Mikołaj „Miki z Afryki” Szemraj, to jeden z najmłodszych zawodników na profesjonalnej scenie CS:GO w Polsce. Swoją karierę rozpoczął pod banderą PRIDE, jednak od kilku dni jest wolnym agentem i rozgląda się za możliwymi opcjami. Mówi się, że może dołączyć do Actina PACT i między innymi o to zapytaliśmy go w wywiadzie!

Olaf „Szeregowy” Ostrowski: Od kilku dni jesteś wolnym agentem. Czujesz ulgę, czy jest Ci przykro, że Twoja przygoda z PRIDE się skończyła?

Mikołaj „Miki z Afryki” Szemraj: W zasadzie, to jednocześnie czuję ulgę, jak i jest mi przykro. W PRIDE razem z chłopakami mieliśmy lepsze i gorsze momenty. Gdy skończyło się PLE postanowiliśmy zakończyć nasze wspólne granie, bo do końca roku i tak nie mieliśmy żadnych oficjalnych rozgrywek, więc stwierdziliśmy, że podziękujemy sobie za grę i rozstaniemy się w dobrych humorach. Osobiście uważam, że podczas całego roku bardzo zżyliśmy się ze sobą i każdemu było tak samo przykro w związku z zakończeniem naszej współpracy.

Grzegorz „grzes1x” Bianga w swoim oświadczeniu napisał, że między Wami i Piotrem Lipskim było różnie. Domyślam się zatem, że współpraca pod koniec nie przebiegała najlepiej.

Poniekąd można tak powiedzieć. Z Piotrem, jak i z nami bywało różnie. Często mieliśmy odmienne zdania, ale uważam neqsa za osobę wartą zaufania, bo gdy czegoś potrzebowaliśmy, to potrafił nam to zapewnić. Pamiętam, że w momencie, gdy zepsuł mi się monitor, szef udzielił mi pomocnej dłoni i dostarczył nowy sprzęt najszybciej, jak się tylko dało. Podsumowując, mimo nieporozumień, Piotr zawsze stawał na wysokości zadania i można było się z nim dogadać.

Co do samego zespołu, przebyłeś długą drogę, aby zagościć w głównym składzie. Jesteś z siebie zadowolony?

Oczywiście! Dzięki vinsowi, który był naszym trenerem, tak naprawdę przejrzałem na oczy. Wcześniej popełniałem wiele podstawowych błędów, jednak z jego pomocą dałem radę ustabilizować formę i grać na 100% swoich możliwości, więc po fuzji składów moja dyspozycja wyglądała o niebo lepiej. Przyznaje, że gdy dostałem się do głównego składu czułem się świetnie, bo bardzo chciałem pracować z chłopakami. Jestem bardzo szczęśliwy z tego, że mogłem dokładać cegiełkę do każdego wspólnego sukcesu.

Mówisz o sukcesach. Owszem, było ich kilka, ale nie oszukując się – poza niektórymi przebłyskami nie byliście w stanie na dobre przebić się wyżej w Polsce. Z czego to wynikało?

Moim zdaniem głównie wynikało to z tego, że tak naprawdę w naszym składzie nie było osoby bardziej doświadczonej. Byliśmy piątką młodych utalentowanych graczy, której brakowało kogoś, kto by nas trzymał w ryzach i panował nad wszystkimi emocjami. Gdy graliśmy sobie PCW, każdy dawał od siebie mnóstwo pomysłów, nasza komunikacja przebiegała wręcz bezbłędnie, jednak kiedy przychodziło oficjalne spotkanie, nikt nie grał na chociażby 80% swoich możliwości. Częste braki pewności siebie, szok i przede wszystkim brak doświadczenia. Uważam, że te czynniki spowodowały w większości brak pozytywnych rezultatów.

Przez długi okres brakowało takiej osoby, ale w końcu przyszedł NEEX, który na scenie jest od lat. Czemu więc nie chcieliście z nim dłużej pograć?

Wydaje mi się, że każdy z nas pod koniec roku myślał już tylko o dograniu Polskiej Ligi Esportowej i rozejściu się. Tak jak wcześniej wspomniałem, w listopadzie zakończyły się najważniejsze dla nas rozgrywki, kontrakt w PRIDE dobiegał końca i nie mieliśmy już sił, żeby ze sobą grać. Chcieliśmy odpocząć po nieudanych spotkaniach przeciwko Invizy i PACT. Nie dostaliśmy się przecież do fazy pucharowej PLE, przez co postawiony sobie wcześniej cel nie został osiągnięty i stąd decyzja o zakończeniu wspólnej gry.

