W weekend będziemy świadkami trzeciej edycji GG League na INEA Stadion. Postanowiliśmy zatem przed samymi zawodami zaprosić do rozmowy Tomasza „phra” Wójcika, który od niedawna jest testowany w Virtus.pro i wystąpi w Poznaniu.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski: Po rozstaniu z AGO chyba nie spodziewałeś się, że w niedalekiej przyszłości przyjdzie ci obronić tytuł mistrza PLE, prawda? 

Tomasz „phr” Wójcik: W ogóle się tego nie spodziewałem. Nawet nie sądziłem, że zagram na finałach Polskiej Ligi Esportowej w tym sezonie, bo wiedziałem, że x-kom AGO pojedzie na nie już nowym składem. Można powiedzieć, że ja już zacząłem swoje wakacje i kompletnie nie myślałem o turnieju w stolicy, a tu nagle zgłosiło się do mnie Virtus.pro i zapytało czy nie pojadę z nimi do Warszawy na LAN-a. Odmówić nie mogłem więc mimo, że mieliśmy tylko dwa dni przygotowań, to każdy z nas dał z siebie 100% na treningach i udało się wygrać zmagania, a mi na dodatek obronić puchar.

Gdy ostatnio rozmawiałem ze snatchiem zdradził mi, że to on zaproponował wzięcie Ciebie na testy. Wierzysz, że będziecie w stanie znowu stworzyć zespół, który zacznie odnosić sukcesy?

Myślę, że jest na to duża szansa. Nie gramy ze sobą długo i nadal jestem tylko zmiennikiem, ale mam wrażenie, że każdy tutaj jest głodny triumfów i chce ciężko pracować, żeby wejść na szczyt. Mam nadzieję, że wygrana PLE będzie początkiem czegoś wielkiego.

Jak w ogóle odnalazłeś się w Virtus.pro?

Jeszcze do końca się nie odnalazłem i nie gram na 100% swoich możliwości. Przez presję czasu jestem w dosyć dużym szoku, bo muszę przyjąć masę informacji w bardzo krótkim czasie, ale też nie mogę narzekać, ponieważ dalej spełniam się w roli, którą naprawdę lubię. Mogę robić to co zawsze, a nie uczyć się nowości.

Dostrzegasz jakieś spore różnice między Virtusami a x-kom AGO?

Jest kilka różnic, ale też nie chciałbym o wszystkim informować. Mogę powiedzieć, że czuję się trochę jak na początku starego składu AGO. Wtedy dołączając do zawodników ze sporym doświadczeniem nie sądziłem, że jest tyle rzeczy, o których nie mam zielonego pojęcia.

W weekend wystąpisz w barwach VP podczas GG League 2019. Udało Wam się coś razem przygotować pod to wydarzenie?

Czasu za dużo nie było więc i treningów. Na dodatek w ostatni dzień przed wyjazdem musiałem zagrać oficjalny mecz z Jastrzębiami, który przez problemy techniczne zabrał większość dnia. Nie byłem przez to w stanie poćwiczyć ze Snaxem i spółką. Dokończyliśmy tak naprawdę to, co zaczęliśmy przed finałami Polskiej Ligi Esportowej. Mamy większą pulę map, dopracowaliśmy kilka rzeczy i można powiedzieć, że znowu idziemy na żywioł. Nie będę oszukiwał i mówił, że jesteśmy niesamowicie przygotowani po tak krótkim okresie.

W Waszej grupie na wydarzeniu w Poznaniu znalazło się G2, Winstrike i Epsilon. Będzie ciężko… 

Nigdy nie jest łatwo. Na szczęście mamy taką przewagę, że możemy się dobrze przygotować pod przeciwnika, jeśli chodzi o analizę jego poprzednich spotkań, a on nie ma za bardzo jak. Dużo będzie zależało od naszej formy indywidualnej i od tego jak wejdziemy w mecz, ale jestem dobrej myśli.

To będzie Twój pierwszy raz na INEA Stadion. Czujesz się podekscytowany faktem, że zagrasz na tak dużym obiekcie, czy nie robi to na Tobie większego wrażenia?

Zazwyczaj nie robi to na mnie wrażenia w trakcie pojedynku. Grałem już np. w Kijowie przed sporą publiką, czy w katowickim Spodku w ramach meczu pokazowego i zawsze jest tak samo. Mówię sobie w głowie coś typu – „wow, ale zajebiście”, aczkolwiek gdy siądę przed komputerem, wszystko znika i to co się dzieje poza monitorem dla mnie nie istnieje.

Gdybyś mógł wybrać, z kim chciałbyś zagrać w Wielkim Finale GG League?

Generalnie do każdego spotkania podchodzę tak samo, ale jeżeli miałbym wybierać pod względem widowiska, to myślę, że z G2 Esports.