Tym razem przeprowadziliśmy rozmowę z człowiekiem, który generalnie zajmuje się trenowaniem zespołów esportowych, ale czasem lubi wskoczyć w garnitur i skomentować Majora. Mowa oczywiście o Damianie „MdN” Kisielewskim!

Olaf „szeregowy” Ostrowski: Cześć Damian. Wiadomo, że obecnie jesteś trenerem esportowym, ale ciekawi mnie, co robiłeś przed rozpoczęciem kariery w sportach elektronicznych?

Damian „MdN” Kisielewski: Witaj, głównie poświęcałem się karierze sportowej. Bardzo dużo biegałem na długie dystanse. W Szczecinie byłem niepokonany przez kilka lat podczas cyklicznych turniejów. Z większych osiągnięć mogę wymienić występ na Mistrzostwach Polski, ale tam pojechałem u schyłku owej kariery i obeszło się bez sukcesu. Oprócz tego, w moim życiu była jeszcze piłka nożna. Udało mi się nawet dostać na testy do drugiej drużyny Legii Warszawa podczas konkursu organizowanego przez Adidas – „all in pro”. Dopiero po tym pojawiło się granie w przysłowiowy komputer.

szeregowy: Zaczynałeś od CS-a, czy może wcześniej były jakieś inne gry?

MdN: Przygodę z komputerem zacząłem tak naprawdę od Plemion na pierwszym świecie. Później pojawiła się Tibia (chociaż śmiesznie się o tym wspomina), w której przez kilka dobrych lat za dzieciaka starałem się ulepszać swoją postać. Następnie przeszedłem na Metina 2, dwa sezony w League of Legends i po tej długiej drodze w końcu odpaliłem CS-a. Była to wersja 1.6/Source, chociaż w tą pierwszą nie nabiłem za dużo godzin.

szeregowy: Czy od początku przygody z grami wiedziałeś, że istnieje coś takiego jak sport elektroniczny?

MdN: Mój bardzo dobry znajomy rywalizował w czasach Source'a w czołówce Polski. Miałem marzenie żeby go dogonić i ograć, ale wtedy jeszcze to nie miało takiego wydźwięku i znaczenia jak teraz. O profesjonalistach z wyższej półki dowiedziałem się w 2014 roku podczas historycznego triumfu Virtus.pro na Majorze w Katowicach. Wtedy zostałem „typowym Januszem” i fanem sukcesu, bo przecież prawdziwi kibice śledzili już dużo dłużej poczynania tej drużyny. <śmiech>

szeregowy: Sam jestem fanem Virtusów, więc cieszę się, że ty też. <śmiech> Skoro już o nich rozmawiamy… sukcesów od dawna nie widać. Patrząc od strony trenera, co byś zmienił w ich grze?

MdN: Bardzo trudne pytanie zadałeś. Przyznam szczerze, że oprócz suchych wyników, w ostatnim czasie nie miałem okazji dłużej przyglądać się ich grze. Jestem też bardzo krótko na scenie, miałem okazje poznać tylko NEO i morelza, także ciężko mi powiedzieć co można zmienić, bo nie znam ich komunikacji, charakterów, atmosfery, a są to bardzo ważne czynniki. Jeżeli Filip będzie prowadził i brał „najgorsze” misje dla zawodnika, niczym TaZ w Team Kinguin, to myślę, że tą piątką jest wstanie wrócić do gry o najwyższe cele.

szeregowy: Powiedziałeś o TaZie i Team Kinguin. Śmiało można stwierdzić, że Wiktor świetnie odnalazł się w roli lidera Pingwinów. Ma obecnie 32 lata, a wciąż rywalizuje na wysokim poziomie. Gdzie jest bariera wieku w esporcie?

MdN: Jeszcze trudniejsze pytanie. <śmiech> Barierę wieku wyznaczy moim zdaniem właśnie TaZ albo NEO. Oni szybko się nie poddadzą. Miałem okazje podczas turnieju Games Clash Masters w Gdyni zobaczyć ile Wiktor jest w stanie przekazać graczom doświadczenia, jak z nimi rozmawiał i ich motywował. Do tego ostatnio bardzo dobrze radzi sobie na serwerze, więc ta granica wieku będzie nam się ciągle przesuwała, dopóki właśnie obydwoje nie odpuszczą. Przyznam szczerze, że nie znam obecnie starszego zawodnika od nich, chociaż tutaj moja wiedza możne kuleć.

szeregowy: Faktycznie, też zauważyłem, że TaZ potrafi przekazywać wiele dobrego swojej formacji. Być może rodzi nam się coraz większy potencjał na jednego z lepszych trenerów, gdy już skończy karierę gracza.

