Po finałach Polskiej Ligi Esportowej usiedliśmy z Januszem „Hayabusa” Kubskim, osobą, której nikomu nie trzeba przedstawiać. W rozmowie staraliśmy się podsumować kończący się rok, a pod lupę wzięliśmy zwłaszcza nasze podwórko. Jak oceniać osiągnięcia polskich zespołów, czego nam brakuje, aby wrócić na międzynarodowe salony, co szykuje dla nas 2020, i wiele więcej.

Na początku chciałbym poruszyć temat tego, jak wygląda polska scena w porównaniu do zagranicznej. W rozmowie z Kacprem “Kap3r” Słomą usłyszałem, że obecnie nie ma rodzimego zespołu, który podchodzi pod tier 2. Co Pan o tym sądzi?

Jakby spojrzeć na to statystycznie, obecnie ex-Virtusi znajdują się najwyżej w rankingach, zajmują bodajże 25. miejsce na HLTV. Ale ich awans był dosyć niespodziewany – skok z dalekiej pozycji, chyba o jakieś 30 miejsc, dzięki dobremu wynikowi na V4 Future Sports Festival, gdzie doszli do finału, który ostatecznie przegrali z Tricked. Co prawda mieli też dobre występy poza Budapesztem, między innymi w meczach na FaZe, czy na Mous, lecz poza tym było i jest tak naprawdę kiepsko. Choć to wciąż drużyna z potencjałem, na papierze.

Sedno sprawy może się znajdować w tym, że ex-VP potrafią przygotować się na znane formacje, które mają sporo materiału do przeanalizowania. Gorzej im się jednak gra na zespoły, które mniej znają, bądź też takie, które grają niestandardowo. Tak samo z jakiegoś powodu nie potrafią grać z polskimi drużynami. Z kolejnej strony ciężko powiedzieć, co siedzi w ich głowach, bo kwestia psychiki jest jednak istotna.

Patrząc na to, jak formacja Illuminar radzi sobie z innymi rodzimymi ekipami, a także zagranicą, można powiedzieć, że jest ona obecnie najlepszym polskim składem. Coraz lepiej gra i chłopaki naprawdę mają rokowania na bycie jeszcze lepszą ekipą, chociaż na razie nie zasługują jeszcze na miano top 20. Trzeba pamiętać, że światowa dwudziestka jest regularnie zapraszana na największe imprezy.

Do czego IHG jeszcze dosyć daleka droga.

Dokładnie. Obecnie oceniam nasze formacje na około top 30. W porywach będziemy może sięgali miejsc 10-20, natomiast nie zasługujemy na razie na więcej niż te dwudzieste miejsca, które zajmują ex-Virtus.pro. A jest to trzecia dziesiątka rankingu.

Niestety to, że nasze zespoły wygrywają ESL MP czy PLE, nie wystarcza by triumfować za granicą. Ostatnim polskim sukcesem było miejsce VP w finale V4 i Illuminar triumfujące na Games Clash Masters. Doszliśmy do momentu, w którym awans na LANa przez polską formację jest sukcesem, tak jak np. Banja Luka, na którą dostało się Arcy.

Idąc prostym tokiem myślenia, wydaje mi się, że żeby stać się lepszą drużyną, Polacy muszą grać więcej międzynarodowo. W tym celu muszą przechodzić przez kwalifikację, co właśnie za często im się nie powodzi. Dlaczego tak jest, co jest tą przeszkodą w online kwali?

Często były takie podteksty, opinie etc. o tym, że przegrywamy tak naprawdę z nikim, z nieznanymi klanami. Wydaje mi się, że jednym z wielu powodów jest nieumiejętność przygotowania pod granie nieschematycznie. Tak jak wspominałem, łatwiej jest przeanalizować kogoś z topki, kto już jakiś schemat posiada, a do tego w archiwach jest pełno demek. Wiadomo, że takie Astralis na każdy turniej szykuje coś nowego, lecz to wszystko jest do siebie podobne. Jest pewien stały schemat, rutyna, która po pewnym czasie staje się zbyt czytelna dla przeciwników, a zabójcza dla nas samych.

