Jesienna seria rozgrywek BLAST Premier wystartuje już w poniedziałkowe popołudnie. Spytaliśmy ekspertów o potencjalny przebieg pierwszego z turniejów.

Liga BLAST Premier to zdecydowanie jedne z najbardziej prestiżowych rozgrywek na scenie Counter-Strike'a. Dzięki nim, po raz pierwszy od marca bieżącego roku, dojdzie do rywalizacji pomiędzy drużynami z Europy i Ameryki, na co czekali niemalże wszyscy fani CS:GO. W związku z tym legalny polski bukmacher forBET oraz marka peryferiów komputerowych Logitech ponownie wyszli naprzeciw oczekiwaniom polskich widzów i zostali partnerami polskiej transmisji z tego wydarzenia. Stream znajdziecie na oficjalnych kanałach ESPORT NOW na Twitchu, YouTube i Facebook.

Walka w jesiennym sezonie toczyć się będzie o gotówkę w postaci $750.000 oraz o awans na turniej BLAST Premier Global Finals, w którym do zgarnięcia będzie $1.000.000. Sprawia to, że dla uczestników są to jedne z najważniejszych rozgrywek w 2020 roku, szczególnie po tym jak odwołano Majora w Brazylii i przełożono go na niewiadomą datę. W lidze weźmie udział ścisła światowa czołówka, a o szanse poszczególnych drużyn zapytaliśmy zaprzyjaźnionych ekspertów:

  • Grupa A (Russian Federation Natus Vincere, Sweden Ninjas in Pyjamas, United States Evil Geniuses, European Union OG Esports)

Michał „MICHU” Müller: Moim zdaniem największe szanse na awans z grupy A ma Na`Vi lub EG. Ciężko mi ocenić kto wypadnie z tej dwójki najlepiej, po ostatnim sparingu z EG optymistycznie patrzę na ten turniej w ich wykonaniu, a Na`Vi… Na`Vi.  S1mple z electronicem robią ogromną różnicę na mapie, liczę że oboje znajda zloty środek na dobra formę i bezproblemowe wyjście z grupy.

Grzegorz „SZPERO” Dziamałek: W grupie A na pewno największe szanse ma Na` Vi oraz Evil Geniuses. EG było jedną z mocniejszych ekip w regionie North America. Na` Vi prezentowało się lepiej niż Ninjas in Pyjamas czy OG w Europie. Chociaż nie skreślałbym OG z mantuu na czele, ponieważ notowali dobre rezultaty w ważnych ostatnio turniejach. 

Olek „vuzzey” Kłos: W grupie A najrozsądniejszym wyborem są drużyny Na`Vi oraz Evil Geniuses, a to za sprawą rozstawienia drabinki. Na pewno chcielibyśmy wierzyć w naszego rodaka Mateusza “mantuu” Wilczewskiego w OG. Ja cały czas mam nadzieję, ale zdrowy rozsądek podpowiada mi obok Natus Vincere postawić najlepszą formację regionu amerykańskiego, czyli EG. 

Damian „DD” Dąbrowski: Dla mnie faworytami są tutaj Na`Vi oraz Ninjas in Pyjamas. Co prawda w Internecie nie zawsze należy ufać ekipie s1mple’a, ponieważ grają w kratkę, to tutaj sądzę, że na BLAST już będzie wyglądać lepiej. Szwedzi na DreamHack Open Fall zagrali na moje bardzo dobrze. Powstrzymało ich jedynie Vitality i Heroic, czyli finaliści całego wydarzenia. EG dawno nie oglądaliśmy w tych “najlepszych meczach” i to jest ciekawe, co tak naprawdę udowodnią. Z pewnością tęsknili za tym, zrobią wszystko, aby wygrać każde spotkanie, ale czy starczy wszystkiego, aby tego dokonać? Nie powinno. Może jak “wrócą na odpowiednie tory”, to będzie jak dawniej. Teraz za długa przerwa się wdała. OG umie grać, zaskakuje, ale nie wydaje mi się, żeby byli w stanie tutaj wyjść z fazy grupowej. Są takim niewiadomym jak dyspozycja Na`Vi, choć Rosjanie są stabilniejsi.

