Michał „MOLSI” Łącki zakomunikował, że na obecną chwilę zawiesza swoją karierę w CS:GO i przechodzi na Valoranta. Stwierdziliśmy, że to dobry moment, aby przeprowadzić z nim wywiad.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski: Kiedy pojawiła się informacja o tym, że rozstajesz się z AVEZ, spodziewałem się dużej ilości wywiadów z Tobą. Tak się jednak nie stało – chciałeś odpocząć od medialnej otoczki? 

Michał „MOLSI” Łącki: Na swoim fanpage'u napisałem, że spodziewałem się zakończenia współpracy z AVEZ, ale przyznam szczerze – nie sądziłem, że to nadejdzie tak szybko. Myślałem, że uda nam się wspólnie wygrać ESL Mistrzostwa Polski, co w mojej opinii było do zrobienia, ale cóż – wyszło jak wyszło. Po tym wszystkim uznałem, że lepiej będzie, jeśli odetnę się od rozmów z portalami. Nie chciałem w nerwach powiedzieć czegoś głupiego publicznie. Wolałem przeczekać ten okres i oczyścić swoją głowę.

Powiedzmy, że dalibyście radę zdobyć trofeum ESL MP, natomiast średnia atmosfera w ekipie nie uległaby zmianie. Pomyślałbyś wtedy o odejściu? 

Raczej nie, bo problemy z atmosferą nie były aż tak odczuwalne i nasze wyniki wyglądały całkiem fajnie. Wiadomo, że chcieliśmy osiągać jeszcze lepsze rezultaty, ale do tego potrzeba takiego samego zaangażowania od każdego, a w AVEZ pewne osoby były zwolnione z niektórych obowiązków.

Jakie widzisz różnice między rozstaniem z AVEZ Esport a Actiną PACT? 

Kiedy przestałem reprezentować PACT nie czułem takiej złości i do teraz żyję z tymi ludźmi w zgodzie. To była moja decyzja spowodowana przez parę czynników – brak sukcesów, nie podobało mi się jakich zawodników testowaliśmy w miejsce ToMa223 i miałem opcję testów w Izako Boars, które mnie zainteresowały. W przypadku AVEZ było zupełnie inaczej, bo nawet nie wiem, dlaczego chłopaki mnie wyrzucili.

Rozumiem zatem, że dalej masz żal do Kylara i spółki?

Tak, ale to nie jest żal o odsunięcie od składu. Bardziej boli mnie, że po podjęciu decyzji, której powód poznałem ostatnio czytając wywiad z bogdanem, nikt do mnie nie napisał nawet krótkiej wiadomości, a sądziłem, że chociażby z nawrotem mam naprawdę niezły kontakt. Jedynie z Markosiem wymieniłem kilka zdań, aczkolwiek to i tak ja musiałem wyjść z inicjatywą.

Na łamach Weszło Esport bogdan zdradził, że to on wyszedł z pomysłem, aby skończyć z Tobą działać. Wiesz może, czy któryś z graczy był temu przeciwny? 

Nic nie wiem. Generalnie z bogdanem miałem najbardziej na pieńku w tym zespole. On mi od początku nie pasował. Oczywiście to nie znaczy, że byłem wobec niego toksyczny. Po prostu na linii między mną a nim coś nie grało. Zresztą pamiętam, że czasem sobie z całą drużyną żartowaliśmy, że odkąd mamy go na pokładzie to nam się wyniki pogorszyły.

Co Ci w nim najbardziej przeszkadzało? 

Jego charakter. Już po pierwszym bootcampie nie lubiłem go jako osoby. Napisałem mu nawet w tej kwestii co nieco.

Jak byłeś w szpitalu, zapewne oglądałeś mecze AVEZ. Gdy widziałeś, że wygrywają, przeszło Ci przez myśl, że możesz nie mieć do czego wracać? 

Pamiętam, że moja mama mi mówiła – zobacz, grają z byalim i idzie im całkiem dobrze, oby Cię czasem nie wyrzucili. Ja jej odpowiadałem – przestań, przecież ich nie stać na zakontraktowanie Pawła. Zawsze sobie to tak tłumaczyłem, a tu proszę, pieniądze się znalazły.

W ogóle kulisy naszego rozstania też są dobre…

Śmiało, opowiadaj. 

Niedziela, godzina 15:00. Byłem dwa dni po wyjściu ze szpitala. Nagle bogdan prosi, żebym wszedł na TS-a. Wtedy sobie pomyślałem – oho, coś się dzieje. Wszedłem na kanał, pięć minut rozmowy i tyle – do widzenia.

Możesz zdradzić jakieś konkrety z pożegnania? 