Kiedy polskie zespoły rywalizują np. z nieznanym miksem z Bułgarii, to nie ma demek, nie ma za dużo historii, źródeł, żeby się przygotować. I to nawet nie kwestia samych przygotowań, a reakcji na to co się dzieję. Kiedyś było tak, że jak przegrywaliśmy, to brało się przerwę, zmieniało styl gry, i wracało się z powrotem na właściwe tory. Dzisiaj nasze składy potrafią dostawać 0:10, a wciąż nie potrafią wymyślić innej strategii. Grają zbyt schematycznie, ze spętanymi strachem nogami. Nie umiemy reagować na to co się dzieję. Nie umiemy spauzować gry i pomyśleć. Faktycznie potrafimy odrabiać, ale jak już jest np. 14:4, to jest za późno.

Ale Pan nie może być na pewno jedyną osobą, która to zauważyła. W organizacjach sztaby trenerskie, ludzie wokół zespołu, sami gracze, na pewno doszli nieraz do podobnych wniosków. Czemu w takim razie tego nie naprawią? Gdzie leży problem?

Myślę, że my mamy taki sposób grania, nawet jest o tym filmik, tak zwany “polish style”. Jak jesteśmy na fali, to jesteśmy nie do zatrzymania, a jak nie, no to… łatwo można się domyślić. Łatwo jest się tłumaczyć, że przegraliśmy, bo “heady nie siadały”.

Trzeba umieć, czego polskim drużynom moim zdaniem brakuje, podejmować odważne decyzje w środku rozgrywki. Jeżeli mamy dla przykładu snajpera, któremu AWP kompletnie nie wychodzi w danej grze, to trzeba zadecydować o zmianie, a nie ciągle katować tę snajperkę i zbierać kasę na nią, by w kolejnej rundzie znów nie trafić i ją stracić. Z takim a nie innym podejściem, i naszą mentalnością, będzie jedynie gorzej. Trzeba potrafić przyznać się, że coś nie działa w danym momencie, i być przygotowanym na zmianę, rotacje, zamianę pozycji, zmianę tempa gry. Widać to w niektórych składach, np. w Arcy to czasem wychodzi. Zaczynają gonić, czasem jednak jest już za późno. Często jednak nie umiemy się przede wszystkim sami przed sobą przyznać do błędu, do słabości, do gorszej chwili. A to wcale nie jest wstyd. Każdy ma prawo do gorszych dni.

Lubimy też przysłowiowo “usiąść na kimś”. Polacy w Counter Strike’u lubią dominować, jednak nie radzą sobie, kiedy sytuacja się odwróci. Często gramy zbyt agresywnie, za szybko, przez co przegrywamy rundy. Zbyt szybko chcemy odrobić stratę i wpadamy w coraz głębszy dół.

To fakt – brakuje nam takiej cierpliwości. Było to widoczne między innymi teraz, podczas Polskiej Ligi Esportowej. Możemy tu przywołać sytuację meczu Actiny PACT z Wisłą All in! Games Kraków, gdy Wiktor “mynio” Kruk wygrał sytuację jeden na czterech – matematycznie sytuację nie do wygrania.

Tak, albo akcja Omara “arki” Chakkora, który wygrał jeden na pięciu, bo drużyna przeciwna stworzyła mu pięć sytuacji jeden na jednego. My już tak mamy, że gdy entry fragger zginie, gracz chcący ratować sytuację dokładnie powtórzy jego ruchy i również umrze. Po czym trzeci zawodnik robi dokładnie to samo, myśląc, że może przeciwnik jest już obity. Widziałem masę takich sytuacji, wszyscy powielają błędy, robią dokładnie ten sam ruch, próbując po prostu szczęścia. Albo też gorzej, wychodzenia na pozycję po kolei, zamiast razem, wyglądają czasem tak, jakbyśmy kosztem kolegi z zespołu chcieli potem zdobyć fraga, dobijając przeciwnika.

