Miało być innowacyjnie, zapowiadano przełom w budowaniu składów CS:GO, przełom w ogóle na esportowej scenie Counter Strike'a. Dziesięcioosobowa drużyna, wymiany zależnie od formy i kondycji psychicznej, a także zdrowotnej. Wielki plan „zawrócenia biegu wody w rzece” okazał się jednak blefem ze strony Astralis, który trwał zaledwie kilka tygodni.

Od x-kom AGO do Astralis

Historia znała już przypadki, w których to organizacje decydowały się na zwiększenie swoich szeregów o kilku dodatkowych graczy na ławce rezerwowych. Zawodnicy ci mieli być integralną częścią składu i wskakiwać do wyjściowej piątki w zależności od potrzeb. Tych w końcu jest sporo – przecież główna piątka to nie nieskazitelne istoty, ale zwykli ludzie. Ludzie, którzy też chorują, mają spadki formy, gorsze samopoczucie, kontuzje, szczególnie górnych kończyn. Na takie kryzysowe momenty organizacje miały być przygotowane i wyciągać swojego asa z rękawa, a raczej podpisanego zawodnika z ławki rezerwowych. Koniec z szukaniem stand-inów na szybko i zrzucaniem na nich winy przy potknięciach. Pomysł ponad pięcioosobowych drużyn nie przyjął się jednak dobrze. Mimo to nadal znajdywali się śmiałkowie, którzy wyznawali taką ideę – swoich rodzynków mamy również w Polsce. W końcu x-kom AGO nie daje zapomnieć o tym, że ma ławkę rezerwowych. Jeden z graczy z ławki – F1KU – po owocnych zastępstwach wskoczył na stałe do drużyny. Można było powiedzieć, że pomysł odniósł sukces, w końcu organizacja miała pod ręką zapasowego gracza, który w przyszłości okazał się wystarczająco dobrym zawodnikiem. Nie trzeba było męczyć się z rozmowami negocjacyjnymi, by wykupić F1KA z innych drużyn, w których mógłby zabłysnąć, gdyby nie podpisany kontrakt z AGO już na jesień 2019 roku. Ponadto Miklas znał już zespół i z miejsca mógł zostać wdrożony do składu. Świetny plan, prawda?

Trzeba jednak nadal pamiętać o tym, że budowanie ponad pięcioosobowego składu to egzotyka CSa. Należy również przyznać, że niestety Polska obecnie to drugi esportowy świat, daleko nam do elity tego globu, dlatego na naszym podwórku możemy się „pobawić” w takie eksperymenty. W ścisłej czołówce jednak nie uświadczyliśmy podobnych realizacji. Do czasu, kiedy Astralis 23 marca zapowiedziało, że planuje podpisać kilku graczy na ławkę rezerwowych, a w przyszłości dojść do poziomu, by na każdą pozycję mieć zastępstwo. Zaczęło się robić poważnie – skoro najlepsza organizacja na świecie bierze się za takie projekty, to ten staje się o wiele bardziej „na serio”, niż kiedykolwiek wcześniej. Ponadto Astralis zawsze doskonale wiedziało co robi,  wyprzedzało rywali o kilka długości i wybiegało w przyszłość w wielu kwestiach, jak zatrudnianie psychologów, czy zwrócenie uwagi na formę fizyczną graczy. Można było odnieść wrażenie, że Duńczycy znów prezentują swój wizjonerski pomysł, którego wykonanie będzie świetne – jak wiele poprzednich rzeczy, za które zabierało się Astralis. A jeśli to wypali u nich, to wkrótce i inne drużyny zaczną myśleć w podobny sposób i będą tworzyć swoje ławki rezerwowe. Istna rewolucja esportowego świata CS:GO.

