Historia poprzednich turniejów tej rangi pokazuje, jak bardzo nieprzewidywalne są losy zespołów biorących w nich udział. Do rozpoczęcia Majora w Londynie zostały zaledwie godziny, więc przyjrzymy się nieco bliżej kwestii faworytów.

FACEIT Major: London będzie trzynastym turniejem najwyższej rangi, podczas którego dwadzieścia cztery zespoły powalczą o najwyższe miano oraz lwią część z puli miliona dolarów. Spora liczba uczestników zmniejsza szansę na poprawne wytypowanie końcowego triumfatora, tym bardziej patrząc na chociażby przebieg poprzedniego wydarzenia tego szczebla, które odbyło się na początku bieżącego roku w Bostonie. Wtedy po mistrzowski tytuł sięgnęli reprezentanci Cloud9, na których mało kto stawiał przed rozpoczęciem rozgrywek. Zatem wiele osób stawia przed sobą pytanie – czy w Londynie znów na najwyższym stopniu podium stanie zespół, którego niewielu mogło się tam spodziewać?

Astralis sięgnie po zwycięski tytuł po raz drugi?

Z pewnością wielu, na faworyta turnieju w Londynie, typuje duński zespół Astralis, który obecnie uznaje się za najlepszy zespół na świecie. Duńczycy są w szczytowej formie i nie da się tego ukryć, chociażby patrząc na ostatnią dyspozycję podczas DreamHack Masters Stockholm, gdzie duńscy zawodnicy przegrali finałowe starcie po pełnym emocji boju ze swoimi rodakami z North. Mimo wszystko ekipa Lukasa 'gla1ve'a' Rossander zaliczyła bardzo dobry występ, będący jednocześnie pogodnym prognostykiem przed rozgrywkami w Anglii. Miesiąc wcześniej Duńczycy stanęli na najwyższym stopniu podium podczas ELEAGUE Premier, a w czerwcu zdobyli mistrzowski tytuł piątego sezonu Esports Championship Series. Podopieczni zonica bez wątpienia celują wyłącznie w zwycięstwo. Jednak ich droga nie będzie taka prosta, bowiem podczas bostońskich zmagań gracze Astralis zanotowali jeden z gorszych występów, zajmując 9-16. miejsce, przez które utracili oni status Legend i muszą przebrnąć przez pierwszą fazę turnieju.

Nie bójmy się mówić tego otwarcie, Astralis to największy faworyt do zwycięstwa i niejeden się ze mną zgodzi. Na dziewięć ostatnich turniejów LANowych, Duńczycy aż pięć razy zajmowali najwyższe miejsce, inkasując przy tym niemałą kwotę pieniężną, jednak nie to jest najważniejsze. Duńscy zawodnicy pojawiają się na wszystkich największych turniejach Counter-Strike'a i praktycznie zawsze pokazują się z najlepszej strony. Jednak to jest Major, tu może zdarzyć się wszystko…

Cloud9 nie obroni tytułu z Bostonu

Skadoodle

Prawdopodobnie tak wyglądałby Tyler 'Skadoodle' Latham, gdyby przeczytał to śmiałe stwierdzenie. Jednak bardzo szybko może się ono okazać prawdziwe, patrząc na ostatnie wyniki amerykańsko-słowacko-szwedzkiego obecnie zespołu, który od zwycięstwa w Bostonie zalicza tendencję spadkową. Ostatnim turniejem LANowym Cloud9 był ELEAGUE Premier, który Amerykanie zakończyli na najniższej pozycji w klasyfikacji generalnej. Po tym wydarzeniu do zespołu dołączył GOLDEN, były reprezentant fnatic, który ze swoim starym składem stanął na najwyższym stopniu podium w Katowicach, w marcu bieżącego roku. Szwed jest bardzo dobrym prowadzącym i być może to właśnie Jemu koledzy zawdzięczają tak zuchwały sukces.

Wróćmy jednak do stwierdzenia, jakoby Cloud9 miało nie obronić tytułu. Nie można umniejszać sukcesu Amerykanom, bowiem podczas ostatniego Majora zagrali wręcz perfekcyjnie. Wszyscy zawodnicy idealnie trafili z formą i wspólnie z FaZe, rozegrali najpiękniejszy finał, jaki przyszło nam oglądać od długiego czasu. Jednak wspomniałem wcześniej, że amerykański zespół zalicza tendencję spadkową i od czasu zwycięstwa w Bostonie nie pokazał praktycznie nic. Być może jest to spowodowane ciągłymi zmianami, jakie nawiedzają tę drużynę. Od odejścia Skadoodle'a, przez transfer Stewie2k, emeryturę shrouda, powrót 'Ska' i odejście tarika. Wszystko to sprawiło, że od dawna w pełni północnoamerykański skład posiada obecnie jedynie trzech ojców sukcesu. Obecna forma tych zawodników również nie napawa optymizmem przed nadchodzącymi zmaganiami, dlatego nie wydaje mi się, by Cloud9 obroniło mistrzowski tytuł. Tym bardziej, że sztuka ta udała się jedynie dwóm zespołom, które wówczas panowały na scenie Counter-Strike'a przez długie miesiące, a nie stały się bohaterem jednego turnieju, jak to było w przypadku 'Chmurek'.