Inną sprawą, która może być domeną zawodników długo grających ze sobą w Counter-Strike’a jest to, że ich style gry upodobniają się do siebie. Przez co ci zawodnicy często uczą się od siebie dobrych rzeczy, zachowań i reakcji, lecz wraz z tym powielają błędy. Jest to ułatwienie dla przeciwników, którzy wiedzą jak dana osoba zagra i o wiele łatwiej ją rozczytać 

Dzisiaj podczas transmisji rozmawialiśmy o tym, że podczas turnieju było naprawdę dużo wygranych rund force. W międzyczasie śledziłem kwalifikacje do turnieju WESG, w których grało ARCY z Illuminar. W rundzie, która przechylała szalę zwycięstwa na jedną ze stron, Illuminar miało same pistolety i AWP u  STOMPA. Po stracie pierwszego gracza ARCY powinno cierpliwie wyczekać Daniela, a nawet zmienić miejsce ataku, a nie pchać się na niego uporczywie.

Czyli można z tego wyciągnąć wniosek, że w środowisku tak hermetycznym jak polska scena, zespoły i zawodnicy po prostu znają siebie na wylot?

Tak, o czym mówią sami zawodnicy. Jednocześnie ci sami gracze mówią, że nie potrafią grać na inne polskie zespoły. Dlaczego? Częste zmiany kadrowe, mimo że z puli tych samych zawodników, powodują, że naszym łatwiej się gra na teoretycznie lepsze zagraniczne ekipy. Można tu chociażby wspomnieć o Wiśle, która w krótkim czasie wygrała z kilkoma lepszymi składami z Europy, lecz przegrała na ARCY, Illuminar i ex-VP, a teraz z AVEZ i PACT.

Czy w takim razie organizatorzy polskich turniejów i lig mogą jakoś temu zaradzić? Na przykład zapraszając więcej zespołów z zagranicy?

W Polskiej Lidze Esportowej po raz pierwszy zobaczyliśmy drużynę spoza Polski i, według mnie, jest to dobry wybór. Jedyną rzeczą, która nie do końca mi się spodobała to tak późne ogłoszenie tego faktu, bo po prostu było to dla uczestników niespodzianką. W każdym razie jest to dobra droga, wszak takie turnieje dają nam dużo więcej, bo zespoły jak AVEZ czy CLEANTmix nie mają zbyt często okazji by pokazywać się gdzie indziej niż na polskim podwórku. Wolałbym żeby na takich turniejach jak Polska Liga Esportowa było przynajmniej trzy, cztery zespoły spoza Polski, nawet jeśli nie będą ze ścisłej czołówki. Sądzę, że pule nagród są na tyle duże by zainteresować te europejskie średniaki jak Tricked czy obecne GODSENT, którzy już przecież u nas kilkukrotnie bywali. Byłoby to świetne rozwiązanie chociażby dla młodych polskich graczy, którzy powinni zdobywać jak najwięcej doświadczenia. 

Ale czy polski grajdołek to jedyny sposób na zdobywanie doświadczenia? Może młodzi zawodnicy od razu powinni iść w ślady mantuu, który obecnie reprezentuje OG, czy dychę, który według plotek też ma trafić do międzynarodowej formacji.

Z pewnością jest to jakaś droga. O mantuu nie mogę zbyt wiele powiedzieć, widziałem go raz, czy dwa razy na serwerze. Nigdy nie śledziłem jego kariery i nie znam jego możliwości i stylu gry. Jeśli chodzi o Dychę, to mogę powiedzieć, że jest wielkim talentem, jednym z największych odkrytych w ostatnich latach. Jednak czy Paweł poradzi sobie komunikacyjnie, językowo i psychicznie? To są rzeczy równie ważne jak strzelanie, które jeśli niedomagają, nie będzie wyników. Przykładem może być ex-Virtus.pro, które miało piątkę niezwykle utalentowanych graczy, a jednak coś w środku nie działało. 

Tak, nawet Jarek “pasha” Jarząbkowski w jednym z wywiadów powiedział, że ex-Virtusi powinni się przejeżdżać po polskim podwórku.

Tak, powinni, ale tego nie robili. Sądzę, że powinni dominować nie tylko na polskim podwórku. Mają w każdym razie potencjał. Można spojrzeć chociażby na rozgrywki ESEA MDL Premier Division, gdzie zaliczyli fatalny sezon i musieli grać baraże. A próbując gdzieś ocenić poziom MDL-a, to tak naprawdę jest to światowe top30. Mimo to ex-VP okazało się za słabe.

