobaczyć się z kumplami.

Jeszcze nie poruszałem tematu V4. Opowiedz coś o Budapeszcie. 

Wynik końcowy chyba podobał się każdemu. Srebrny medal, to dobry wynik, jak na taki turniej. Jeśli chodzi o miasto, to było super. Widok z hotelu też mieliśmy świetny. To było ogólnie jedno z ładniejszych miejsc, jakie w życiu odwiedziłem i liczę, że w przyszłym roku też tam zawitam.

Ty chyba lubisz podróżować? 

Tak, bardzo. Dobrze też się bawię fotografując. Oczywiście nie jestem jakimś profesjonalistą. Traktuje to jako hobby, które pojawiło się u mnie przez granie. Wiadomo, że mój zawód wiążę się z masą podróży. Ostatnio sobie sprawdzałem i byłem już w około 30. krajach.

Czyli gdybyś nie grał, to może byś robił fotki na turniejach? <śmiech> 

Nie no, to tylko dodatek. <śmiech>

Jasne, dzięki wielkie za poświęcony czas na rozmowę. 

Dzięki!