Czy Natus Vincere w końcu wygra Majora?

Ostatnie wyniki Natus Vincere wprawiają fanów ukraińskiego zespołu w optymizm. Na pięć turniejów lanowych, aż podczas trzech ekipa Zeusa zajmowała najwyższy stopień podium. Obecna pozycja w światowym rankingu również nie dziwi, Na'Vi plasuje się obecnie na drugiej lokacie i nie zamierza łatwo oddać tego miejsca. Z pewnością najbardziej imponujący był triumf podczas ESL One rozgrywanego w Kolonii, podczas którego Ukraińcy pokonali spektakularnie wspierane przez swoją publiczność BIG. Ostatnim rozgrzewkowym wydarzeniem tej formacji był turniej w Sztokholmie, gdzie s1mple i jego koledzy dotarli do ćwierćfinału. W Londynie Natus Vincere będzie jednym z faworytów, to pewne.

Jednak w swojej historii jedynie Zeus może pochwalić się upragnionym tytułem Zwycięzcy Majora, który zdobył w zeszłym roku wspólnie z Gambit, ucierając nosa swoim obecnym kolegom, którzy wtedy postanowili się go pozbyć. A dziś? Dziś ponownie ramię w ramię walczą o najważniejszy tytuł w karierze. I mają do tego predyspozycje, patrząc na formę obecnych zawodników. Porażka z North podczas DreamHack Masters Stockholm nie była przypadkiem, patrząc na późniejsze losy duńskiej drużyny. W Londynie wszystko będzie toczyć się własnymi prawami, to jest właśnie magia Majorów. Czy tą magię zdołają wykorzystać reprezentanci Natus Vincere?

FalleN na czele brazylijsko-amerykańskiej potęgi

Bardzo ciężko jest wytypować faworyta FACEIT Major: Londyn, bo żeby właściwie przedstawić każdego z nich, musielibyśmy przyjrzeć się ponad połowie ze wszystkich uczestników. Ale jednym z zespołów godnych miana pretendentów zdecydowanie można nazwać MIBR, które obecnie, pomimo zmian personalnych, wciąż posiada pięciu zwycięzców Majora, z czego trzech dwukrotnie wznosiło najważniejszy puchar w swojej karierze. Ostatnim LANowym sukcesem tego składu jest zwycięstwo podczas ZOTAC Cup Masters, kiedy to ekipa FalleNa pokonała gładko w finale polskie Team Kinguin. Jednak kilka dni później, przygodę z DreamHack Masters Brazylijczycy zakończyli w ćwierćfinale, co i tak jest przyzwoitym rezultatem jak na rangę i obsadę turnieju. Triumf w Londynie byłby trzecim mistrzowskim tytułem brazylijskiej trójki, która jednocześnie zrównałaby się z rekordem fnatic. Rekordem, do którego pobicia potrzeba nie tylko znakomitej formy, ale i szczęścia. Tego w ostatnich miesiącach brakowało byłym reprezentantom SK Gaming, jednak los ponownie się do nich uśmiechnął.

Zawodnicy organizacji Made in Brazil mają doskonałe warunki do rozwoju i cały swój czas pracy w stu procentach wykorzystują na poprawę swojej gry. Każda z drużyn, która weźmie udział w londyńskich rozgrywkach, solidnie i sumiennie przygotowywała się do turnieju. Dotyczy to również MIBR – znakomity prowadzący i świetny trener. Mało która drużyna może się pochwalić takim umysłem taktycznym jak podopieczni YNK. W Londynie od Brazylijczyków możemy oczekiwać wielu pomysłowych zagrań, ale również indywidualności, w końcu w drużynie znajduje się najlepszy zawodnik 2017 roku, który zdeklasował wszystkich pozostałych notowanych, zostawiając ich daleko w tyle. Mowa tutaj oczywiście o Marcelo 'coldzera' David, na którego powrót do dawnej formy czekamy najbardziej. Krążyły plotki, jakoby miał odejść ze składu, jednak na razie nic na to nie wskazuje. Jeżeli więc wszyscy zawodnicy pokażą się z najlepszej strony, to MIBR może stanąć na najwyższym stopniu podium, dając wszystkim widzom na całym świecie znakomity pokaz Counter-Strike'a z najwyższej półki.

Pamiętajcie, że wszystkie informacje o turnieju FACEIT Major London 2018 znajdziecie pod tym linkiem.