Legenda francuskiego Counter-Strike'a, jedna z najbardziej barwnych, głośnych i kontrowersyjnych postaci na międzynarodowej scenie. W rozmowie z kioShiMą poruszyliśmy sporo tematów, tych mniej znanych, jak struktura Heretics, ale także kilka tych bliższych polskiemu widzowi CS-a.

Mateusz „StylaYoshi” Miter: Jesteś legendą Counter-Strike’a, rywalizując przez bardzo długi czas w 1.6, Source, a teraz w Global Offensive. Obecnie znajdujesz się w Heretics, w drużynie, która powoli wytacza sobie ścieżkę do czołówek rankingów. Co byś Ty, gracz z takim doświadczeniem, powiedział o atmosferze w składzie?

Fabien „kioShiMa” Fiey: Właściwie to jest bardzo dobra. Mieliśmy sporo problemów przed zmianami w szeregach. Kiedy graliśmy pojawiały się błędy i nie czuliśmy się dobrze, ale teraz, kiedy posiadamy tę konkretną grupę ludzi, nie widzę w niej nic złego. Pod względem relacji nigdy nie mieliśmy problemów w obecnej wersji Heretics. Posiadamy te same cele i pragniemy zrealizować je w ten sam sposób. Staramy się grać jak najlepiej, a w dodatku uważam, że każdy się z każdym przyjaźni, co z pewnością pomaga.

Czujesz w takim razie, że czynicie progres w 2020?

Definitywnie.

Po ESL New York w zeszłym roku, przed dołączeniem do Heretics, powiedziałeś HLTV, że nie powinieneś zasilać zespołu, który się nie rozwija i szuka swojej tożsamości. Zdaje się, że Heretics jest formacją zupełnie przeciwną, jako że osiąga coraz to większe sukcesy. Zgodziłbyś się?

Sukces w tym kontekście jest trochę inny. Kiedy zdecydowałem się pójść do Heretics, zaczynaliśmy praktycznie od zera. Torujemy sobie obecne własną ścieżkę na szczyt, gdyż w nowym składzie nie mieliśmy slotów w żadnych rozgrywkach. Dlatego też graliśmy w ESEA Open dla przykładu, co jest początkiem początków. Próbowaliśmy każdych kwalifikacji i dosłownie wszystkiego innego. Udało nam się dotrzeć do miejsca, w którym znajdujemy się obecnie i w moich oczach jest to rezultat ogromnej ilości pracy włożonej przez cały zespół. Progres, który udało nam się wykonać, jest dosłownie niesamowity.

W tym samym wywiadzie powiedziałeś, że musiałeś znaleźć drużynę i wywalczyć z powrotem drogę do światowej topki. Indywidualnie, najgorsze dni są już za Tobą i czy faktycznie znalazłeś właściwy tor? Czy może w Heretics przyjmujesz rolę, która bardziej “stoi z tyłu”?

Definitywnie nie jestem gwiazdą mojej ekipy. Moja rola pozwala innym zawodnikom zabłysnąć i nie jest to w żaden sposób złe. Jestem graczem drużynowym i uwielbiam wygrywać, nieważne jak, więc tak długo jak wygrywamy, to nie liczy się to, czy mam 35 eliminacji, czy też jeden z moich kolegów otwiera tabelę. Zwycięstwo to zwycięstwo, będę zadowolony w każdy sposób. Naturalnie, kiedy przegrywamy a ja posiadam na przykład 5 zabójstw, to sprawa jest zupełnie inna.

Więc patrzysz na sukces obecnie bardziej z perspektywy drużynowej, niżeli indywidualnej?

Szczerze, to obie kwestie się ze sobą łączą. Moim zdaniem, kiedy zespołowi się udaje i odnosi on sukces, to każda jego część musiała dobrze wykonać swoją robotę.

Chciałbym porozmawiać odrobinę więcej o roszadach w składzie. Ostatnio dołączył do Was młody Nivera, i wewnętrzne zmiany nastąpiły krótko po tym. Jak byś ocenił nową strukturę Heretics? 