Czyli nie było żadnego większego problemu wewnątrz. Można stwierdzić, że straciliście motywację do wspólnego działania?

Zgadza się. Gdy przegrywasz niemalże wszystkie pojedynki, to tracisz motywację do czegokolwiek. Tak było w naszym przypadku. Każda porażka była dla nas coraz to większym ciosem w plecy, przez co nie wszyscy byli w pełni skupieniu na wyjściu z tego problemu.

Masz dopiero 16 lat, a już udało Ci się pokazać na scenie. Znasz wielu zawodników, cały czas stajesz się lepszym graczem indywidualnie, a ostatnio pojawiły się plotki o Twoich testach w Actina PACT. Jak obecnie wygląda sytuacja? Jesteś bliżej, czy dalej dołączenia do drużyny lunAtica?

Ciągle jestem w fazie rozwoju i mam motywację do osiągania wszelkich sukcesów. Myślę, że wprowadziłbym u chłopaków świeżość, jak i wiele ciekawych pomysłów. Decyzja jednak należy właśnie do lunAtica i spółki. Liczę, że po okresie testów zagoszczę u nich w składzie. Nie ukrywam, że bardzo chętnie pomógłbym im wrócić na właściwe tory. Sądzę, że z motywacją trzonu, który pozostał i niesamowitym potencjałem do wygrywania, moglibyśmy zdziałać razem wiele, jednak na razie muszę pokazać w pełni na co mnie stać. Wtedy zobaczymy co będzie.

Wciąż chodzisz do szkoły, masz też swoje prywatne obowiązki. Jak to wszystko godzisz z graniem?

Nie ukrywam, jestem dość leniwą osobą, jeśli chodzi o szkolne sprawy. Mimo wszystko staram się poświęcać powiedzmy dwie godziny dziennie na naukę, prace domowe i dość dobrze sobie z tym radzę. Rodzice również są bardzo wyrozumiali. Na początku nie pochwalali mojego siedzenia i „grania w komputer”, ale gdy zobaczyli, jakie mogą być z tego korzyści, postanowili dać mi wolną rękę i pozwolić rozwijać się w tym kierunku, za co im bardzo dziękuję.

Znam Twojego brata i on także próbował swoich sił w esporcie, tylko jako trener. Wiesz może czemu ostatecznie z tego zrezygnował?

Przez pewien czas szkolił początkowy skład Izako Boars, który tworzył NEEX, LUULIGUZMAN, STOMP, kamil i repo. Jedyne co mogę zdradzić, to fakt, że niektórzy nie mogli znaleźć z nim wspólnego języka i dlatego doszło do sporych roszad, w których został wymieniony również on. Teraz zajmuje się muzyką, pracuje, układa sobie życie prywatne i nieoficjalnie pomagał mojej byłej ekipie. Traktowaliśmy go jak szóstego zawodnika, z którym można o wszystkim pogadać, nie tylko o grze. Panował nad naszymi emocjami i starał się przygotowywać jakieś ciekawe ustawienia. Nie mógł się jednak temu poświęcić na stałe, ponieważ brakowało mu czasu.

Wracając do PRIDE. Nie miałeś wrażenia, że za szybko podjąłeś decyzję o podpisaniu kontraktu, który obowiązywał aż do końca roku? 

W chwili podpisywania kontraktu nie myślałem o tym zbytnio – pomyślałem sobie kurczę, będę grał w akademii PRIDE! W tamtym momencie myślałem tylko o tym, żeby grać. Dopiero po czasie odczuwałem dyskomfort, który blokował mnie w przejściu do innej organizacji. Myślę jednak, że wyszło mi to mimo wszystko na dobre. Dostałem parę propozycji, które mogłyby się nie pojawić, gdybym nie został do końca pod skrzydłami Orłów.

Miniony rok był dla Ciebie lekcją. Co ważnego z niej wyciągnąłeś?

Żeby nie podejmować pochopnych decyzji, mieć chłodną głową i przemyśleć coś dwa razy, zanim się na to zdecyduje. Trzeba również pamiętać o drużynie, dawać z siebie 100% i nie poddawać się po przegranej tylko dalej sumiennie podążać do celu.