Pierwsze słowa bogdana nawrota brzmiały – zdecydowaliśmy, że usiądziesz na ławce rezerwowej na trzy tygodnie. My w tym czasie sprawdzimy, jakie mamy opcje, a Ty skup się na treningu indywidualnym i pozostań w formie. Do tego dodali – jak coś nie wyjdzie, to najwyżej wrócisz. Co się stało dwie godziny później? Wchodzę na fanpage AVEZ Esport i czytam, że to koniec.

Jeśli po trzech tygodniach okazałoby się, że jednak możesz wrócić, zrobiłbyś to? 

Nie ma szans. Całą akcję odebrałem bardzo personalnie. Chłopaki zniechęcili mnie do siebie na tyle, że obecnie nie chciałbym z nimi nawet gadać.

Jest takie powiedzenie – czas leczy rany, chociaż nie zawsze się ono sprawdza. Czy aktualnie jest na scenie ktoś, z kim już nigdy nie chciałbyś współpracować? 

Będziesz zaskoczony tym, co teraz powiem. Sądzisz, że podam tutaj Kylara, ale tak szczerze, to grając z Kacprem zauważyłem, że jest niezwykle pracowity. Owszem, ma swoje wady, aczkolwiek jestem zdania, że każdy, kto chce zaistnieć w CS-ie, powinien brać z niego przykład. On potrafił dla drużyny robić wszystko – oglądać demka, analizować co robimy źle, co dobrze itd.

Generalnie, jeżeli chodzi o Twoje pytanie, to nie mogę Ci dać nicku danego zawodnika. Zdradzę, że jest taka osoba, natomiast nie chcę się wdawać w szczegóły, bo to, że nie zagrałbym z nim więcej w zespole, nie oznacza, że go nie lubię.

Kilka dni temu ogłosiłeś zawieszenie kariery w CS:GO. Zastanawiam się, od kiedy taką opcję miałeś w głowie. Zaraz po opuszczeniu AVEZ, czy może później? 

Mój koniec przygody AVEZ zgrał się w czasie z ofertą występowania w drugiej dywizji Ultraligi.

Ale powiedzmy sobie szczerze – z gry w drugiej UL raczej byś się nie utrzymał. 

No to prawda. Trzeba być w głównej Ultralidze i to gdzieś w czołówce, żeby dostawać takie pieniądze, jak w CS-ie. Wracając do tematu Counter Strike'a… wiesz co, pojawiało się parę ofert, żeby sobie pomixować. Wziąłem przecież udział w Polish Esport Cup razem z między innymi ponczkiem morelzem. Ostatecznie jednak stwierdziłem, że podziękuję chłopakom i odpocznę od tego tytułu, bo ja po prostu czuję, że się wypaliłem.

Opowiem Ci, jak to wyglądało z mojej perspektywy. Ja potrafiłem wziąć się w garść i mocno trenować. Następnie przychodził dzień oficjalnego starcia i w nim czułem się, jak totalne gówno. Uważam, że moim sporym problemem była psychika. Miałem z nią kłopoty i nie do końca wiedziałem, jak sobie z tym poradzić. Przejście na Valoranta oczyściło mi głowę. Zaliczam start ze świeżym nastawieniem. Teraz przychodzę na trening i kompletnie się nie stresuję rywalizacją z topowymi formacjami. To jest mega komfortowe.

Dobra, a gdyby nie było Valoranta, poszedłbyś grać w drugiej Ultralidze? 

Wydaje mi się, że tak. Ja od powrotu do domu po pobycie w szpitalu, zacząłem sporo grać w League of Legends. W międzyczasie dogadałem warunki z organizacją, która wyciągnęła do mnie rękę i kompletowałem skład.

Czy zespół, który powoli tworzyłeś, miał szansę powalczyć o zwycięstwo i przejście do pierwszej Ultraligi? 

Oczywiście. Taki zresztą był cel. To miała być drużyna, która wygra zawody i awansuje do wyższej ligi.

Swoją drogą, Ty od zawsze miałeś zajawkę do Lola. 

Tutaj od razu chciałbym wyjaśnić pewną sprawę. Widziałem, że dużo redakcji napisało, że przeniosłem się z League of Legends na CS-a, a prawda jest taka, że ja z CS-a 1.6 przeszedłem na LoLa i dopiero potem na CS:GO. Zresztą wystarczy prześledzić mój fanpage. Z początku posty na nim dotyczyły gry od Riot Games, z którą byłem związany przez parę lat. W sumie miło wspominam tamten okres. Odwiedziłem wtedy masę LAN-ów.