MdN: To na pewno. Ma do tego bardzo dobre podejście i ogromną wiedzę. Oczywiście mówię to jako osoba patrząca z boku, bo jak jest w środku wiedzą tylko i wyłącznie zawodnicy. Tutaj też jest ciekawy temat, ponieważ na naszej scenie brakuje szkoleniowców. Na ten moment wciąż ci co byli w czołówce i mają największe doświadczenie dalej grają, a organizacje rozwijają się i coraz częściej potrzebują osób do pomocy. Przez długi czas panował stereotyp, który w sumie dalej jest mocno obecny, że jeżeli nic nie osiągnąłeś indywidualnie, to co ty mi możesz przekazać, skoro nawet nie grałeś na tym poziomie co ja teraz. Cieszy mnie jedynie fakt, że powoli to jest łamane i pojawiają się osoby nieznane, które pokazują, że potrafią zrobić dobrą robotę nic wcześniej nie osiągając, jak np. obecny trener PRIDE – vins.

szeregowy: A Ty? Chyba też nie miałeś sukcesów jako gracz. Mogę się mylić, aczkolwiek nie kojarzę, abyś coś wygrywał. Mimo wszystko udało Ci się przebić.

MdN: To prawda, nie miałem sukcesów, chociaż teraz mogę się zaśmiać i powiedzieć Ci, że podczas pierwszej edycji Polbit Esport League, grając w lokalnej drużynie udało mi się zająć trzecie miejsce i w tym roku podczas drugiej edycji jako zmiennik za naszego kapitana ten brązowy medal obroniłem, chociaż apetyt i w sumie szansa na wejście do finału była. Mogę powiedzieć, że miałem też szczęście, bo możliwość udowodnienia swojej „wartości” dała mi osoba, która już nie zajmuje się esportem i gdyby nie on, to tak naprawdę moglibyśmy nie rozmawiać dzisiaj. Przykładem vinsa, czy swoim możemy pokazać organizacjom w Polsce, że warto jest dawać szansę nieznanym. Zresztą tak samo jest w przypadku młodych zawodników. Moim zdaniem nie trzeba umieć grać, bo nie każdy możne mieć ten dryg motoryczny, bądź tzw. talent, żeby wiedzieć jak grać.

szeregowy: Co do Twojej kariery – nabrała ona mocnego rozpędu, gdy Izako Boars dało Ci szansę trenowania ich dywizji CS:GO. Jak to w ogóle było? Kto Cię poznał i zaproponował współpracę?

MdN: Tak jak napisałem wyżej, szansę dała mi osoba, która już nie działa w sportach elektronicznych. Mowa o Ziemowicie, który tworzył wtedy projekt akademii. Starałem się pomagać chłopakom w tym co potrzebują, na początku też bardzo dużo się od nich uczyłem, ponieważ wcześniej miałem do czynienia jedynie z ekipami z tzw. „podziemia”, a tutaj… no, przeskok był dość duży. Myślę, że nasza współpraca układała się dobrze. Ja też musiałem poznać realia takiej pracy, było ciężko, ale walczyliśmy razem. Morfan dawał mi dużo wsparcia i ukierunkował na potrzeby zespołu. Jeśli chodzi o Izaka, to lepiej go poznałem komentując Majora.

szeregowy: No właśnie – komentowałeś ostatniego Majora oraz występowałeś podczas niego jako ekspert. Podobał Ci się ten okres?