I tutaj wychodzi kolejna cecha naszej sceny – brak systematyczności. Długotrwałe ligi całkowicie przerastają nasze zespoły. Rozgrywki, które trwają dłuższy okres, gdzie trzeba zagrać na kilkanaście zespołów obnażają brak stabilności formy. Polskie składy są turniejowymi drużynami. Potrafimy się sprężyć, grać dobrze przez jeden weekend, a później przez długi czas nie potrafimy zagrać dobrego meczu na poziomie. Ten sam problem dotyczył również starego Virtus.pro. 

Czy możemy oczekiwać wielkiej szufli na scenie wraz z początkiem 2020?

Zazwyczaj na koniec sezonu widzimy masę zmian. Patrząc na organizacje, które deklarują swoje ruchy jak OG Esport (dziś już wiemy jaki jest skład), czy Dignitas oraz obecną sytuację niektórych składów, jak koniec OpTic Gaming czy ewentualną reaktywację NiP-u w starym składzie – możemy być pewni, że zobaczymy masę zmian. Styczeń na pewno będzie ciekawy pod tym względem. Szczerze mówiąc staram się nie wierzyć we wszystkie plotki, biorę doniesienia DeKay’a z dozą niepewności – interesują mnie tylko oficjalne ogłoszenia. Nie szukam plotek.

Stąd też nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej na temat nadchodzących zmian, bo nie znam jakichś poufnych informacji. Jednego jestem pewny – będzie ich sporo w styczniu. 

Wspomnieliśmy wyżej OG i Dignitas. Dużo się słyszy o tym, że organizacje chcą wrócić lub dopiero wejść na scenę CS:GO. Czy jest to szansa dla ARCY? Czy może powinni pójść w stronę Astralis i sami założyć organizację?

Z tego co słyszałem ARCY chce reprezentować zagraniczną organizację. Po przygodach z devils.one i Codewise trochę zniechęcili się do polskich podmiotów. 

Zresztą w Polsce jest teraz mało miejsca. Jak rozmawiałem kiedyś z osobą z STS, kasacja dv1 i precedens połączenia x-kom i AGO Esport spowodował, że z dwóch drużyn zrobiła się jedna. Nawet dla nich była to duża strata, wszak inwestowali w obydwie ekipy, a teraz została im tylko jedna. Nagle stracili ekipę, w którą zainwestowali już jakieś pieniądze. 

Jeśli chodzi o ARCY, to tak jak wspominałem już w innym wywiadzie, chłopaki są w bardzo trudnej sytuacji. Są w polskiej czołówce, ale nie są najlepszym polskim klanem, tym bardziej, że stracili Dychę i pojawiły się wewnętrzne problemy. Obecny stan tego zespołu raczej nie zachęca żadnej organizacji. Jednak gdyby TaZ, NEO i na przykład pasha zaczęliby znów grać ze sobą, mogliby zostać sporą marketingową ciekawostką. Zainteresowałyby się wtedy nimi podmioty których nie obchodzą wyniki, a zasięgi. 

A kogo powinno pozyskać ARCY w wolne miejsce po Dysze?

Nie wiem. Samo to, że NEO póki co chwilowo dołączył do ARCY, mnie bardzo zaskoczyło. Gdy dowiedziałem się, że Dycha odchodzi byłem już w Rzeszowie, więc nie miałem okazji porozmawiać z Filipem. 

Wiedziałem, że wewnątrz składu ARCY są jakieś poważniejsze tarcia, lecz z tego co mi było wiadomo, Paweł miał dograć trwające rozgrywki – kwalifikacje WESG i turniej Qi Banja Luka. Widocznie plany dynamicznie się zmieniły. Nie chcę wskazywać kogo to była wina. Nieważne kto zawinił – sam Dycha czy ktoś inny, zachowanie to było wysoce niedojrzałe. Podjęcie takiej decyzji, w takich okolicznościach, jest po prostu dziecinne. NIEPROFESJONALNE. Dla obydwóch stron przyniosło to więcej szkód niż korzyści. Powinni schować prywatne utarczki w kieszeń i wyczekać do końca sezonu.

Jeżeli już jesteśmy przy tym, co zespół powinien, a czego nie powinien. Jakie jest Pana zdanie na temat obecnej polityki prowadzenia x-kom AGO? 