To czemu z LoLa, w którym dobrze się odnalazłeś, postanowiłeś przenieść się na CS:GO? Brakowało Ci FPS-a?

To była śmieszna sytuacja. Ogólnie w CS-ie 1.6 jeździłem z kolegami na turniej 3v3 w Rydzynie, a kilka lat później pojawiły się tam zmagania w CS:GO. Uznaliśmy z kumplami, że wpadniemy i zobaczymy jak nam pójdzie. Pamiętam, że zajęliśmy trzecie miejsce, na drugim było grono mymka, a na pierwszym skład dmNa. Przez to napisał do mnie dmN, czy nie zrobilibyśmy razem zespołu. Stwierdziłem, że możemy spróbować – wzięliśmy mymka oraz LUULIGUZMANA, ostatnim elementem został PeTer. Tak wyglądało moje przejście z Lola na CS-a, a czy było ono jakkolwiek spowodowane brakiem FPS-a w życiu? Chyba trochę tak, bo ja w zasadzie od 2005 roku grałem w Counter Strike'a. To gra od której ciężko się odciąć na stałe.

Teraz FPS-a Ci nie zabraknie, bo przecież jest nim Valorant, z którym wiążesz swoją przyszłość. Czy myślisz, że mimo to jeszcze nadejdzie moment, w którym zatęsknisz za CS-em i wrócisz? 

Życie pisze różne scenariusze. Ja wyznaję zasadę, że trzeba się łapać okazji, jakie spotykasz na drodze. Skoro dostałem ofertę gry w Valoranta, który przypadł mi do gustu, to pomyślałem, że warto spróbować coś w nim osiągnąć. Napisałem natomiast jasno, że zawieszam karierę w CS-ie, a nie ją kończę, bo być może kiedyś wrócę. Jeżeli nie jako gracz, to może w roli trenera? Tego nie wykluczam, chociaż nie ukrywam, że byłbym bardziej spełniony strzelając heady na serwerze, niż pomagając ekipie z perspektywy szkoleniowca.

Obecnie skupiasz się na Valorancie. Wiem, że nie możesz zdradzić publicznie, z kim tworzysz formację, ale może dałbyś naszym czytelnikom jakąś wskazówkę? 

Żurek Irminy. Kto ma wiedzieć, ten wie.

Gdy żegnałeś się z AVEZ, do esportu weszli Twoi znajomi – bracia Malczyńscy. Zaprezentowali swój klub – H34T Esports. Przyznam Ci szczerze – czułem, że trafisz pod ich skrzydła i będziesz budował im od podstaw dywizję CS-a, ale jednak to się nie sprawdziło. Czy były na ten temat rozmowy? 

Rozmowy były, ale nie o CS-ie, tylko o League of Legends.

Rozumiem, że to właśnie ta oferta grania w drugiej Ultralidze? 

Tak. Jak dobrze pamiętam, chłopaki z H34T skontaktowali się ze mną tego samego dnia, co skończyłem być częścią AVEZ Esport. Ja nie mogłem wtedy w ogóle patrzeć na CS-a, także grałem w LoLa, ale ostatecznie nie podpisaliśmy umowy.

A śledzisz poczynania braci Malczyńskich w sporcie elektronicznym? 

Jeśli mam chwilę, to śledzę. Miałem okazję być u Dawida Malczyńskiego w mieszkaniu i razem obserwowaliśmy potyczkę jego podopiecznych z 7MORE7 PT. Natomiast odkąd zacząłem budować drużynę w Valorancie, tego czasu mam zdecydowanie mniej, aczkolwiek zawsze po cichu trzymam kciuki i jak widzę, że H34T dało z kimś dobre widowisko, to nadrabiam oglądając powtórkę. Do tego Dawid na bieżąco mnie informuje, jak pokonają kogoś mocnego.

Dawid to chyba człowiek zajarany esportem. Śledzę go na Twitterze i widzę, że zawsze przeżywa spotkania. 

Oj tak. Ogólnie to zanim on wybił się na YouTubie, zdarzało nam się wspólnie jeździć na turnieje, między innymi na pierwszy IEM w Polsce. Chodziłem też do niego na wagary pograć w Lola. To gość, który ma mega zajawkę do sportu elektronicznego i życzę mu sukcesów.

Powiem Ci, że jak tak patrzę na Dawida i Marcina, to aż sam mam ochotę założyć w przyszłości organizację. Wiem, że to kosztowny biznes, aczkolwiek gdybym kiedyś miał worek pełny pieniędzy, to czemu nie. Przypominają mi się czasy tworzenia klanów w CS 1.6. Wymyślało się nazwę, robiło logo, stronę, na której później dodawało się wyniki. Kurczę, super sprawa…

Ty mi przed wywiadem powiedziałeś, że w minionych tygodniach w ogóle nie ruszałeś Counter Strike'a. Rozumiem, że chciałeś odpocząć od rywalizacji na wyższym poziomie, ale skąd aż taka niechęć do tej gry, że nawet nie miałeś ochoty odpalić zwykłego Faceita? 

