Ludzie różnie spędzają swój czas w trakcie izolacji/kwarantanny. Jedni zaczynają swoją przygodę z wypiekami, inni warzą pierwszą warkę. Są też tacy, którzy wykorzystują wolny czas i przeprowadzają remonty. VALVE powinno postąpić podobnie i przemeblować swój system kwalifikacji do Majora. ESL One Rio jest idealnym momentem, by w końcu to zrobić. 

Jeśli nie znaliście wcześniej pojęcia “czarny łabędź”, to teraz możecie obserwować jego definicję na żywym organizmie. Skąd wziął się czarny łabędź? Otóż kiedyś ludzie zakładali, że istnieją tylko białe łabędzie. Wykluczali możliwość występowania tego ptaka o innym kolorze. Całą tezę obalił jednak jeden czarny łabędź. Skoro istnieje na świecie chociażby taki jeden czarny ptak, to nie można powiedzieć, że cały gatunek jest biały. Pojęcie “czarny łabędź” zaś określa te wydarzenia, które z definicji są niemożliwe. Ludzie zakładają, że przykładowo dolar nigdy nie upadnie, Warszawa będzie zawsze stolicą Polski, a nasz kraj ma nieprzebrane ilości gotówki. Biorą coś za pewnik. Czarny łabędź to wydarzenie, persona, kataklizm, który przewraca losy świata do góry nogami, a może nawet kierunkuje w którą stronę nasza cywilizacja podąża. Takimi czarnymi łabędziami były np. krachy na giełdzie, dojście Hitlera do władzy, czy góra lodowa dla Titanica. Twórcy tego statku w końcu przedstawiali go jako “niezatapialny”, a kapitan przechwalał się, że nigdy na oczy nie widział tonącego okrętu. Czarne łabędzie uczą nas, że nigdy nie powinniśmy pozostawać w stagnacji i abyśmy byli bardziej sceptyczni, potrafili zakładać “nieprzewidywalne”. Takim czarnym łabędziem jest obecnie koronawirus, który sparaliżował cały świat. Pandemia dotknęła wszystkie sfery ludzkiego życia, dosięgła nawet turnieje esportowe. 

Przez koronawirusa odwoływano kolejne LAN-y, aż nadeszła pora na przesunięcie perły w koronie czyli Majora. ESL One Rio początkowo miało odbyć się w maju, jeszcze w lutym/marcu stworzono plan, według którego turniej miałby się odbyć tak czy siak, nawet zakładając dwutygodniową kwarantannę dla zawodników. VALVE jednak nie jest FAME MMA, by walczyć z systemem i nie zamierza iść po trupach do celu – Majora w końcu przełożono na jesień. Zwykła zmiana terminu pociągnęła za sobą większe konsekwencje, bowiem przeorganizowano również system kwalifikacji do turnieju. Zlikwidowano przede wszystkim instytucję “legendy”, która była przepustką do Majora dla najlepszych drużyn poprzedniej edycji. Zamiast tego stworzono kwalifikacje w kilku regionach świata. Te będą podzielone na parę mniejszych turniejów, na których będzie można zdobywać punkty, dzięki którym później wyłoni się dwudziestu czterech uczestników. Tak wygląda podział slotów:

  • Legends – (3 drużyny z Europy, 2 drużyny z regionu CIS, 3 drużyny z Ameryki)
  • Challengers – (5 drużyn z Europy, 1 drużyna z regionu CIS, 2 drużyny z Ameryki)
  • Contenders – (2 drużyny z Europy, 2 drużyny z regionu CIS, 1 drużyna z Ameryki, 1 drużyna z Ameryki Płd., 1 drużyna z Azji, 1 drużyna Oceanii)
  • Łącznie – (10 drużyn z Europy, 5 drużyn z regionu CIS, 6 drużyn z Ameryki, 3 reszta świata)

Brzmi świetnie, prawda? A może “czarny łabędź” jakim jest koronawirus może być impulsem do wprowadzenia tych zmian na stałe? Można pójść jeszcze o krok dalej i nawet wprowadzić system jednego Majora na rok – by turniej posiadał większą pulę (tak jak w Rio – 2 mln) oraz większy prestiż. Jeden Major rocznie a system kwalifikacji to jednak naczynia powiązane, jedno musi wynikać z drugiego. Dlaczego?