Nie wiadomo, jakimi finansami dysponuje tutaj AGO. Moim zdaniem o połączeniu sił AGO i X-kom zadecydowała nie tylko czyjaś fantazja, ale i budżety obu drużyn, ale to oczywiście inna sprawa. Co zaś do podejścia organizacji do graczy, polityki personalnej –  w prawdziwym sporcie jest to dosyć normalny trend.Jak przenosi się piłkarz, to idzie za nim cała rodzina, ale jego na to stać. Pieniądze są zupełnie inne. 

Z punktu widzenia sportowego, logistycznego – mając zespół w jednym miejscu, łatwiej nad tym zapanować. Łatwiej jest kontrolować i trenować danych zawodników. Łatwiej jest zaplanować sprawy medialne, marketingowe i inne. W esporcie niestety nie ma się pewności, że dana osoba utrzyma swój poziom przez kolejne kilka miesięcy, a co dopiero lat. A nikt nieprzydatnego gracza na ławce nie będzie trzymał przez ileś miesięcy czy rok. Kontrakty, obojętnie jak napisane, w esporcie są często zrywane, czy kończone, z dnia na dzień. Stąd niepewność po jednej i drugiej stronie. Graczowi trudno przenieść całą swoją rodzinę, edukację, pracę, przyjaciół, po prostu życie w inne miejsce. 

Weźmy dla przykładu Damiana “Furlana” Kisłowskiego, czy Mikołaja “mouza” Karolewskiego. Kupili mieszkania, urządzili je i nagle musieliby rzucić to wszystko, i wyjechać do innego miasta, bo tam znajduje się organizacja? Na szczęście jeszcze nie mają dzieci. Przy dzisiejszym stanie polskiego esportu, niby bardzo dobrym, wątpię, by jakakolwiek zaproponowała mu taką sumę, żeby to wszystko zrekompensować. Oczywiście wszystko to indywidualna kwestia, a esport to nie sport. Z kolejnej strony nie jestem pewien, czy polscy gracze zasługują na takie stawki. By zarabiać więcej trzeba reprezentować światowy poziom.

To chyba nawet nie jest tak spopularyzowane w reszcie świata. Na przykład mousesports, które ostatnio osiąga fantastyczne wyniki, nie mieszka ze sobą razem, bo członkowie mają najprościej w świecie szkołę.

Na zachodzie jest zupełnie inny styl życia. Nie przywiązujemy się tak do domów, mieszkań, miejsc. O wiele częściej mamy do czynienia z najmem w Ameryce czy w Zachodniej Europie, który jest tam relatywnie tańszy, patrząc na zachodnie zarobki. Często też po prostu zagraniczne organizacje są o wiele bogatsze, przez co ich członkowie również zarabiają więcej, więc ewentualnie mogą sobie na takie zmiany częściej pozwolić. No i poziom życia jest inny, zaś same zarobki w jakiś sposób przyrównuje się do średniej. Jeszcze z innej strony – każda gra charakteryzuje się inną specyfiką, innym podejściem ludzi, na co wpływ mają z pewnością warunki zewnętrzne, czy kultura regionu. Inaczej na to patrzy Azja, uogólniając, inaczej Ameryka, nie wspominając już o południowej, inaczej Europa, a inaczej Polska.

Patrząc teraz na listę wolnych agentów – ARCY, ex-Vp, byali, młodziki pokazujące się w Pasha Gaming School, jaki skład złożyłby Pan na 2020 aby dojść do upragnionego top15 hltv?

Może nie wolnych agentów, nie obserwuję dokładnie akademii, naborów, więc nie znam wszystkich nowych twarzy, ale z tego co jest obecnie chętnie zobaczyłbym taki skład razem – Vegi, jedqr, dycha, neex i ktoś ogarniający to towarzystwo.

I kończąc kto zasłużył na miano najlepszego polskiego gracza w 2019?

Miałbym problem z wyborem, bo cały czas waham się pomiędzy Dychą a Vegim, rewelacją dla mnie jest również STOMP, wydaje mi się, że to najbardziej stabilny snajper na polskim placu boju.

I jeszcze jedno na koniec. W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, chciałbym życzyć portalowi, a także graczom i kibicom Counter-Strike: Global Offensive, wesołych i ciepłych świąt, spędzonych w rodzinnej atmosferze. I oczywiście wszystkiego dobrego w nowym roku!