Lucas „Bubzkji” Andersen, obecnie gracz Astralis, wylał swoją frustrację dotyczącą prowadzenia sceny esportowej przez Valve. Duńczyk sądzi, że twórcy CS:GO porzucili graczy i scenę.

Nie od dziś wiadomo, że Valve nie należy do dobrych opiekunów swoich gier. Firma Gabe'a Newella pozwala wyprodukowanym tytułom żyć własnym życiem, tylko raz na jakiś czas ingerują w ich ekosystem. Counter-Strike na swoje nieszczęście ma bardziej kochaną „siostrę” w postaci Doty2, przez co notorycznie spychany jest na drugi plan. Nawet fakt, że początku 2020 roku jest popularniejszą grą na Steamie, nie zmienił priorytetu Valve.

Koronawirus mocno skomplikował sprawy i profesjonalni gracze Counter-Strike'a znajdują się na przysłowiowym lodzie. Czas tyka, śmiało możemy stwierdzić, że ESL One: Rio nie dojdzie do skutku, mimo że drużyny wciąż walczą o awans. Valve wciąż milczy, mimo coraz głośniejszych doniesień, że decyzja już zapadła i Major nie odbędzie się w Brazylii. Gaben powinien zadecydować więc albo o odsunięciu w czasie turnieju, podobnie jak The International 2020 zostało zawieszone, lub na rozbicie Majora na regiony – tak jak ma to miejsce z innymi prestiżowymi turniejami.

Frustracja rośnie nie tylko wśród niedzielnych graczy, ale i profesjonalnych zawodników. Lucas „Bubzkji” Andersen jest jednym z nich i postanowił zabrać głos w tej sprawie, pisząc na twitterze:

Kocham CS:GO i nigdy nie chciałbym grać w coś innego. Ale Valve, proszę, słuchaj i współpracuj ze społecznością żeby tworzyć silną i zdrową scenę. Opuściliście graczy i profesjonalną scenę, która jest jednym z czynników budujących sukces Waszej gry. 

Przyglądając się podejściu Riot Games do ich społeczności, robię się zazdrosny, choć nie mówię, że robią to perfekcyjnie. Ale to właśnie oni byli w stanie stworzyć największy tytuł esportowy na świecie. 

Słuchają swojej społeczności i stworzyli ekosystem z najlepszymi warunkami profesjonalnej sceny (LEC).

Wypalenia stały się powszechnym problemem na scenie CS:GO, po wielu latach braku ingerencji ze strony Valve. Wierzę, że ich głównym czynnikiem jest fakt, że panuje u nas „dziki zachód”. Valve nawet nie próbowało zmienić podejścia do organizacji i graczy.

Jestem pewny, że nawet 50% potencjału Counter-Strike'a nie zostało jeszcze osiągnięte. Oczywiście jestem stronniczy, ale wierzę, że CS to najlepszy esport dla casualowego widza. Valve, daliście nam jedną z najlepszych gier, byłoby szkoda gdyby nie urosła do poziomu LEC/LCS. 

Ciężko się z nim nie zgodzić. Obecnie na scenie League of Legends terminarz turniejowy jest uporządkowany, każdy profesjonalny zawodnik dokładnie wie kiedy jest czas na grę, a kiedy na odpoczynek. To z pewnością sprzyja higienie psychicznej graczy, którzy mają czas na odpoczynek. Mimo to rozwiązanie to ma jeden potężny minus – LoL ma zdecydowanie gorzej rozwinięte sceny niższego szczebla. W CS:GO mamy masę graczy, którzy są w stanie się utrzymać z grania, mimo że daleko im do występów na Majorze.

Mimo że rozwiązanie Riot Games również posiada wady, ma jedną wielką zaletę – zaangażowanie twórców. Właśnie tego brakuje na scenie Counter-Strike'a i niestety, prognozy wskazują, że niewiele się zmieni w najbliższych miesiącach. Choć chcielibyśmy się w tej kwestii mylić.