Temat, który wraca jak bumerang i jak bumerang w rękach aborygenów, też potrafi być śmiercionośną bronią. Hejt w świecie esportu. Chociaż ja byłbym skłonny bardziej spojrzeć na gaming ogółem, bez wydzielania profesjonalnego grania w gry.

Dyskusję na ten temat sprowokował Grzegorz „SZPERO” Dziamałek tym tweetem:

Zawodnik Wisły Kraków broni tutaj swojego byłego kolegę z zespołu – Wiktora „mynio” Kruka, który w ostatnim czasie jest nękany przez czat na Twitchu podczas każdego meczu Anonymo. Wyniki tego obiecującego zespołu kompletnie nie idą w parze z oczekiwaniami, więc kibice wylewają swoje żale w najprostszy sposób – wyzywając graczy, czy też tego, który akurat najmniej fraguje, na czacie znajdującym się obok transmisji. Zachowanie jak najbardziej karygodne. Ja osobiście nigdy nie rozumiałem fenomenu „czatu”, nie udzielałem się, nie czytałem, wręcz z przyjemnością go chowam podczas transmisji jakichkolwiek meczów. Niezależnie, czy jest to polski czy zagraniczny stream.

Zamiatanie jednak czegoś pod dywan nie sprawi, że problem zniknie, czy się o nim zapomni. Mam świadomość tego, co dzieje się podczas spotkań i po prostu jakie jest polskie community. By sobie to uświadomić, wystarczy grać match-makingi w CSa do czasu, aż spotkamy Polaka w zespole. Niestety w większości, bo nie ma co generalizować, ale niestety w większości nie są to relacje, które wymagałoby się od kolegi z drużyny. Co więcej, jeśli ktoś na voice czacie (czy też na pisanym, jeśli mówimy o przeciwnikach) zaczyna wyzywać i zachowywać się toksycznie, to można mieć podejrzenia graniczące z pewnością, że jest to rodak. I tutaj zmierzamy do clue tematu. Czy rzeczywiście ludzie zamieniają się w zwierzęta tylko podczas spotkań polskich drużyn?

Nie do końca. Problem nienawiści szerzącej się w Internecie jest o wiele bardziej zakorzeniony. Nie tylko branża esportowa walczy z wyrwaniem tego chwasta, bo każdy, kto porusza się po przestrzeni internetowej codziennie napotyka się na fale hejtu. O wiele mądrzejsze głowy ode mnie dywagowały na ten temat, w skrócie można powiedzieć, że poczucie anonimowości i wrażenie bezpieczeństwa, wynikające ze znajdywania się „za cyfrowym murem” są niestety powodem, dlaczego Internet obecnie wygląda, jak wygląda.

Gaming to jednak specyficzny rodzaj przestrzeni cyfrowej, w kwestii hejtu powiedziałbym nawet, że jest to 9 krąg porównując Internet do piekła Dantego. To wiele młodsze społeczeństwo, wychowane w nowym świecie, gdzie Internet to codzienność. To rywalizacja, która dodatkowo podnosi poziom adrenaliny, przez co puszczają hamulce ludziom młodym, którzy jeszcze nie są dojrzali emocjonalnie. To także ogromna rzesza streamerów i youtuberów, których słownik wyrazów frazeologicznych został zastąpiony słownikiem punchy i obleg. Kto komu bardziej dowali, ten jest fajniejszy i popularniejszy. Niestety, ale przez lata tolerowania tego typu zachowań doprowadziliśmy do obecnego miejsca. Nie gasiliśmy pożaru, teraz walczymy z trudną do opanowania pożogą. Moim zdaniem, niestety niemożliwą do ugaszenia.

Co gorsza, do tej katastrofy swoje trzy grosze wrzucili również ludzie bezpośrednio związani z esportem. Nieuzasadniony, destrukcyjny dla odbiorcy hejt? Gdzieś to już chyba słyszałem:

Złośliwi powiedzą, że karma wraca, zwłaszcza, że wśród „ELYTY” znalazł się również mynio, teraz znajdujący się po drugiej stronie brzegu. Nawet udało mi się na ten temat porozmawiać z Bożydarem, do wywiadu zapraszam tutaj, ale wyodrębniłem jedną wypowiedź na pytanie, czy otrzymał przeprosiny:

Na pewno nie od wszystkich, a przede wszystkim nie od tych, od których mi się te przeprosiny należały. Szczerze mówiąc trochę się przejąłem tą rozmową i tym, że ludzie zaczęli tak na mnie najeżdżać.

2017 rok. Problem nie istnieje od wczoraj i nie zniknie jutro. Problem był pielęgnowany i dokarmiany przez przykłady „z góry” czyli od profesjonalistów. Idźmy dalej:

Owszem, zabawne, ale czy to nie jest właśnie przykład takiej toksyczności wśród gamerów? No co, jak mój idol tak pisze, to ja to powielę, później dodam coś od siebie i rodzi się problem. Niestety, ale problem nie bierze się znikąd, każda reakcja ma swoją akcję. Żeby to dobrze wybrzmiało – oczywiście, że nie bronię w żaden sposób hejterów. Po prostu wydaje mi się, że warto trochę bardziej refleksyjnie podejść do tematu. HONORIS właśnie rozpoczęło akcję 100 % ESPORTS 0% HATE, tyle co ruszyła Twitterowa akcja #friendlyfire0. Patetyczne nazwy, tylko boję się, że za kilka dni tematy przeminą, a toksyczne zachowania powrócą jak tytułowy bumerang. Słowa to jednak nie czyny, a te chciałbym zobaczyć najbardziej. Najprościej będzie zacząć od hamowania negatywnych emocji chociażby na streamach. Bez wyzwisk, przekleństw i nerwów. To byłby dobry przykład tego, jak kibice i gracze powinni się zachowywać podczas spotkań. Że można po prostu inaczej.