Szef marketingu Activision Tyler Bahl uważa, że jesienią liczą się przede wszystkim dwie gry: GTA VI i Call of Duty: Modern Warfare 4. Gdy w rozmowie z The Game Business padła sugestia, że największą rywalizację stworzą Rockstar i Nintendo, odpowiedział krótko: „Bez urazy dla Zeldy”. Problem w tym, że jego własna seria potrzebuje dziś mocniejszej promocji niż jeszcze kilka lat temu.
Terminarz rzeczywiście jest napięty. Modern Warfare 4 debiutuje 23 października, remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time ukaże się 5 listopada, a GTA VI trafi na rynek 19 listopada. Bahl przekonuje, że wielka premiera Rockstara może nawet pomóc Activision: część graczy odkurzy konsole i przy okazji wróci do sieciowych strzelanek.
Ma jeszcze jeden argument. Call of Duty po ponad dekadzie wraca na sprzęt Nintendo, tym razem na Switcha 2. W odróżnieniu od ekskluzywnej Zeldy będzie dostępne również na PlayStation 5, Xboxach Series i pecetach. Gracze wracają do serii – jak tłumaczy Bahl – głównie dlatego, że grają w nią znajomi.
Tyle że liczby nie pozwalają tak łatwo zepchnąć Nintendo na dalszy plan. Według danych Circany zamiar zakupu Modern Warfare 4 deklarowało 15 procent ankietowanych amerykańskich graczy konsolowych i pecetowych, a Zeldy 10,4 procent. Analityk Mat Piscatella zauważył, że porównanie pomija wielkość dostępnej publiczności: Switchów 2 jest w USA mniej niż siedem milionów, podczas gdy samych PS5 i Xboxów Series niemal 50 milionów.
Activision ma zresztą co odbudowywać. Black Ops 7 zajęło w USA dopiero piąte miejsce w rocznej sprzedaży gier w 2025 roku, a tegoroczny Modern Warfare 4 nie trafi do Game Passa w dniu premiery. Gracze będą musieli kupić go osobno.
O tym, czy Activision trafnie oceniło rynek, zdecydują sprzedaż i liczba graczy, którzy zostaną przy nowym Call of Duty po premierze GTA VI.