Mistrzowskie fnatic, FaZe na szczycie rankingu HLTV, brazylijskie SK, dwie polskie drużyny w TOP20 świata – tak wyglądało CS:GO, gdy gościliśmy ostatni zespół znad Wisły na IEM Katowice. Po 3 latach w końcu się doczekaliśmy następców legendarnego Virtus.pro – tym razem w katowickim turnieju udział weźmie Wisła Kraków.

IEM Katowice 2021 startuje za mniej niż 24 godziny. Mimo że ponownie odbędzie się bez kibiców, to jako polscy fani mamy powody do radości – w końcu do rozgrywek wraca nasza rodzima drużyna. Jest nią Wisła Kraków, która od kilku tygodni przygotowywała się do swojego najważniejszego turnieju w historii. Zaledwie kilku Polaków miało zaszczyt zagrać na IEMie, tym samym cała piątka jest oczywiście debiutantami na katowickim wydarzeniu. Z tego powodu wsiądźmy w machinę czasu i przypomnijmy sobie, jak świat CS:GO wyglądał, gdy po raz ostatni mieliśmy polską drużynę na tym wyjątkowym turnieju.

Zmierzch Virtus.pro

Oczywiście w 2018 roku w zarządzie rosyjskiej organizacji nikt na poważnie nie myślał o porzuceniu polskiego składu, wręcz przeciwnie – VP próbowało reanimować swój zespół kilkakrotnie, zanim czara goryczy się przelała. Początek 2018 roku to jednak był również początek końca Virtusów jakich znaliśmy. W lutym, kilkanaście dni przed IEMem z drużyną pożegnał się TaZ, a do składu wskoczył MICHU. Muller był od miesięcy naturalnym następcą, namaszczonym przez polską publikę wybrańcem, który miał podnieść upadające Virtus.pro.

IEM Katowice to jednak ogromne rozczarowanie i pożegnanie się z turniejem po zaledwie dwóch dniach. Porażkę z G2 można było zrzucić na indywidualne błędy, przegrana z Heroic była już jednak blamażem. RUBINO w roli kata przywołał w głowie flashbacki z DreamHack Cluj-Napoca, gdy Polaków pogrążył jeszcze wtedy szerzej nieznany Norweg jkaem.

IEM Katowice 2018 miał być dla nowej, z MICHEM na pokładzie, drużyny istnym kołem zamachowym. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego, a Virtusi zaczęli sypać się jak domek z kart. Wkrótce z zespołu odszedł Snax, jesienią zaś byali. Pod koniec 2018 roku zobaczyliśmy już kompletną przemianę składu, a zarazem zakończenie pięknej historii, którą napisali Virtusi.

Symboliczne jest obecnie to, że to właśnie Virtus.pro będzie pierwszym przeciwnikiem Wisły Kraków na IEM Katowice 2021. Piękna klamra, która, miejmy nadzieję, otworzy dla polskiego CSa nowy rozdział.

Era PNA – Przed narodzeniem się Astralis

No dobrze, może nie stricte przed narodzeniem się organizacji, ale na pewno przed spektakularnym wystrzałem formy. Marzec 2018 rok to czas, gdy Astralis oczywiście było w orbicie najważniejszych wydarzeń na świecie, ale rzadko kiedy sięgało po najwyższe laury. Duńczyków moglibyśmy nazwać solidną, ale wciąż pukającą do wielkich bram drużyną. Oczywiście device i spółka mieli za sobą już zwycięstwo na Majorze, ale takie jednorazowe wybryki zdarzały się również innym zespołom, które po prostu wstrzeliły się z formą. Na IEM Katowice 2018 Astralis zajęło czwarte miejsce, ale niecałe 2 miesiące później wspięło się z 8. na 2. lokatę w rankingu HLTV. I zostało tam na kolejne 14 miesięcy, oraz wyrosło na najlepszą drużynę w historii gry od Valve.

Wysokie loty, wysokie oczekiwania

Co prawda projekt pod nazwą Virtus.pro wiosną 2018 znajdował się już w stanie wczesnego rozkładu, na polską scenę wleciały jednak Jastrzębie. Mowa oczywiście o AGO, które poważnie pukało do drzwi wielkiego CSowego świata. Organizację reprezentowała wówczas słynna piątka w postaci Furlan, GruBy, snatchie, phr, TOAO, która zagrała na zamkniętych kwalifikacjach do IEM Katowice i w marcu owego roku znajdowała się wśród 20 najlepszych ekip świata. Dla polskiej drużyny był to historyczny peak, do którego później ciężko już było wrócić, a kolejne zmiany ostatecznie nie sprostały oczekiwaniom.

Cisza przed burzą

2018 rok był szalonym rokiem dla fnatic, chociaż w marcu nic jeszcze na to nie wskazywało. Szwedzi zostali mistrzami IEMu Katowice – swoją drogą chyba ich ulubionego turnieju. Ich forma poprawiała się z tygodnia na tydzień i nagle… istny chaos. Drzwi organizacji zaczęły przypominać obrotowe, a ruch był większy niż w Walentynki na Krupówkach. Zawodnicy zaczęli odchodzić i przychodzić, nowi gracze jak Lekr0 i Golden zostali przechwyceni przez inne marki, na ławkę powędrował flusha, w koszulce fnatic pojawił się nawet ScreaM! Istne szaleństwo, które zakończono dopiero w 2020 roku.

Oś za Wielką Wodę

2018 rok to również czasy, gdy dawała o sobie znać amerykańska scena. Na światowym topie były amerykańskie organizacje, aktualnym zwycięzcą Majora było Cloud9, coraz częściej dawało o sobie znać Liquid, a IEM Katowice 2018 był ostatnim momentem, gdy mogliśmy oglądać legendarne SK Gaming. Od tego momentu zaczęło się sypać C9, SK zaś poczyniło hit transferowy, ściągając do siebie Stewie2K, by trzy miesiące później przekazać skład innej marce – MIBR. Był to czas, gdy amerykańska scena przykuwała uwagę nawet europejskiego widza, była naprawdę interesująca. Zwłaszcza, gdy porównamy ją do obecnych czasów, gdy z miesiąca na miesiąc coraz bardziej zanika na rzecz Valoranta.

Cechy wspólne?

3 lata, to z perspektywy fana CS:GO ogrom czasu. Od ostatniego występu Polaka na IEM Katowice zmieniła się niemalże cała scena, naprawdę ciężko doszukać się chociażby jednego elementu, który spajałby te dwa miejsca na osi czasu (no dobrze, jest jeden taki gagatek – device – który po prostu zabetonował się w ścisłej światowej topce). Tym bardziej wyczekiwany jest mecz Wisły Kraków, która jutro rozpocznie swoje zmagania. Maruderzy mogą powiedzieć, że to tylko faza Play-in, nie „właściwy turniej”. Tu jednak czeka kolejny haczyk, bowiem przez 3 lata tak wiele się zmieniło, że nawet format IEMa uległ zmianie! Nam pozostaje trzymać kciuki za Białą Gwiazdę i chociaż szanse zespołu są niewielkie, to każda runda na tym pięknym wydarzeniu powinna cieszyć równie mocno.