Zanim Nabil zasilił nasze szeregi mieliśmy pewne niedociągnięcia. Nie potrafiliśmy się dogadać co do ról i tego, jak chcieliśmy grać. Były w naszej ekipie osoby, które nie były gotowe zmienić swojego podejścia dla dobra ogólnego zespołu. Podjęliśmy w takim razie decyzje na temat tego, jak chcemy aby wyglądała nasza gra i dokonaliśmy małej przebudowy, która nam na to pozwoliła. Nivera wpasowuje się w naszą nową ideologię perfekcyjnie. Szczerze mówiąc, odkąd go mamy, to zaczęliśmy osiągać najlepsze rezultaty jakie mieliśmy, więc coś zdecydowanie musi działać.

Skoro wszystko idzie tak dobrze i zgodnie z założeniami, to jakie macie plany i cele na resztę 2020, drużynowo, ale także Ty indywidualnie?

Obecnie skupiamy się na Majorze. Naprawdę chcemy pojawić się w Rio. Wiemy, że będzie to długa i kręta, pełna wydarzeń droga, jako że są na niej trzy turnieje kwalifikacyjne i masa meczów do rozegrania. Pomimo tego, w każdym pojedynku dajemy z siebie wszystko, dlatego też wierzę w nasze szanse i jestem pewien naszych umiejętności. Jest to dla nas niezmiernie ważne, gdyż nikt z Heretics poza mną nie pojawił się na Majorze. Dla moich kolegów z zespołu byłoby to ogromnym osiągnięciem. Osobiście też by wiele dla mnie znaczyło, ponieważ jest to coś, co mogę w pewnym sensie “dać”. Mogę pomóc im w osiągnięciu marzeń i celów.

Poza tym, bierzemy udział w wielu rozgrywkach. Pozwalają nam one na rywalizację, dzięki której wejdziemy kiedyś do światowej czołówki. Wtedy powinniśmy być z miejsca zapraszani do wzięcia udziału w najbardziej ekskluzywnych turniejach.

Skoro mowa o Majorze. Osobiście obawiam się, że będzie musiał odbyć się bez udziału publiczności. Jak oceniasz takie rozwiązanie, będąc dwukrotnym zwycięzcą rozgrywek współorganizowanych przez Valve?

Kiedy grasz na turnieju takiej rangi, jedną z najważniejszych rzeczy jest atmosfera. Zawsze będę pamiętał kiedy grałem na nich, to w momentach w których wygrywałem, fanów ogarniało szaleństwo i to jest piękno każdego sportu. Dlatego też, w obecnej sytuacji, nieposiadanie tłumów przed sceną sprawiłoby, że takie eventy nie miałyby takiej mocy, nie byłyby tak magicznie dla graczy.

Dodatkowo, nie jestem pewien co do całej sytuacji związanej z publiką. Jest ona tak dynamiczna, że wszystko może się gwałtownie zmienić do listopada. Może ludzie będą mieli obowiązek założenia maseczek w arenie, albo mieć odstęp jednego krzesła między sobą. Na obecną chwilę, według mnie wszystko jest możliwe dla wydarzenia w Rio, naturalnie z odpowiednimi obostrzeniami i zasadami bezpieczeństwa.

To słuszna uwaga, patrząc na przykład na to, jak błyskawicznie zmieniło się wszystko w Europie przez ostatnie trzy miesiące.

Dokładnie. Rządy, jak najbardziej właściwie, wprowadzają przeróżne zmiany co jakiś czas, reagując na sytuację. Dlatego też jest to wręcz niemożliwe, aby przewidzieć, jak będzie wyglądał listopad w Brazylii.

Czy na stan dzisiejszy Heretics posiada zdolności, które pozwolą Wam zakwalifikować się do następnego Majora?

Z pewnością posiadamy wszystkie potrzebne do tego umiejętności. Dla nas, ESL One: Road to Rio jest pierwszym turniejem, gdzie gramy przeciwko formacjom tego typu. Mam na myśli, że jest to na razie jedyny grunt, na którym możemy pokazać się przeciwko najlepszym z najlepszych, pokroju Astralis czy fnatic. Przeszliśmy przez fazę grupową, może nie w najładniejszym stylu, ale zdołaliśmy pokonać Complexity, Dignitas, ENCE. Zabraliśmy mapę fnatic i prawie zrobiliśmy to samo Duńczykom. Nie jest to w żadnym wypadku zły rezultat, jak na pierwsze próby przeciwko rywalom tego pokroju, a może być jedynie lepiej.

