Już w jutro Virtus.pro, po raz pierwszy od gruntownych zmian w składzie, wystąpi na turnieju lanowym. Czego możemy się od nich spodziewać?

Już w połowie stycznia byliśmy pewni, że nowy skład Virtus.pro pojawi się na Charleroi Esport 2019. Zaproszenie otrzymali, gdy jeszcze nie rozegrali ani jednego oficjalnego spotkania, a w ich składzie znajdował się wówczas Mateusz „TOAO” Zawistowski. Były reprezentant dość szybko zakończył swoją przygodą z rosyjską organizacją, ponieważ polski zespół nie spełniał oczekiwań. Jakie w tym czasie Virtusi osiągali wyniki?

ESEA MDL oraz ECS Season 7

Myślę, że w przypadku Virtus.pro najlepiej spojrzeć przede wszystkim na wyniki tych dwóch lig. Drużyna skompletowana przez Janusza „Snaxa” Pogorzelskiego zadebiutowała właśnie w 30. sezonie rozgrywek ESEA MDL Premier Division i trzeba przyznać, że pierwsze mecze napawały sporym optymizmem. Virtusi przebywając na zgrupowaniu rozegrali sześć meczów, z czego wszystkie wygrali. Co prawda w większości przypadków były to bardzo bliskie wyniki, jednak tryumfy święcone w spotkaniach z ekipami takimi jak Movistar Riders, ex-Fragsters, LDLC, czy nawet ALTERNATE aTTaX sprawiły, że w kibicach pojawiła się iskierka nadziei.

Później przyszła fatalna seria przegranych, która ostudziła zapał polskich fanów. Polacy po bootcampie rozegrali jeszcze dziewięć meczów z czego wygrali… wyłącznie jeden – z expert. Snax i spółka nie poradzili sobie nawet w meczu z Izako Boars, co ostatecznie pomogło Dzikom utrzymać się w ESEA Premier. Natomiast Virtusi po fenomenalnym starcie zakończyli zmagania na jedenastej pozycji, co można uznać za dość rozczarowujący wynik.

Jednak wcześniej wspomniana iskierka przerodziła się w niewielki płomyk po pierwszych dwóch kolejkach ECS Season 7. Polscy reprezentanci, z potężną presją na swoich barkach, najpierw zmierzyli się z FaZe Clanem, a następnie North. W tym momencie, każdemu kto widział tę pierwszą serię, przed oczami staje akcja czterech na jednego z Nikola „NiKo” Kovač w roli głównej, w której nawet prośby Piotra „izaka” Skowyrskiego aby „nie robił tego Polakom” nic nie dały. Mimo tego mecz został uznany za całkiem udany, ze względu na bardzo wyrównaną walkę ze światową formacją. To samo przydarzyło się w meczu z North, gdzie Polakom naprawdę niewiele brakowało do wygranej. Fani więc wyczekiwali kolejnych meczów, widząc robiony przez polską formację progres.

Brak nadziei na lepsze jutro

Wyżej wymienione wydarzenia wystarczyły, by gromadzić ogromne ilości polskich widzów i dawać im nadzieję na poprawę. Jednak jak się okazało wyniki nie zadowoliły zawodników jak i włodarzy organizacji, przez co zobaczyliśmy zmianę w składzie. Mateusz „TOAO” Zawistowski został odsunięty od głównej piątki i wciąż nie wiemy kto na stałe zajmie jego miejsce. Funkcję kapitana przejął Janusz „Snax” Pogorzelski, który ponoć i tak po części prowadził w trakcie rund, a w miejsce Zawistowskiego Virtusi zaczęli szukać kolejnego strzelca.

Nie pierwszy ogień poszedł Kamil „Sobol” Sobolewski, który stał się fenomenem pod koniec ubiegłego roku. Jednak nie zagościł on w barwach Virtus.pro na zbyt długo, a w jego miejsce trafił młody Arek „Vegi” Nawojski. Osiemnastolatek przez ostatni rok reprezentował banderę Actina PACT i między innymi dzięki jego pracy skład ten jest obecnie trzecią najlepszą drużyną nad Wisłą, przynajmniej według rankingu HLTV. To właśnie Nawojski pojawi się w Belgii w koszulce Virtus.pro.

Virtusi rozegrali z Vegim trzy oficjalne spotkania przed wylotem na Charleroi Esports 2019 i niestety, nie napawają one wielkim optymizmem. W pierwszym z nich zmierzyli się z Nemigą – białoruskim składem, który wystąpił na Minorze. Polacy w początkowych rundach pokazali, że są taktycznie przygotowani pod grę przeciwnika. Dobrze reagowali na pierwsze akty agresji czy skróty antyterrorystów, przez co byli w stanie zdobywać prowadzenie w początkowych fazach rund. Jednak tylko gdy Białorusini zaczęli grać mniej szablonowo, przejęli inicjatywę w meczu. Największą bolączką Polaków było dwóch snajperów, którzy stanowili filar przeciwnej drużyny. Najczęściej po stracie jednego z zawodników, plan na grę się sypał, przez co Polacy musieli uznać wyższość przeciwników.

