Wczoraj rozpoczął się kolejny etap wydarzenia FACEIT Major London 2018. Wyniki zaskoczyły zdecydowaną większość fanów. Czy jest to zwiastun zmian na scenie?

Zmiana zasad dotycząca systemu Legend z pozoru wyglądała na niewinną. Jednak przy obecnej sytuacji, już po pierwszym dniu Fazy Nowych Legend, możemy spodziewać się niemałych zaskoczeń.

Major rozgrywany w Londynie już w Fazie Nowych Pretendentów przyniósł pewne zaskoczenia. North – mistrzowie turnieju DreamHack Masters Stockholm, rozgrywanego bezpośrednio przez wyjazdem na Wyspy Brytyjskie, nie poradzili sobie z przebrnięciem przez system szwajcarski, przegrywając w ostatnim meczu z Vega Squadron. Jeżeli mowa o rekinach, to wiele osób spodziewało się z ich strony trzech szybkich przegranych, a Rosjanie na przekór wszystkim awansowali do kolejnego etapu.

Wczoraj punkt o 11:00 wystartował pierwszy mecz kolejnej fazy turnieju. Pretendenci, którzy wywalczyli sobie awans podjęli ekipy, które niedawno pojawiły się w stolicy Anglii. Większość osób została zszokowana ilością zwycięstw drużyn z poprzedniej fazy. Honor legend obroniło wyłącznie G2, które w pierwszym wczorajszym meczu pokonało, a raczej wyszarpało zwycięstwo HellRaisers. Później tryumfowali wygrani z poprzedniego tygodnia pokonując takie ekipy jak FaZe Clan, MIBR, mousesports czy Natus Vincere.

Jednak czy sam fakt wygrywania Pretendentów jest aż tak zaskakujący? Według mnie – nie powinien. Widzimy niemalże powtórkę tego co wydarzyło się podczas ELEAGUE Major Boston 2018, gdzie w pierwszej rundzie Fazy Nowych Legend tylko dwie ekipy z poprzedniego etapu uległy tym teoretycznie lepszym. Powodów może być kilka. Jednym z nich, który przychodzi od razu na myśl jest to, że drużyny walczące o awans znajdują się na miejscu już od ponad tygodnia. Są zaznajomione z otoczeniem, sprzętem oraz całą otoczką – po prostu się już zadomowiły. Daje to dość sporą przewagę mentalną podczas pojedynku.

Drugim, trochę mniej oczywistym powodem, może być to, że poziom na scenie Counter-Strike'a się mocno wyrównał. W każdym kolejnym turnieju coraz ciężej wytypować jednogłośnego faworyta, coraz rzadziej spotykana jest jednostronna dominacja jednej drużyny. Do gry weszło nowe pokolenie graczy, które jest rządne zwycięstw i wniosło wiele nieprzewidywalności do sceny.

Wiele osób alarmuje, że przez nowe zasady FaZe, Fnatic, MIBR, mousesports czy Na`Vi może zostać wyeliminowane bez ani jednego zwycięstwa, przez co będą musieli przechodzić przez wszystkie systemy kwalifikacyjne na IEM Major Katowice 2019. Wskazują, że pojedynki takie jak wczorajsze MIBR kontra TyLoo jest momentem gdy oglądamy upadek legend. Czy tak jest? Niekoniecznie.

Sądzię, że „Legendy” zaliczyły ciężki start na turnieju. Na ich głowy zostały wylane wiadra zimnej wody alarmujące o tym co się może zdarzyć, gdy przegraną dwa kolejne spotkania. Jednak największymi kandydatami do bilansu 0-3 są Winstrike oraz Cloud9 i nie powinno to nikogo dziwić. Rosjanie nie są tą samą ekipą, która zszokowała scenę pół roku temu, zaś Cloud9 po rozpadzie i utracie swojego czołowego duetu nie jest w stanie się podnieść z kolan. Te dwie ekipy zostaną największymi przegranymi FACEIT Major London 2018, lecz to śmiało można było wskazać jeszcze przed startem turnieju.

Próbując skończyć wywód i odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule – nie, to jeszcze nie ten moment. Taki a nie inny obrót spraw po prostu urozmaici dalszą część wydarzenia. Niezależnie od dalszego przebiegu turnieju i tak czternaście z szesnastu grających ekip pojawi się w katowickim Spodku. Możemy się tylko domyślać, które z tych ekip nie wytrzymają tej presji i zdecyduje się na zmiany zaraz po zakończeniu Majora w Londynie. Do tego pytania powinniśmy powrócić za pół roku, podczas turnieju w Katowicach.