To bardzo interesująca kwestia, ponieważ format kwalifikacji do Rio de Janeiro jest niesamowicie długi. Musicie wziąć udział w trzech turniejach i w każdym z nich rozegrać masę spotkań. Teoretycznie, zakwalifikowanie staje się o wiele trudniejsze do osiągnięcia, ale z drugiej strony, daje Wam możliwość rozwoju. Zgodzisz się z tym, że ten system Wam odpowiada?

Oczywiście, że zapewnienie sobie udziału w Rio zajmuje za długo. Z jednej strony, to odpowiada to zespołom takim jak my, Copenhagen Flames, c0ntact. Wraz z tymi drużynami nie znajdujemy się w najlepszych ligach, stąd też nie mamy żadnych możliwości rywalizowania ze światową czołówką, przez co nie możemy oceniać jak byśmy wypadli na ich tle. Road to Rio nam na to pozwala.

Wcześniej mieliśmy Minora, Tak, pozwolił nam się zakwalifikować, ale udziału w nim nie brało Astralis, FaZe, G2 i inne nazwy z topki HLTV. Pominęliśmy jeden krok, ale dzięki temu możemy spróbować swoich sił przeciwko wcześniej wymienionym ekipom i możemy sprawdzić, jak nam z nimi pójdzie. To za to pozwoli nam przygotować się na kolejne zmagania z lepszymi składami, do czego może dojść już w fazach zasadniczych turniejów, chociażby na samym Majorze w tym przypadku. Ten aspekt jest na naszą rękę.

Z drugiej strony, rozumiem narzekania tych lepszych, byłych Legend etc. Z wieloma różnymi ligami online w dzisiejszych czasach, muszą grać praktycznie codziennie. Dodatkowo, nie jest to na LAN-ie, więc zawsze znajdą się tacy, którzy będą narzekać, że inaczej im idzie gra przez internet, a inaczej offline. Ale hej, zwykle zapominają, że ich oponenci mają to samo, więc mogą użyć tego samego argumentu.

Mówiąc o gruncie do testowania, chciałbym przeskoczyć na temat BLAST Rising. Ideą rozgrywek jest umożliwienie zespołom spoza top 30 rankingu HLTV rywalizacji, dzięki której zyskają doświadczenie, które za to zezwoli im na dojście na szczyt. Widzisz to w podobny sposób?

Uważam, że jeżeli grasz tak wiele spotkań, jak w BLAST Rising na przykład, to nie zawsze będziesz z tego czerpał korzyści. Nie możesz oczekiwać od zespołów grania na ich najwyższym poziomie cały czas. Z tego powodu też, czasami na przykład zauważyć można składy z najwyższej półki zawodzące w kwalifikacjach. BLAST Rising opiera się na przyjemnej idei, ale dla mnie wymaga za dużo gier do rozegrania. Ich spora ilość pozwala na więcej zaskoczeń. Gdybyś się przygotowywał na mniejszą ilość spotkań, mniej prawdopodobne, że faworyt by w nich zawiódł. Jest to dobre dla niżej ulokowanych formacji, aczkolwiek niekoniecznie odzwierciedla kto jest wśród nich lepszy.

Daje to także miłe wrażenia. Jeżeli skład z niższych pozycji odniesie sukces w turnieju tego typu, to pokaże, że jest dominujący w zakresie swojego rankingu. Dodatkowo, powinno dać mu to mały awans. Jest to jednak tylko wrażenie, ponieważ triumfatorzy nie muszą być stanowczo najlepsi, ich rywale mogą mieć po prostu zły dzień. Mam na myśli to, że kiedy graliśmy w ramach BLAST Rising przeciwko sAw, to wygraliśmy, natomiast przegraliśmy przeciwko Portugalczykom w innej, hiszpańskiej lidze.

Biorąc to wszystko pod uwagę, wciąż mam wrażenie, że jesteście faworytami do wygrania zmagań współorganizowanych przez Fantasyexpo i BLAST. Zgodzisz się?

