Lee „Faker” Sang-hyeok został ambasadorem Esports World Cup oraz Esports Nations Cup do 2028 roku. Koreańczyk dołącza do Cristiano Ronaldo i Magnusa Carlsena, tworząc trio reprezentujące futbol, szachy i esport.
Porównanie może brzmieć jak marketingowy bullshit, ale akurat tutaj ma sporo sensu. Ronaldo dawno wyrósł ponad piłkę nożną, Carlsen ponad szachy, a Faker stał się kimś znacznie większym niż zawodnikiem League of Legends.
Sześciokrotny mistrz świata, legenda T1 i pierwszy członek Hall of Legends od Riot Games od ponad dekady pozostaje twarzą profesjonalnego LoL-a. Co najważniejsze, nie jest emerytem zapraszanym na scenę, żeby pomachał kibicom i wręczył puchar. Nadal rywalizuje na najwyższym poziomie i nadal walczy o największe trofea.
W ramach nowej roli Faker ma uczestniczyć w wydarzeniach, inicjatywach dla zawodników, spotkaniach z mediami oraz dyskusjach dotyczących przyszłości esportu. Organizatorzy chcą więc wykorzystać nie tylko jego popularność, ale także doświadczenie człowieka, który obserwował rozwój całej branży z pierwszego rzędu.
Nie ma jednak sensu udawać, że chodzi wyłącznie o piękne idee. Esports World Cup to ogromny, wspierany przez Arabię Saudyjską projekt, który za pomocą wielkich pieniędzy i znanych nazwisk próbuje zbudować pozycję najważniejszego wydarzenia w światowym esporcie.
Ronaldo daje organizatorom mainstreamowe zasięgi. Carlsen otwiera drzwi do świata tradycyjnej rywalizacji umysłowej. Faker zapewnia coś jeszcze cenniejszego – wiarygodność wśród właściwych kibiców esportu.
I właśnie dlatego jest najważniejszą postacią całego programu. Organizatorzy nie muszą robić z niego legendy. Faker legendą jest od dawna. Teraz po prostu kolejna duża instytucja oficjalnie przyznała, że nie da się opowiadać o globalnej kulturze rywalizacji bez uwzględnienia największego zawodnika w historii esportu.