MdN: Było super! Na początku miałem okazje komentować Minora z vuzzeyem i wtedy bardzo się stresowałem, ciężko mi było dobrze złożyć zdanie. Później dostałem kolejną ofertę, miał być merytoryczny komentator, a wyszedł dzban… <śmiech> Złapałem moment, że mogę być sobą i poleciało. Czasem za mocno czego jestem świadomy ale to był mój pierwszy raz. Starałem się z każdej krytyki wyciągać jak najwięcej i z dnia na dzień się stawać się lepszym. Złapałem swój styl, trochę bardziej przypominał on brytyjskiego streama, ale skoro Izak wytrwał do końca, to chyba nie było najgorzej. <śmiech> Na sam koniec studio ekspertów z super ekipą, gdzie wyszło luźno, merytorycznie i z fajnymi rozbieżnościami zdań między mną, a Sebastianem. Mega uczucie. Jeszcze tylko kiedyś chciałbym spróbować bycia hostem (oczywiście nie chce wygryźć Andrzeja, bo z nim nam się super współpracowało) i będę miał wszystko odhaczone, bo przecież były to największe możliwe turnieje. Mimo tylu fajnych wspomnień, jakie z tym mam, praca trenera daje mi największą satysfakcje, chociaż raz na kiedyś taka odskocznia też jest potrzebna.

szeregowy: Teraz jesteś w Codewise Unicorns razem z Morfanem. Od razu przyszła oferta do Was dwóch, czy może po prostu dałeś znać Jednorożcom, że chcesz zabrać ze sobą IGL-a z Izako Boars?

MdN: Najpierw rozmowy rozpoczęły się ze mną. Wszedłem na okres próbny i na starcie musiałem zmierzyć się z dobraniem piątego zawodnika, którym okazał się właśnie tzw. prowadzący. Od razu pomyślałem o Morfanie, bo wiedziałem już wtedy, że rozstaje się z Izako Boars, więc zapytałem jakie ma plany i czy nie chciałby spróbować. Następnie porozmawiałem z zespołem i mimo kilkudniowej pracy z nimi powiedzieli – jeżeli uważasz, że da radę, to my ufamy Tobie w tej decyzji” i to było coś naprawdę fajnego. Mateusz idealnie pasował do stylu w jakim chciałem, żeby Codewise zmierzało. Do tego wiedziałem, że jest bardzo pracowity i miałem pewność, że da z siebie więcej, niż 100%! Jak na razie wszystko się sprawdza na scenie europejskiej, a w tym kierunku chcemy zmierzać.

szeregowy: Czyli od początku chłopaki z Codewise mieli do Ciebie pełne zaufanie. To bardzo ważne w pracy z trenerem, aby zespół się go słuchał, prawda?

MdN: Tak, myślę, że to najważniejsze. Nie zawsze musi wychodzić to co trener powie, ale ważne żeby chociaż drużyna „przetestowała” pomysł. Wtedy można wyciągnąć kolejne wnioski i dalej udoskonalać pewne zagadnienia.

szeregowy: Mógłbyś opowiedzieć, jak wygląda Twój typowy dzień w pracy?

MdN: Wszystko zależy od potrzeb drużyny w danym momencie. Stałą jest na pewno trening oraz oficjalne mecze, które odbywają się w przedziale godzinowym od 17:00 do 23:00. Wcześniej zazwyczaj oglądam sobie jakieś spotkania z HLTV, bądź nasze demka, żeby wypisać błędy do poprawy ze starcia, które nie poszło po naszej myśli. Jeżeli zawodnik czegoś potrzebuje, to mu przygotowuje materiał, potem wchodzimy razem przed treningiem na serwer i omawiamy sobie jego pozycję, rolę albo to, czego właśnie potrzebował. Oglądam też powtórki przeciwników. Wieczorami zaś gram kilka Faceitów, żeby utrzymać jakąś „grywalną formę”, bo jak ostatnie wydarzenia pokazały, nigdy nie wiadomo kiedy będę musiał zagrać.

szeregowy: Lubisz grać w CS-a – to widać. Miałeś kiedyś taki moment, że będąc trenerem poczułeś, że chciałbyś grać profesjonalnie?

MdN: Tego marzenia/uczucia pozbyłem się robiąc krok w stronę trenerki. Uważam, ze gdyby gdzieś siedziało mi to w głowie – nie mógłbym robić swojej pracy w 100%.

szeregowy: Zmieniając temat… czy wiesz jak wytłumaczyć brak stabilności polskich drużyn? Mam wrażenie, że wiele ekip ma z tym problem.