Nie jestem pewien. Wśród potencjalnych przeciwników znajdują się dobre drużyny, jak Movistar Riders, HAVU, Nordavind, które mogą zwyciężyć. Wraz z tą trójką jesteśmy najwyżej ulokowani w rankingach HLTV, ale to nie ma takiego znaczenia. Liczy się to, co pokażesz na serwerze.

Chciałem także zahaczyć o temat AVEZ, rywali z Waszej grupy. W oczach wielu polskich widzów, Ośmiornice są najlepszą rodzimą formacją na międzynarodowym gruncie. Przez ostatnie trzy miesiące przechodzili przez pokaźną ilość kwalifikacji. Jak byś ich ocenił?

Jeżeli pamięć mnie nie myli, to graliśmy z nimi na Nuke’u, gdzie doszło do dogrywki. Muszę przyznać, uważamy, że Nuke to jedna z naszych najlepszych map, tak więc skoro ktoś doprowadził nas na niej do dogrywki, to musi coś znaczyć. Są całkiem dobrzy. Jeżeli będą ciągle pracować, mogą mieć przed sobą świetlaną przyszłość, ale muszą w to włożyć naprawdę ogrom ciężkiej pracy. Wierzę, że w Counter-Strike’u praca włożona w rozwój jest ponad wszystkim.

Ostatnim tematem, na który chciałem z Tobą porozmawiać, jest polski CS w porównaniu do międzynarodowej sceny w obecnych czasach. Raczej zgodzisz się z tym, że nie ma obecnie polskiego składu, który mógłby rywalizować na równi z równym przeciwko czołowej trzydziestce HLTV.

To prawda, nie ma obecnie dobrego polskiego zespołu.

To smutne, kiedy pomyślisz o VP z 2014/15 roku dla przykładu, które zdobyło ogromną ilość trofeów. Tak jak zaznaczyłem na początku, jesteś weteranem Counter-Strike’a, który po wielu latach wciąż utrzymuje się na szczycie. Można by powiedzieć to samo o wielu innych zawodnikach, lecz niekoniecznie o tych z nadwiślańskiego kraju. Czemu ludzie tacy jak byali, Snax na przykład, którzy byli absolutnymi bestiami w swoich szczytowych momentach kariery, nie mogą wrócić do przyzwoitego poziomu?

Gra się mocno zmieniła przede wszystkim od czasów 2014 roku, przez co indywidualności, które były niegdyś fantastyczne, nie muszą być dobre dzisiaj. Dodatkowo, takie osoby mogły po prostu stracić motywację. Jak się starzejesz, zaczynasz zakładać chociażby rodzinę, więc Twoje priorytety się zmieniają. Kiedy jesteś młody, nie posiadasz tylu zmartwień. Masz więcej czasu, jesteś głodniejszy sukcesu, bardziej zaangażowany. Starzy weterani osiągnęli sporo i nie muszą dzisiaj już nic udowadniać.

Dlaczego więc te ogromne nazwiska nie mogą dołączyć do młodego zespołu i uformować z jego aspirujących, utalentowanych członków młodych gwiazd, tak jak Ty to robisz w Heretics? Niektórzy zawodnicy starego VP starali się to robić, lecz poza MICHU uważam, że nie ma pokaźnych rezultatów.

Mam wrażenie, że w polskich drużynach nie widzisz zbytnio nowych twarzy, które mogą zostać ukierunkowane w stronę rozwoju i zostania graczem z najwyższej półki. Posiadacie praktycznie te same nazwiska, które w kółko jedynie zmieniają formacje. Może poza trio z AVEZ, czyli Markosiem, Kylarem i kEIem, którzy pokazali, że faktycznie mają potencjał, kiedy z nimi graliśmy. Kiedy spojrzysz na przykład na obecny skład AGO, to moim zdaniem zauważysz graczy, którzy są na scenie od zawsze. Wyjątkiem jest f1ku, który jest niesamowity jak na swój wiek.

Ma zaledwie szesnaście lat.