Legendy niech staną się legendą przeszłości

Jeden Major rocznie to idealny argument, by instytucja “legendy” przeszła do historii. Szczerze mówiąc jest to zdecydowanie melodia przeszłości. Zmiany na scenie obecnie są zbyt dynamiczne, a inne turnieje, które są bardziej na bieżąco (zapraszają te drużyny, które są najlepsze w danej chwili – przypadek ESL One Cologne w 2019 czy IEM Katowice w 2020), oferują o wiele większą rozrywkę niż Major. Wygranie turnieju, nad którym stempel stawia VALVE to nadal ogromny prestiż, jednak jest to budowanie “ważności” rozgrywek nieco na siłę. W myśl zasady – tak po prostu ma być, czyli Major ma być najważniejszym wydarzeniem w roku. Zapraszanie drużyn, które otrzymały status legendy gryzie się jednak z tą tezą. Wystarczy zobaczyć na kilka ostatnich edycji. Aż żal było patrzeć na agonię polskiego Virtus.pro w Bostonie i Londynie, czy na wyczyny MIBR-u i NiPu w Berlinie. Takie drużyny, które jadą na turniej jedynie “za zasługi” znacząco obniżają cały poziom rozgrywek. Na Majorze chcemy oglądać najwyższy poziom gry, a nie marki. System kwalifikacji, który nie promuje “legend”, a zmusza najlepszych do większego wysiłku powoduje, że obejrzymy bardziej zaciętą rywalizację. Ponadto może dojść do niespodzianek, a drużyny takie jak stary NiP mogą być zweryfikowane. System “legend” wybitnie lał beton na najważniejsze rozgrywki w CS:GO, przez co za rzadko otrzymywaliśmy zastrzyki świeżej krwi. 

Europe too strong

VALVE powinno przemyśleć również cały system kwalifikacji. Poprzedni był bardzo krzywdzący dla Europy, a jednocześnie promował pozostałe regiony. W CS:GO istnieje bardzo podobny podział sił, co w piłce nożnej – najlepsi grają w Europie, obie Ameryki, Azja i Oceania to jednak inny świat. Absurdy z tego wynikające zobaczyliśmy jak na dłoni po transferze MICHA do Envy – Polak ze swoją drużyną zmiażdżył otwarte kwalifikacje, a nawet przeszedł zamknięty etap i zagra na Minorze. Jak by to wyglądało w Europie? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że Envy miałoby ogromny kłopot, aby przeskoczyć otwarte kwalifikacje. Teraz jest idealny moment na to, by trochę inaczej podzielić ten tort. Na ostatnim Majorze – w Berlinie – każdy region Minorów miał tyle samo slotów – po dwa. Przez to zarówno z Europy jak i z Azji przez Minory do Majora mogły awansować jedynie dwie drużyny. Efekty zobaczyliśmy już podczas pierwszego przesiewu, czyli fazy New Challengers. Wśród ośmiu drużyn, które odpadły na tym etapie, próżno szukać drużyny z Europy. mousesports i North skończyły tę fazę z bilansem 3:0, a CR4ZY z minimalnie gorszym, bo 3:1. Drużyny z obu Ameryk, Azji i CIS stworzyły tylko sztuczny tłum. Teraz ma to wyglądać trochę lepiej, bo w Rio przewidziano 10/24 miejsca dla drużyn z Europy. Proporcje jeszcze nie idealne, ale zdecydowanie zdrowsze. 

Czarny łabędź przewrócił system Majora do góry nogami, oby pociągnęło to za sobą kolejne decyzje o zmianach w procesie kwalifikacji i organizacji. Jestem pewny, że system kwalifikacyjny, który zmusi “legendy” do walczenia regularnie o swoje miejsce, da nowe życie esportowej scenie. Przede wszystkim pobudzi najlepszych do działania, zbuduje prestiż Majora na nowo, a także ukróci farsę związaną z trzymaniem zawodników na siłę, byleby utrzymać swojego slota. Niech turnieje od VALVE ponownie staną się perłą w koronie CS:GO. Prawdziwą, unikalną, wyłonioną z dna morza, a nie sztucznie namalowanym, podrabianym koralikiem.