  • Grupa B (France Vitality, European Union Complexity, Germany BIG, European Union FaZe Clan)

Michał „MICHU” Müller: Grupa B wydaje mi się najbardziej wyrównana, jednak zaryzykuje i odrzucę BIG jako najsłabszą drużynę w tym zestawieniu. Zaryzykuje tez z odrzuceniem FaZe, sądzę że wszystkie przecieki o przejściu NiKo mogą sporo namieszać w ich zespole i nie będą w stanie pokonać silnego jak zawsze Vitality oraz coL po zmianach, które wydaje się również bardzo mocne. Complexity zrobiło na mnie spore wrażenie podczas wspólnego sparingu kilka dni temu, wydają się być bardzo mocni, świeżo po zmianach i z pewnością będą mieli cos do udowodnienia.

Grzegorz „SZPERO” Dziamałek: Druga grupa jest chyba najrówniejsza ze wszystkich. Ciężko określić pewniaka do awansu. Każda ekipa jest w stanie zagrać bardzo dobrze i wygrać cały turniej, a dużo zależy od kwestii przygotowania i formy podczas tego turnieju. Jeśli miałbym jednak wyznaczyć jedną drużynę to było by to Vitality, która ma w swoich szeregach ZywOo.

Olek „vuzzey” Kłos: Co do grupy B będę trochę przekorny. Jeżeli chociaż jeden z moich faworytów awansuje, a są nimi FaZe i Complexity, to będę bardzo zadowolony. Complexity jest lekką niewiadomą ze względu na przyjęcie nowego zawodnika – Justina “jksa” Savage’a. Mimo że nie są to najsilniejsze drużyny tej grupy, to są to moi faworyci i to właśnie nim będę kibicował.

Damian „DD” Dąbrowski: Zdecydowanie Vitality i Complexity. Francuzi pójdą za ciosem po DreamHacku i będą tutaj dążyć do awansu. Są w stanie to zrobić bez problemu. Ich grupowym kumplem, z którym będą dominować, powinno być odświeżone Complexity z jks. Juggernaut to teraz nowa jakość, według mnie poziom wyżej niż z oBo. Mieli młodziaka, z który dobrze strzelał i miał sporą przyszłość przed sobą, ale teraz dostali najlepszego australijskiego gracza. To są faworyci. FaZe ogólnie jest w rozsypce. Trwają już bardziej intensywne rozmowy pomiędzy NiKo, a G2. Ostatnią ekipą jest BIG, czyli drużyna, która przez moment była najlepszą na świecie świata. Podobnie jak NiP – zakończyli swoją przygodę z DH Open Fall przez to, że pokonało ich Vitality i Heroic, czyli finaliści. Grają dobrze, są mocni, ale jak trzeba się na kogoś zdecydować, to decyduję, że oni nie zdołają przeskoczyć tego pułapu.

fot. BLAST
  • Grupa C (Denmark Astralis, Brazil MIBR, Brazil FURIA, France G2 Esports)

Michał „MICHU” Müller: Z grupy C obstawiam Astralis. Powrót do pierwotnego, złotego składu to może być najlepsze rozwiązanie jakie mogli wybrać na ten turniej. Z drugiej strony nieprzewidywalna FURIA, mocne G2 i całkowicie nowe MIBR. Jednak na tych ostatnich raczej nie liczę w tym turnieju i sądzę, ze ich przygoda skończy się na fazie grupowej.

Grzegorz „SZPERO” Dziamałek: Patrząc na grupę C to wydaje mi się, że walka będzie pomiędzy Astralis, FURIĄ i być może G2. Niestety MIBR nie prezentowało ostatnio dobrego poziomu, a teraz za nimi roszady w drużynie. Zresztą G2 przez ostatnie tygodnie nie jest tą samą drużyną którą znamy, ale nie można ich na pewno skreślać. Astralis zawsze jest faworytem, w każdym turnieju, a FURIA ze swoim szalonym arTem podbijała scenę NA. Będzie ciekawie.