Dokładnie. Jeśli spojrzysz na francuską scenę, to zauważysz, że są na niej nowe, obiecujące osobistości, o których nie tak dawno nie było w ogóle słychać. W Vitality jest ZyWoO i Misutaa, w G2 jest Jackz i Amanek, którzy niedawno byli nieznani na międzynarodowym podwórku. W naszych szeregach jest Maka i Nivera. Ludzie nigdy nie słyszeli o nich, ale my ich zauważyliśmy, wyciągnęliśmy do nich rękę, nauczyliśmy ich, daliśmy im szansę.

To jest ogromny problem w Polsce. Nie posiadacie ludzi, którzy osiągali sukcesy na początku CS:GO, a teraz starają się uformować zawodników od samego początku. We Francji zawsze były takie osobistości i co ważniejsze, udawało się to im. Shox, Apex, RPK i ich cała trenerska otoczka w sztabie szkoleniowym dla przykładu. Podobnie w G2 i u nas.

Mam wrażenie, że różnica pomiędzy Francją i Polską jest taka, że w Twoim kraju, tak jak powiedziałeś, wciąż są zespoły w światowej czołówce. Mogą one przyjąć takiego młodzika w szeregi, zbudować go od podstaw i co jest możliwie najważniejsze, zapewnić im rywalizacje na najwyższym szczeblu. U nas, nad Wisłą, nie posiadamy obecnie takich organizacji, składów. Ostatnim przykładem tego typu był moim zdaniem, tak jak wspomniałem, MICHU, kiedy dołączył niegdyś do osiągającego wtedy jeszcze sukcesy Virtus.pro.

Dokładnie to miałem na myśli. To, co polskie ekipy mogą obecnie zrobić, co jest możliwie najtrudniejszą możliwą opcją, aczkolwiek innej nie posiadacie, to uczyć się od samych siebie. Może w ten sposób powstanie piątka, która coś osiągnie i przełamie barierę top 30 rankingu HLTV. Taka drużyna musi jednak znaleźć odpowiednio doświadczone zaplecze trenerskie i menedżerskie, które będzie ich wspierać, w tym niewątpliwie trudnym zadaniu. 

Mateusz „StylaYoshi” Miter: You are a legend of Counter-Strike, competing for such a long time in 1.6, Source and CS:GO. After all this time now you’re in Heretics, a team that is slowly making it’s way to the top of the rankings. What would you, a player with such experience, say about the atmosphere in the squad?

Fabien „kioShiMa” Fiey: It’s actually pretty good. We had many issues before all the roster changes etc., when we played we had problems and weren’t feeling ourselves. But now that we have this group of people, I don’t see nothing wrong with it. Relation-wise we have never had atmosphere problems in this certain group, since we have the same goals and we are all on the same page when we are trying to achieve it. We are trying to do and play our best, and I think that everyone is kind of friends with each other, which definitely helps a lot.

Do you feel like you’re making progress in 2020?

Certainly.

After ESL New York last year, before joining Heretics, you told HLTV that you shouldn’t join a team thats going downward and searching for their identity. I guess that Heretics is quite the opposite, since you’ve been finding bigger and bigger successes throughout the year. Would you agree?

The thing is, the success is kinda different. When I chose to go to Heretics, we started with basically nothing. We are grinding our way to the top tier, because with the new line up we had no slots in any competition. So we did a season of for example ESEA Open, which is like the beginning of the beginnings. We tried every qualifier and we tried literally everything. We managed to make it to where we are now, and in my eyes it is a tremendous effort from the team and the progress that has been shown is literally insane so far.

In the same interview you said that you had to find a team and work up your way back to the top again. Individually, are the worse days behind you and are you on the road of being one of the top players again? Or perhaps you’re taking a role that’s more so in the back of the team?

Definitely, I’m not the star player of the team. My role makes other players shine, and it’s not something negative. I’m a team player and I love to win, no matter how, so as long as we’re winning it doesn’t matter whether I’m a player with 35 kills or my teammate is the one leading in terms of statistics. A win is a win, I’ll be as happy either way. Naturally, when we’re losing and I have for example 5 kills, it’s very different.

So you’re looking at success now more as a team rather than individually?

I mean, it comes a bit together. The way I see it is that when a team succeeds, every player has to do their own role right.

I want to talk a little bit more about the roster changes. Recently a young Nivera joined the team, and role changes internally followed. How would you rate the new structure of Heretics?