MdN: Myślę, że nie tylko nasze rodzime podwórko ma z tym problem, a jak to wytłumaczyć? Ciężko powiedzieć. Sądzę, że gdy wchodzi się na poziom gdzie są pieniądze, to pojawiają się też wymagania i oczekuje się efektu – często od razu. Macie wszystko, co jest potrzebne na ten moment, więc wygrywajcie. Organizacje nie patrzą na to, że do pewnych rzeczy trzeba dojść, a do tego potrzeba czasu. Chociaż z drugiej strony też się nie dziwię, bo bez wyników nie ma sponsorów. Na szczęście ja pracuje dla super klubu esportowego, który rozumie idealnie nasze potrzeby i wspiera nas jak tylko może. Agnieszka i Alex to złoci ludzie, wiemy jakie są wymagania, ale nie jesteśmy z nich rozliczani w trakcie sezonu, tylko na jego koniec, co daje mi pełne skupienie na pracy, bo nie ważne jak zaczynasz, np. nasz ciężki start w PLE, ważne jak kończysz. Ciągle jesteśmy w walce o MDL-a. Warto jednak podkreślić, że nie wszyscy mają tak dobrze, jak my.

szeregowy: Jesteś szczęśliwy, że trafiłeś właśnie do Codewise Unicorns?

MdN: Bardzo! Jest to dla mnie krok na przód. Cały czas się rozwijam i mam nadzieje, że organizacja również po sezonie będzie mogła być zadowolona ze współpracy ze mną. Chcę żebyśmy razem spełnili swoje marzenia i cele.

szeregowy: Czy pojawiły się jakieś oferty, gdy byłeś w Izako Boars poza tą od Codewise?

MdN: Kilka innych opcji się pojawiło, ale żadna nie dawała mi takiej perspektywy i możliwości rozwoju, jak właśnie Codewise Unicorns.

szeregowy: Kto jest Twoim idolem?

MdN: Moim idolem mogę nazwać NEO ze względu na to jaką prace wkłada w swój rozwój oraz w drużynę. Nie poddaje się, walczy z przeciwnościami jakie go spotykają. Głównie za higienę pracy, charakter oraz zapał. Co do samej gry to Zeus, ponieważ podoba mi się jak ustawia drużynę. Trochę się na nim wzoruje, bo wie jak dobrze wykorzystać indywidualności swoich graczy.

szeregowy: Historia Zeusa jest ciekawa. Został wyrzucony z Na'Vi, dołączył do Gambit i wygrał Majora. Teraz jest znowu w Natus Vincere i także jego drużynie idzie dobrze. Co takiego ma w sobie ten IGL?

MdN: Pokazał, że z mniej znanych graczy można zrobić skład, który wygrywa najważniejszy turniej w CS:GO. Później widzieliśmy, że gdy odszedł, bez niego Gambit nie utrzymało się w czołówce. Jest bardzo wszechstronny w swojej grze indywidualnej oraz drużynowej. Obecnie pokazuje, że z kilku indywidualności też można stworzyć świetnie działający zespół. Kto by pomyślał, że to właśnie jemu uda się po części okiełznać temperament simple'a…

szeregowy: Ty też masz mniej znanych, młodych, ale utalentowanych graczy. Macie obrany cel do końca roku?

MdN: To prawda i pokładam w nich wiele nadziei. W tym momencie stali się częścią mnie. Lepiej trafić nie mogłem i mógłbym słodzić każdemu z osobna całą kartkę A4, bo naprawdę super się z nimi pracuje! Wracając do sedna pytania, to naszym celem jest przede wszystkim dostać się do ESEA MDL. Pierwszy krok w tym kierunku poczyniliśmy i mamy pewne play-offy niższej ligi, z której można wywalczyć slota we wspomnianych rozgrywkach. W Polskiej Lidze Esportowej będziemy starali się dalej walczyć o finał LAN-owy, chociaż tutaj skomplikowaliśmy sobie trochę sytuację na starcie. Mamy też Winners League i w ramach tych zawodów interesuje nas wyjście z grupy. To tak mniej więcej na ten rok. Oczywiście chcemy jeszcze zakwalifikować się na jakieś zagraniczne wydarzenie, aczkolwiek nie wiem czy do końca roku będzie taka możliwość. Lig jest dużo, cele są wyznaczone, teraz tylko ciężko pracować.

szeregowy: PACT rozpędził się na dobre właśnie po awansie do ESEA MDL. Może z Wami będzie podobnie. Dzięki wielkie za rozmowę i powodzenia w przyszłości!

MdN: Dziękuje również, to była dla mnie przyjemność!