W meczu eliminacyjnym grupy „B” zmierzyli się ze sobą reprezentanci Virtus.pro oraz Team Liquid. Niestety, ale dla Polaków był to ostatni mecz podczas ESL One w Nowym Jorku.

Poland Virtus.pro 

1

Faza grupowa
ESL One New York 2017
Grupa „B”

Mecz przegranych

Inferno
(6:8; 4:7)

Nuke
(10:5; 6:1)

Mirage
(2:13; 3:3)

Team Liquid logo

Team Liquid United States

2

Inferno

Pierwsza mapa tego spotkania rozpoczęła się bardzo dobrze dla Polaków. Virtus.pro, które wystartowało po stronie broniącej, zgarnęło pistoletówkę oraz dwa kolejne starcia, podczas których przeciwnicy byli zmuszeni do grania bez pełnego ekwipunku. Team Liquid nie poradziło sobie z fullem, toteż nasi rodacy zyskali szansę na powiększenie przewagi. Terroryści zdołali przebić się przez obronę Virtusów dopiero w szóstym starciu. Ekipa zza Oceanu nie chciała się poddać. Konsekwentne ataki i parcie do przodu sprawiły, że już po chwili naszym oczom ukazał się remis 5:5. Niestety, ale podopieczni Jakuba „kuben” Gurczyńskiego stracili panowanie nad rozgrywką (na dobre, jak się później miało okazać). W pierwszej połowie udało im się uszczknąć z wyniku jeszcze tylko jeden punkt. Grę po stronie atakującej zaczęli z wynikiem 6:9.

Sytuacja Virtus.pro nie była świetna. Stracili oni drugą rundę pistoletową oraz dwa starcia anty-eco, co dodatkowo nie napawało optymizmem. Na szczęście, udało im się sforsować obronę przeciwników podczas potyczki z pełnym ekwipunkiem. Polacy poszli za ciosem. Bardzo szybko doprowadzili do rezultatu 10:13. Wydawać by się mogło, że uda im się odrobić stratę, a widzowie na całym świecie ujrzą remis. Tak się jednak nie stało. Team Liquid obudziło się z letargu. Amerkańska formacja konsekwentnie szła po prowadzenie w całym meczu. Zwieńczeniem mapy był ace w wykonaniu Russela „Twistzz” Van Dulken.

Nuke

Druga mapa rozpoczęła się prawie identycznie, jak pierwsza. „Prawie” – ponieważ tym razem Polacy rozpoczęli jako terroryści. Wygrana pistoletówka sprawiła, że podopieczni kubena szybko wypracowali sobie trzypunktowe prowadzenie. Pokonanie oponentów, kiedy ci zakupili już pełen potrzebny ekwipunek, dało polskiej formacji solidny zastrzyk energii. Pięciopunktowe prowadzenie pozwalało optymistycznie patrzeć w przyszłość, tym bardziej, ze to Nuke, czyli mapa, na której Virtusi są jedną z najmocniejszych ekip. Gra po teoretycznie „trudniejszej” stronie nic nie zmieniła. Team Liquid chciało się podnieść. Amerykanom to się nie udało. Tym razem nie było mowy o odrobieniu pięciu punktów straty i przejęciu kontroli. Virtus.pro wprawdzie straciło pięć punktów, ale ostatecznie, ekipa z kraju nad Wisłą wygrałą pierwszą połowę 10:5.

Druga połowa zaczęła się wyśmienicie dla Virtus.pro. Dowodzona przez Wiktora „TaZ” Wojtasa drużyna konsekwentnie szła w kierunku remisu i trzeciej mapy w całym spotkaniu. Team Liquid chciało jeszcze walczyć, ale punkt zdobyty przez tę drużynę był raczej pomyłką przy pracy Polaków na tej mapie. Virtus.pro wygrało Nuke'a 16:6.

Mirage

Niestety, ale trzecia i ostatnia mapa rozpoczęła się dla Virtus.pro tragicznie. Team Liquid, które rozpoczęło tym razem po stronie broniącej, nie dawało Polakom żadnych, nawet najdrobniejszych szans. Amerykanie, po wygranej pistoletówce, szybko wypracowali sobie przewagę. Przegrany full sprawił, że strata naszych rodaków do ich przeciwników tylko się powiększyła. Reprezentanci amerykańskiej formacji grali jak z nut. Runda za rundą, przepaść dzieląca ich od Virtusów rosła. Nie minął moment, a na tablicy wyników ujrzeliśmy rezultat 9:0 dla Team Liquid. Virtusi zdołali w tej połowie tylko dwa razy przedrzeć się przez wyśmienitą obronę oponentów.

Po (co tu dużo mówić) tragicznej pierwszej połowie, przyszedł czas na zmianę stron. Polacy musieli praktycznie dokonać cudu, by zrobić comeback. Wygrana pistoletówka oraz trzy kolejne rundy dawały jeszcze jakieś nadzieje, choć sytuacja antyterrorystów była wręcz tragiczna.

Podsumowanie

Niestety dla nas – kibiców Virtus.pro, ale wygrał zespół, który w tym meczu prezentował się po prostu lepiej. Nasi rodacy pokazali się ze świetnej strony tylko na Nuke'u, ale to oczywiści było za mało. W grze Amerykanów widać było z jednej strony spokój, a z drugiej agresję, która w połączeniu z ogromną skutecznością przełożyła się na wynik końcowy. Virtusi odpadli, ale gra toczy się dalej. Następnym rywalem Team Liquid ma być Astralis. Kto okaże się lepszy w tym pojedynku?