Before he came we definitely had issues with roles and the way we wanted to play. We had players that weren’t ready to change for the better of the team. So what happened is that, we basically decided how we wanna play and we made changes that allowed us to do so, and Nivera fits that idea perfectly, so naturally we picked him up. To be honest, since he joined, we’ve had the best results we’ve ever had, so something certainly must be working so far.

So with things going so well and according to plan, what are your plans and goals for 2020, both individually and as a team?

Right now we’re focusing on the Major. We really wanna make it to Rio. We know it’s gonna be long and eventful road, since there are three qualifiers and so many matches to achieve that. But honestly, every single match we are giving everything we have, so i am faithful and confident. For us as a team it is especially important, because no one beside me has been to the Major before. For them it would be a huge achievement. Personally, it would mean a lot to me as well, because it is something I can kinda “give it”, help them reach their goals and dreams.

On the side we got a lot of competitions that we’re participating, being part of, which allow us to grind our way back in the rankings. If we do make it to the top, we will be able to get invited to even more exclusive competitions.

Talking about the Major, the way I see it is that it’s probably going to be without the crowd. How do you, two time winner of Valve supported event, feel like about the possibility of a Major taking place behind close doors?

When you play a Major, one of the most important thing is the atmosphere. I’ll always remember that when I played them, when I was winning the crowd was going totally ham, and that’s the beauty of any sport to be honest. Because of it, as of now it wouldn’t be as powerful, as magical for any player, to have no people in front of the stage.

On the side note, I’m not sure about the crowd situation. The situation is so dynamic with the coronavirus, that everything could rapidly change until November comes. Maybe people will have a responsibility to wear masks on site, have one chair separate every viewer. As of now, for me everything is still possible for the event in Rio, with the proper safety measures naturally.

That’s a fair point, looking for example how things in Europe have been changing in the past three months.

Exactly, the governments, rightfully so, have been changing things over and over, reacting to the situation, so it’s nearly impossible to predict as of now how November in Brazil will look like.

So as of now, do Heretics have what it takes to qualify for the next Major?

Oh yeah, definitely we have all the skills necessary to qualify. For us, Heretics, ESL One: Road to Rio is the first tournament we are playing against this kind of teams. What I mean is that it’s the only ground so far, that allows us to show ourselves versus the top of the top, like Astralis, fnatic. We’ve made it through the group stage, maybe not in the best manner, but we managed to beat Complexity, Dignitas, ENCE, we took a map from fnatic and we nearly took a map from the Danes. So it’s not a bad result at all for a first showing versus competition like this, and it can only go better from this point on.

And this is especially interesting, because the format of qualifiers to Rio de Janeiro is exceptionally long. You have to take part in three seasonal tournaments, in which you play tons of matches. Theoretically, qualifying gets a lot harder to achieve, but on the other hand it gives you an opportunity to grow, especially for a team such as Heretics. Does the new format suit you?

Of course it takes too long first of all. On one hand, it’s good for the teams like us, Copenhagen Flames, c0ntact. We along with these teams are not in the top leagues, hence we don’t have opportunities to play versus the top, and therefore we couldn’t judge how we compare to the best teams. And Road to Rio allows us to do so.

Before, we had the Minor. Yes, it allowed us to qualify, but it didn’t have Astralis, FaZe, G2, all those top names. We skipped a step, but in doing so we can play against them, see how we do, and prepare for the next matches against the top, which could possibly happen in the officials tournaments, Major in this instance. This aspect benefits us overall.

On the other hand, I understand top teams’ complaints. With so many different online leagues nowadays, they have to play basically everyday. Additionally, it is not on LAN, so there always will be some that complain that they perform differently offline, but hey, they tend to forget that so do their opponents, so you could kinda make the same point.

Speaking about the grounds to compete, I would like to jump into the BLAST Rising tournament. It’s idea is to allow teams not in HLTV’s top 30 to compete and gain experience, make their way to the top. Do you see it that way?

The way I see it is that, if you play so many matches, like in BLAST Rising for example, you’re not always gonna benefit from that. You can’t expect from teams to always play at their top. That’s why sometimes you see top sides fail in qualifiers for example. BLAST Rising has a nice idea behind it, but for me it requires too many matches to be played. A big amount of them allows more upsets, than preparing for fewer games. So it’s good for the lower teams, but it doesn’t necessary reflect who’s better among them.