Następnie mogliśmy oglądać zmagania Snaxa i spółki z zespołem Maikelelego. W tej serii best-of-three działo się naprawdę wiele m.in. pierwszy występ obu ekip na Vertigo. Najbardziej niepokojącym faktem była forma Pawła „byali” Bielińskiego, który na każdej mapie znajdował się na samym końcu tabeli i nie radził sobie w pojedynkach strzeleckich z przeciwnikami. Mimo to Virtusi zdołali wyciągnąć zwycięstwo na jednej z map – Mirage oraz byli bardzo blisko zwycięstwa na Vertigo. Na najnowszej lokacji turniejowej swoimi umiejętnościami popisywał się Snax, który ustrzelił aż 28 fragów. Było widać, że obydwie ekipy wciąż nie mają dobrze ogranej tej mapy i mimo znajomości pojedynczych granatów, stawiali przede wszystkim na proste rozwiązania. Jednak NoChance po stronie terrorystów grało o wiele bardziej statycznie, przez co rzadziej popełniali błędy i właśnie to przełożyło się na ich zwycięstwo.

Jedynym pozytywnym aspektem przed wyjazdem na turniej była wygrana na OwmS, czyli były skład Runtime.gg, który wraz z Nemigą występował na Minorze CIS. Tym razem na mapie Nuke Virtusi pokazali, że potrafią kontrolować spotkanie od samego początku do samego końca. Jednak trzeba przyznać, że nie był to rywal wysokich lotów. OwmS niedawno straciło swoich dwóch kluczowych zawodników, przez co ich występy nie wyglądają najlepiej, więc przegrana Polaków byłaby druzgocącą porażką.

Grupa śmierci

Zdecydowanie zadania zawodnikom Virtus.pro nie ułatwiło rozlosowanie grup. Należące do światowej czołówki G2 Esports, świetnie prosperujący skład GamerLegion (notabene będzie gospodarzem turnieju) oraz coraz lepiej radzące sobie na arenie europejskiej Epsilon. Polacy mogli trafić gorzej tylko wtedy, gdy zamiast Epsilon pojawiłoby się Team Vitality.

Ciężko przewidzieć jak zawodnicy Virtus.pro poradzą sobie z rywalami w grupie. Przecież nie tak dawno w ramach ECS Season 7, gdy stanęli w szranki ze składami światowej klasy jak FaZe czy North, to walczyli bez kompleksów jak równy z równym. Być może tym razem ekipa Janusza „Snaxa” Pogorzelskiego szalenie zmotywowana do udowodnienia swojej wartości będzie w stanie wejść na wyżyny swoich możliwości i awansować do fazy pucharowej. Tak naprawdę to jest rzecz, w którą chcę wierzyć, bo patrząc na ostatnie wynik w internecie pozostałych składów, to logika wskazuje na coś zupełnie innego.

To nie sprawdzian, to tylko przymiarki

Występ Virtusów w belgijskim Charleroi nie będzie sprawdzianem nowego składu. Byłby gdyby drużyna wystąpiła w rozgrywkach w niezmienionym składzie, lecz ostatnie trzy tygodnie minęły pod znakiem roszad kadrowych. Pojedyncze mapy zagrane z Kamilem „Sobolem” Sobolewski tylko po to by następnie zdecydować się na Arka „Vegiego” Nawojskiego i wciąż nie ogłosić czy to on będzie piątym elementem układanki zwanej Virtus.pro. Ponownie jest to nowy zespół, który musi odnaleźć swój charakter i przepracować długie godziny aby osiągnąć sukces chociażby na swoim własnym podwórku.

Jeszcze dwa miesiące temu byłbym skłonny wierzyć, że poradzą sobie w tym turnieju. Początkowe sukcesy w ESEA MDL, nie najgorsza gra w ECS Season 7 oraz długa gra ze sobą mogły wskazywać na dobry występ na LAN-ie. Jednak teraz powinniśmy usiąść przed transmisję bez żadnych oczekiwań i, parafrazując internetowe przysłowie, „pozostać wiernym po porażce lub dać się miło zaskoczyć zwycięstwem”.

Przypomnijmy, że Charleroi Esports 2019 rozpocznie się już jutro o godzinie 15:30, a Virtus.pro swój pierwszy mecz rozegra o godzinie 20:00. Polską transmisję, której partnerem jest STS, możecie znaleźć na kanale Pawła „saju” Pawelczaka. Wszystkie informacje o rozgrywkach znajdziecie w naszej relacji tekstowej.