Olek „vuzzey” Kłos: Grupa C jest szalenie ciekawa ze względu na dwie brazylijskie drużyny. W rolę najsilniejszej drużyny oczywiście wskażę Astralis, bo nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żeby Duńczycy nie awansowali. Na drugim miejscu postawię FURIĘ, a nie jak można by się spodziewać G2. Nawet jeśli przegraliby swój pierwszy mecz na Francuzów, to według mnie stać ich będzie na rewanż i ostatecznie na wyjście z grupy.

Damian „DD” Dąbrowski: Dla mnie faworytami są Astralis i FURIA. Szanse MIBR-u są tutaj znikome, mają zespół poskładany na ostatnią chwilę, najprawdopodobniej bez jakiejkolwiek przyszłości, tylko po to aby zagrać to co muszą zagrać. Nie są w stanie tutaj nic zdziałać. G2 miało świetny początek po “uruchomieniu” europejskiego systemu w zespole, ale teraz zatrzymali się na pewnym poziomie i potrzebują go przeskoczyć. Tym “czymś” ma być kuzyn huNtera, czyli NiKo z FaZe Clan. Świetna zmiana, ale dojdzie do niej najprawdopodobniej dopiero po BLAST Premier Fall Series 2020.


Najbliższy przystanek BLAST Premier Fall Series do dopiero początek. Po nim odbędzie się tzw. Showdown, gdzie zobaczymy najsłabsze drużyny pierwszego turnieju oraz kilka ekipy nie będące partnerami BLASTA oraz oczywiście jesienne finały. Naszym ekspertom zadaliśmy pytanie kto z nich jest największym faworytem tego cyklu oraz kto może zostać potencjalnym czarnym koniem.

Michał „MICHU” Müller: Największym faworytem w mojej opinii może być oczywiście Astralis i Na`Vi. Co do czarnego konia obstawiam miedzy Furią, a Complexity. Jednak ta druga ekipa moim zdaniem ma większe szanse zaskoczyć innych uczestników podczas BLAST Premier, niż ich koledzy z Brazylii.

Grzegorz „SZPERO” Dziamałek: Dla mnie faworytem do wygrania w każdym turnieju jest oczywiście Astralis, czyli najlepsza drużyna w ostatnich latach. Na pewno zwróciłbym uwagę na FURIĘ, która dominowała ostatnio w Ameryce Północnej. Zresztą mamy tutaj najlepsze drużyny na świecie, więc tak naprawdę każda drużyna jest w stanie wygrać, może z wyjątkiem MiBR, więc ciężko też jest wskazać czarnego konia.

Olek „vuzzey” Kłos: Najsilniejszą drużyną jest chyba Astralis. Do niedawna było wiele niepewności co do ich składu, ale gdy wszystko już sobie ułożyli i wracają do “normy” to powinni kontynuować swoją dominację. Innym drużynom pozostało tylko otrzeć łzy, bo po krótkim okresie, w którym Astralis na chwilę zniknęło to wracamy do standardu “Astralis na czele”. Jeżeli mamy mówić o czarnym koniu, to chciałbym żeby było to OG Esports, trochę patriotycznie. Mimo że wcześniej wytypowałem Evil Geniuses do awansu, to jeżeli ktoś miałby zaskakiwać to niech będzie to OG. Moglibyśmy w tej roli postawić MIBR, ale… ale szanujmy się.

Damian „DD” Dąbrowski: Astralis i Vitality prezentują się świetnie. Z to co wiem, grają obecnie w większości z biura, czyli można to nazwać w pewnym stopniu bootcampem. To zawsze jest spory plus. Będą mieli taki “klimat LAN-a”, który daje lepsze skupienie i skoncentrowanie się na wygranej. Francuzi na DreamHack Open Fall 2020 idą po swoje, tak samo jak Astralis, zresztą jak udzielam Ci tej odpowiedzi, to będą za moment zaczynać pojedynek o wielki finał tego wydarzenia. Stawiają pewne kroki i trzeba się ich bać. Różnica między tymi dwoma formacjami jest taka, że zespół dev1ce’a posiada siłę składu rozdysponowaną na wszystkich zawodników, ich gra nie opiera w większości na jednym graczu. Powrót Xyp9x’a jest tutaj sporym znakiem zapytania, ale myślę, że wejdzie na serwer bardzo świeży i pełen motywacji, która zaprowadzi Duńczyków do dobrej gry. Zabraknie mi es3tag’a, bo strasznie mi do nich pasował.