It also gives a nice impression. If a line-up from the lower rankings succeeds in a tournament like this, it will show that they’re dominant in their region of the rankings, and it will probably give them a boost. Additionally, I say it’s a impression, because a winner doesn’t have to be exactly the best, their rivals might just have a bad day. What I mean is, we played against sAw for example, and won, but we lost against them in another league in Spain.

Considering all of this, I still feel like you’re the favorites to win the whole thing. Would you agree?

I don’t know, there are still some good teams, like Movistar Riders, HAVU, and Nordavind, who can win. Alongside with these three we are the highest ranked teams, but that doesn’t matter as much. What matters is that you prove to be better on the server.

I also wanted to tackle the topic of AVEZ, with who you’ve been put in a group with. In the eyes of many polish fans, they are the best domestic squad internationally. For the past 3 months they’ve been going past through a lot of qualifiers. How would you rate them?

If I remember correctly we played Nuke against them, which went to the overtime. I gotta admit, we feel like that it is one of our best maps right now, so if someone took us to overtime on it, it must mean something. They are pretty decent. I feel like if they keep working, they might have a bright future ahead of them, but they have to work hard. In Counter-Strike, I believe that work put into performing and growing is utmost important thing.

So the last topic I would like to talk about is polish CS compared to the international scene at the moment. You’d probably agree that there is no polish squad that could compete with teams from HLTV’s top 30 for example.

Yeah, there are no decent polish teams nowadays.

It’s sad when you think of 2014/15’s VP for example, who have won enormous amount of trophies. As I said in the beginning, you are a Counter-Strike veteran, who after all these years stays at the top, and you could make cases like this about a lot of other players as well, but not about the polish ones. Why is it that people like byali, Snax for example, who were absolute beasts in their prime times, can’t return to the decent level of playing?

First of all, the game evolved a lot since 2014, so the individuals that were good back then, don’t exactly have to be decent today. Additionally, they could just lose motivation. As you get older you start building family etc., so your priorities change. When you’re young you don’t have all these things to worry about. You have more time, more hunger to prove yourself, more sheer commitment. Old veterans have achieved a lot, and they don’t have to prove it anymore.

So why can’t these big names come into a young team, and shape future stars from the young and upcoming players, like you are in Heretics? Some players of old VP have been doing that, but except MICHU, I feel like there are no results.

I feel like in polish teams you don’t see that many new names either, that many talents that can be directed toward being a star. You basically have the same names changing teams over and over. Maybe except the trio from AVEZ, Markoś, Kylar and kEI, who have proven they are talented and possible threats when we played them. If you look at the current roster of AGO for example, I feel like their players have been there forever, except f1ku, who is exceptionally good for his age.

He’s only sixteen.

Exactly. If you look at the french scene for example, there are new, promising people that you’ve never heard before all over the place. In Vitality there is ZyWoO and Misutaa, in G2 you have Jackz and Amanek, who not so long ago were unknown to the international scene. In our team there is Maka and Nivera. People have never heard of this names, but we brought them up, taught them, gave them a chance.

That’s the issue with Poland. You don’t have people that have been successful in the beginning of CS:GO, who are trying to form players from the start. In France there have always been those, who were giving hand to the upcoming talents, and were successful in bringing them to the top. Shox, Apex, RPK and their staff in Vitality, same for G2 and us.

I feel like the difference between France and Poland is that, in your country, like you said, there are still teams at the top, which can take a young player into its rank, build them up, and what’s maybe the most important, provide them with world’s best competitions. There are no such organizations, squads in Poland right now. The last example of such case was MICHU I guess, when he came into the Virtus.pro.

That’s what I was saying. What polish teams can do right now, which is possibly the hardest option, but they have no other, is to learn from themselves basically. Maybe they can form a squad, that finds success and breaks that barrier of top 30 of HLTV, if they collect coaching and management stuff, who will be experienced enough to bring them up and support them in this tough challenge.

Mateusz „StylaYoshi” Miter – śledź autora na twitterze/follow author on Twitter   →