Jaime „Craime” Bustos ma 15 lat. W wieku, w którym większość ludzi martwi się sprawdzianem z matmy albo tym, czy starzy pozwolą siedzieć dłużej przy kompie, Chilijczyk wygrał turniej Street Fighter 6 na Esports World Cup 2026. I zrobił to nie przeciwko przypadkowym graczom z drabinki online, tylko przeciwko światowej czołówce.

Reprezentujący Team Falcons Craime przeszedł przez turniej grając przede wszystkim Ryu. Po drodze odprawił między innymi MenaRD, jednego z najbardziej utytułowanych zawodników ery SF6, oraz Yamaguchiego, a w finale zmierzył się z Hibikim. Efekt? Najmłodszy mistrz w historii Esports World Cup.

Co ciekawe, ten wynik wcale nie spadł z nieba. Craime zaczął regularnie pojawiać się na dużych turniejach już wcześniej, a podczas EVO 2026 zajął czwarte miejsce. Do EWC dostał się właśnie dzięki świetnemu występowi na EVO. W dwa lata przeszedł więc drogę od młodego prospekta do gościa, który wygrywa jedną z najmocniej obsadzonych imprez sezonu.

I tu robi się jeszcze ciekawiej, bo Street Fighter przechodzi obecnie wyraźną zmianę pokoleniową. Rok wcześniej w finale EWC grał inny 15-letni Chilijczyk, Derek „Blaz” Blaz, który dopiero po dziewięciu grach przegrał z legendarnym Xiao Haiem. W marcu Capcom Cup 12 wygrał z kolei 21-letni Sahara. Stara gwardia nadal potrafi grać na najwyższym poziomie, ale coraz częściej obok Daigo, Tokido czy Fuudo pojawiają się zawodnicy, którzy urodzili się długo po premierze Street Fightera IV.