Przez ostatnie pięć lat moje życie składało się tylko z CS-a. Wychodziłem z domu praktycznie tylko raz na dwa tygodnie do szkoły zaocznej. Za szybko mi ten czas zleciał. Patrzyłem codziennie na tą samą grę. Uwierz, że w wyniku tego powstała taka niechęć, że teraz również dla zabawy nie mam ochoty jej włączyć.

Ciekawi mnie, czy schemat treningów w Valorancie różni się od tego, który mamy w CS-ie? 

Na razie ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat, bo moja ekipa jest na etapie testów. Sprawdzamy sobie graczy podczas kilku PCW dziennie i tyle. Gdy będziemy mieć stałą piątkę, poza sparingami pojawią się jeszcze omówienia zagrywek, ustalenia, kto, gdzie, jak ma użyć danej mocy, więc będzie to wyglądało podobnie do Counter Strike'a, w którym także gra się PCW i rozmawia o ewentualnych błędach lub nowych taktykach.

Twoje nastawienie do strzelanki od Riot Games od początku było pozytywne. Nie wszyscy jednak są nią zachwyceni. Niektórym postacie, ich zdolności, kompletnie nie pasują. 

Ja nie mam problemu z postaciami i ich umiejętnościami, bo w przeszłości grałem chociażby w Overwatcha. Generalnie nazywam Valoranta CS-em na modzie Overwatcha.

Z mojej perspektywy, to żeby czerpać przyjemność z grania lub oglądania Valoranta, trzeba go parę razy odpalić, poznać mapy, agentów. To nie jest CS, w którym wszystko jest przejrzyste. 

Wielokrotnie spotkałem się z opiniami – jaka ta gra nudna. Wiadomo, że Valorant nie będzie pasował każdemu, natomiast myślę, że dużo ludzi wypowiada się na jego temat nie wiedząc tak naprawdę, co ma do zaoferowania. Zgodzę się zatem z Tobą – faktycznie trzeba w niego najpierw zagrać i zrozumieć mechanikę tego tytułu.

Za Valoranta odpowiada Riot Games, którego League of Legends osiągnęło ogromny sukces na całym świecie. Czy fakt, że taka marka stoi za tym FPS-em przekonał Cię do spróbowania w nim swoich sił? 

Tak, to miało jakieś znaczenie. Ogólnie to ja mam taki charakter, że boję się ryzykować i np. w przypadku zmiany gry, zastanawiałem się, czy czasem Valorant zaraz nie umrze. Uznałem natomiast, że to niemożliwe. Riot przez najbliższy rok daje wolną rękę innym firmom na organizację wydarzeń, więc będzie gdzie się pokazywać. Trzeba ten okres w pełni wykorzystać, ponieważ jeżeli w przyszłości wejdzie na scenę franczyza, fajnie jakby największe organizacje brały mnie pod uwagę.

Z tym pytaniem czekałem na sam koniec. Podsumowując Twoją tymczasową karierę w CS-ie – jesteś z niej zadowolony, czy może czujesz niedosyt? 

Czuję się niespełniony. Uważam, że w wielu momentach mogłem dać z siebie więcej, co być może przełożyłoby się na osiągnięcia. Człowiek uczy się na błędach. Ja nie miałem łatwego charakteru, ale tak jak ostatnio morelz powiedział, że zmienił podejście, tak ja mogę teraz stwierdzić, że jestem nieco inną osobą i staram się w Valorancie nie popełniać błędów z CS-a.

Jeśli mamy sortować moje sukcesy z Counter Strike'a, to chyba największym było wicemistrzostwo ESL Mistrzostw Polski w Poznaniu w barwach PACT. To nie jest nic wielkiego. Niektórzy pomyślą – ale przecież poleciałeś na LAN-a do Ameryki, to już coś. Ja mam inne zdanie. Co z tego, że byłem na kwalifikacjach offline do FLASHPOINTA, skoro jako AVEZ nie wyciągnęliśmy z nich tyle, ile się dało. Inaczej bym na to patrzył, gdybyśmy przybyli do Stanów Zjednoczonych, pokazali w nich klasę i awansowali do głównej ligi, ale cóż… było jak było. Jedno eco przegrane i po marzeniach.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski – śledź autora na twitterze   →