Właściciel duńskiej organizacji, reprezentowanej m.in. przez najbardziej utytułowany skład CS:GO, zagroził wycofaniem się z rozgrywek BLASTA. Wszystkiemu winna współpraca z NEOM.

Z pewnością wielu z Was w ostatnich tygodniach wielokrotnie słyszało o „NEOM”, który tworzy wokół siebie sporo kontrowersji. Dla tych, którzy pominęli dlaczego, przypomnijmy że jest to projekt hipernowoczesnego miasta w prowincji Tabuk w północno-zachodniej Arabii Saudyjskiej. Jednym z jego twórców jest książę tego kraju – kraju, w którym łamane są prawa człowieka, mniejszości LGBTQ+ są prześladowane, a kobiety dyskryminowane.

Zaledwie dobę po ogłoszeniu współpracy NEOM z najlepszą ligą w League of Legends w Europie, została ona zerwana przez bojkot pracowników i społeczności. Podobnego skutku oczekują osoby związane z BLASTEM, jednym z największych organizatorów rozgrywek CS:GO na Starym Kontynencie. Mimo podobnych ruchów co w przypadku sceny rządzonej przez Riot Games, czyli m.in. deklaracji końca współpracy komentatorów i analityków, firma wciąż milczy. W sieci pojawiły się również informacje mówiące o tym, że część z osób, które dotychczas mogliśmy widzieć na transmisjach BLASTA, zdecydowało się na to samo, lecz nie publikowali oświadczenia w social mediach.

Do sprzeciwu dołączyła jedna z największych organizacji na scenie Counter-Strike'a – Astralis. Anders Hørsholt, czyli prezes duńskiej spółki, w wywiadzie dla politiken.dk jasno zaznaczył, że nie chce by jego zawodnicy byli łączeni z jakimikolwiek działaniami NEOM. Jeśli współpraca z BLASTEM nie zostanie zerwana, drużyna po prostu nie wystartuje w zawodach. Hørsholt przytoczył bardzo wymowne hasło „esport jest i powinien zostać dla wszystkich”.

Jeśli nie wspierasz podstawowych praw człowieka, my nie wspieramy Ciebie. Współpraca BLASTA z NEOM jest sprzeczna z tym co reprezentowali do tej pory. – powiedział właściciel Astalis odnosząc się do słów włodarzy BLAST, którzy niegdyś zapowiadali stworzenie platformy dla wszystkich ludzi, niezależnie od płci, pochodzenia i koloru skóry.