Przed rozpoczęciem zamkniętych kwalifikacji do trzeciego sezonu Polskiej Ligi Esportowej zadaliśmy kilka pytań Michałowi 'MOLSI' Łąckiemu, zawodnikowi PACT.

Krzysztof Ernest: Jutro, wspólnie z drużyną, rozpoczniesz zmagania w zamkniętych kwalifikacjach do Polskiej Ligi Esportowej, które są bezpośrednią bramką do tych rozgrywek. Jak nastrój przed nadchodzącymi spotkaniami?

Michał 'MOLSI' Łącki: Cieszę się, że zamknięte kwalifikacje odbędą się w moim rodzinnym mieście, mimo że będzie to impreza bez publiczności to daje mi to dodatkowego kopa, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Również cała drużyna jest zmobilizowana i zmotywowana do tego, żeby powrócić do Polskiej Ligi Esportowej.

Brałeś udział między innymi w poprzedniej odsłonie Polskiej Ligi Esportowej, ale wcześniej dużo grałeś na polskie zespoły. Jak oceniasz swoje szanse na awans do głównych rozgrywek? Trzeba przyznać, że grupa do najłatwiejszych nie należy.

Tak jak wspominałeś, nasza grupa do łatwych nie należy, jednak wydaje mi się, że wraz z Izako Boars jesteśmy faworytami w tej grupie. Nie chcemy lekceważyć nikogo, w końcu w Polsce często zdarza się tak, że każdy może wygrać z każdym.

Niedawno Twoja drużyna odbyła bootcamp. Czym różni się takie 'zgrupowanie' od tego, w którym każdy z Was siedzi we własnym domu? Preferujesz taki sposób treningu czy jednak wolisz domowe warunki?

Był to mój pierwszy bootcamp i wspominam go bardzo dobrze. Plusem tych 'zgrupowań' jest to, że można sobie ustalić cały plan dnia od rana do wieczora. W internecie nie zawsze to działa, jeżeli masz w składzie osobę, która ciągle chodzi do szkoły. Jednak jeżeli mam być szczery, to lepiej mi się trenuje w domu aniżeli na takich zjazdach.

Podczas jednego z europejskich turniejów pokonaliście ćwierćfinalistę bostońskiego Majora – Quantom Bellator Fire. Lepiej gra Ci się na zagraniczne zespoły czy jednak preferujesz polskie podwórko?

Ewidentnie wolę grać na europejskie drużyny. Polskie podwórko to taki coinflip – każdy może wygrać z każdym. Możliwe, że ten LAN właśnie to pokaże.

Bardzo dobrze pamiętam Twój występ podczas finałów GEFORCE CUP w 2016 roku, kiedy to w wrocławskiej Hali Stulecia wspólnie z Refuse walczyłeś przeciwko Dobry&Gaming w finale całej imprezy. Od tamtego turnieju wiele się zmieniło. Z perspektywy czasu jak oceniasz te zmiany?

Trzeba wziąć pod uwagę, jak bardzo od tamtego czasu esport poszedł do przodu. Wydaje mi się, iż jest to bardzo duża zmiana pod takim względem, że od tamtego czasu powstało dużo mocnych polskich drużyn jak i polskich organizacji. W teraźniejszych czasach można już bez problemu zarabiać z samego esportu.

Skoro już wspominamy dawne dzieje, to który moment w swojej karierze utkwił Ci najbardziej w pamięci i dlaczego?

Najbardziej utkwiła mi moja roczna przerwa związana z banem na CEVO. Bałem się, że po tym czasie nikt już nie będzie chciał ze mną grać. Jednak wyszło inaczej, dostałem nawet sporo propozycji na testy w polskich zespołach.

Pozostaje nam życzyć Tobie, jak i całej Twojej drużynie, powodzenia przed jutrzejszymi rozgrywkami. Najpierw Polska Liga Esportowa, a później? Jakie macie plany na najbliższy czas?

W obecnym czasie skupiamy się głownie na ESL Mistrzostwach Polski jak i ESEA Main. Naszym głównym celem jest zakwalifikowanie się do ESEA MDL. Oprócz tego zamierzamy brać udział we wszelakich kwalifikacjach do dużych turniejów. Nie dziękuję!