Niekolorowy świat

Minęły dwa miesiące, a popisowe zagranie Astralis zaczyna coraz bardziej przypominać zwyczajny blef. Duńczycy do tej pory uchodzili za perfekcjonistów, którzy się nie potykają. Dowód? Proszę bardzo – cztery wygrane Majory, trzy z rzędu, setki dni spędzone na CSowym tronie. Astralis zbudowało sobie markę i wizerunek organizacji, która potrafi zrobić to, co dla innych jest niewykonalne – czyli nie tylko wejść na szczyt, ale na bardzo długi czas się na nim utrzymać. Kolos jednak utracił swoją głowę wraz z informacją o odejściu gla1ve'a. Mózg całej operacji wypalił się. Autor najlepszej drużyny w historii CS:GO stracił motywację do dalszego działania. Presja wiecznego bycia na szczycie okazała się zbyt duża, by nawet taki geniusz jak gla1ve z nią wytrzymał. Nagle okazało się, że działania Astralis nie są już tak idealne, a zajęcia z psychologami i ćwiczenia na siłowni nie wystarczą, by uniknąć wypalenia zawodowego. Blef jednak obnażyło dopiero odejście Xyp9xa. Duńczyk również przyznał, że stres zbytnio go przytłaczał, a wypalenie zawodowe ostatecznie nie pozwala mu kontynuować dalszej gry. Jest to zrozumiałe, ciężko znaleźć kolejne cele dla takich graczy. Wygrany Major? Jest, i to nawet czterokrotnie, w tym dwa w naprawdę łatwy sposób. TOP1? Przez wiele miesięcy. Intel Grand Slam? No oczywiście, że leży już na półce. Stary zespół Astralis nie miał już celu, do którego mógł dążyć. Na naszych oczach zaczęła spadać Gwiazda.

Blef, w który wszyscy uwierzyli

Najprawdopodobniej Astralis nie miało nigdy w planie tworzyć dziesięcioosobowego składu. Ta informacja to był zwykły blef, który pozwolił organizacji na zdobycie czasu, by znaleźć zastępstwo dla swoich graczy, a ponadto zbić ewentualną cenę zawodników. Wyobraźcie sobie, że druga organizacja wie o tym, że Astralis potrzebuje gracza do głównego składu NA JUŻ. Zapewne cena zawodnika poszła by jeszcze bardziej w górę. W wersji, gdy gracz jest kupowany tylko na ławkę, cena z kolei może nieco spaść, bo teoretycznie Astralis nie jest podstawione pod ścianą i wcale nie musi ściągać nikogo nowego w tym momencie. Blef okazał się pożyteczny i na tyle dobry, że niemal cały świat uwierzył Duńczykom. Po czasie prawdę jednak zaczęli dostrzegać m.in. Richard Lewis czy DeKay, którzy teraz są już przekonani, że to nie o dziesięcioosobowy skład chodziło. Organizacja po prostu przewidziała to, że zawodnicy prędzej czy później się będą wypalać i znalazła dla nich zastępstwo już wcześniej. Okres pomiędzy zakontraktowaniem, a wdrożeniem do składu to z kolei czas na zapoznanie nowych graczy ze wszystkim, by ci nie wskakiwali na główkę na głęboką wodę, a weszli do znajomego jeziora. Brzmi jak najbardziej sensownie. Na szczęście nie musimy długo czekać na odpowiedź, czy to były dobre ruchy Astralis. Duńczycy w nowym składzie zagrają już 1 czerwca na BLAST Showdown. Jest to historyczny czas, bo w najlepszej drużynie ostatnich lat zabraknie po raz pierwszy aż dwóch jej współtwórców. Pytanie, czy zespół z półwyspu Jutlandzkiego będzie w stanie nadal się utrzymywać na tronie? Mieszanie składem pogrzebało już niejedną ekipę. Teraz bierze się jednak za to organizacja, której nie zdarzają się wpadki, a ostatni blef tylko potwierdził, jak świetna w swojej pracy jest cała załoga tworząca Astralis.

Rozgrywki rozpoczną się już 1 czerwca o godzinie 15:30. Uczestnicy nie tylko walczą o wielką gotówkę, ale również o awans do europejskich finałów, które mogą ich doprowadzić do wielkiego finału 2020, w którym do wygrania będzie $1.500.000. Wszystkie mecze z wydarzeń BLAST Premier można oglądać z polskim komentarzem na kanale twitch.tv/ESPORTNOW. Partnerami polskiej transmisji są Media Expert oraz forBET.