Czarnym koniem myślę, że może być według mnie FURIA. W Ameryce jest aktualnie dominacja. Potrafili “za lepszych czasów” zaskakiwać w Europie. Tutaj też będą w stanie, chociaż jak mówię – nic pewnego. 


fot. Dreamhack | Adela Sznajder

Na sam koniec spytaliśmy się o zdanie ekspertów dotyczące przyjazdu drużyn z Ameryki do Europy. Półroczna przerwa w rywalizacji między dwoma regionami nie odcisnęła piętna na scenie Starego Kontynentu, lecz w Ameryce Północnej z tygodnia na tydzień ekosystem traci na sile. Masa graczy zdecydowała się zająć VALORANTEM, zaś drużyny liczące się na świecie (wszystkie… cztery?) spędziły ostatnie miesiące wzajemnie „kopiąc się po czołach”. Oto jak goście odpowiedzieli na pytanie „stęskniłeś się za rywalizacją pomiędzy Europą i Ameryką, czy separacja regionów nie była według Ciebie mocno odczuwalna?

Michał „MICHU” Müller: Separacja regionów była bardzo odczuwalna, teraz prawie wszystkie amerykańskie drużyny (jak nie wszystkie?) wyjechały z USA i przestawiają się na grę w Europie. Bardzo mi się to podoba, skutkuje to urozmaiceniem turniejów, jeszcze więcej drużyn do wspólnych treningów, ciekawsze rozgrywki. W przyszłych tygodniach i miesiącach z pewnością będziemy mogli liczyć na jeszcze lepsze widowiska podczas wydarzeń na najwyższym poziomie.

Grzegorz „SZPERO” Dziamałek: Myślę, że na taką rywalizację wszyscy czekali. Szkoda, że jeszcze nie ma w tym zestawieniu Team Liquid, ale mimo wszystko ten turniej zweryfikuje w jakimś stopniu na jakim poziomie stoją drużyny na świecie, bo jednak separacja poprzez sytuację na świecie była długa. Brakuje wszystkim interkontynentalnych turniejów i cieszę się, że będziemy mogli to zobaczyć.

Olek „vuzzey” Kłos: Oczywiście, że się stęskniłem. Zawsze lubiłem pojedynki pomiędzy reprezentantami różnych kontynentów. Mocno się cieszyłem gdy Cloud9 wygrało pierwszego, i póki co jedynego, Majora na konto Ameryki. Brak rywalizacji spowodował, że amerykańska scena nam się kurczy, drużyny i zawodnicy gdzieś znikają i pojawia się coraz większy zastój. Wielu znaczących graczy CS:GO w ostatnich miesiącach albo zrezygnowało z gry albo przeszło na VALORANTA, więc powrót rywalizacji interkontynentalnej może choć trochę spowolnić ten trend. Obecnie pozostały tylko dwie znaczące amerykańskie drużyny, czyli EG oraz Liquid, bo Complexity już dawno się “zeuropeizowało”. Paradoksalnie czynnikiem, który może amerykańską sceną utrzymać przy życiu to przyjazd do Europy, bo za oceanem są ze cztery stałe drużyny, a reszta pojawiająca się na turniejach do typowe beniaminki. Różnice między iterem 1 i tierem dwa niemalże przestają istnieć, więc odpowiadając po raz kolejny na pytanie – powrót rywalizacji między Europą i Ameryką jest niezbędny. 

Damian „DD” Dąbrowski: Nie odczułem tego za bardzo. Stęskniłem się za FURIĄ (arT, który nie puszcza W cały mecz), czy EG (szkoda mi było tarika po ostatnim wpisie i sądziłem, że się już poddaje w CS-ie) na najważniejszych turniejach. Brak mi tylko Team Liquid, które chciałem bardzo zobaczyć w nowej odsłonie z takimi ekipami, ale zobaczę ich w Showdownie. Zastanawiam się czy ktoś nadal rozdziela poziom NA od EU. Od jakichś 2 lat nie widać tak znacząco też różnicy poziomów między najlepszymi drużynami, a z pewnością nie tak jak kiedyś.