EA Sports ponownie poprawnie wskazało zwycięzcę piłkarskich mistrzostw świata. Przed rozpoczęciem turnieju symulacja przeprowadzona w EA Sports FC 26 wytypowała Hiszpanię. Kilka tygodni później Hiszpanie rzeczywiście sięgnęli po puchar, pokonując Argentynę 1:0 po dogrywce.

Finał rozegrany 19 lipca 2026 roku w East Rutherford długo pozostawał bezbramkowy. Dopiero w 106. minucie Ferran Torres zdobył gola, który zapewnił Hiszpanii drugi tytuł mistrza świata w historii. Pierwszy La Roja wywalczyła w 2010 roku.

Samo trafienie jednego zwycięzcy nie byłoby niczym niezwykłym. Problem w tym, że EA zrobiło to już piąty mundial z rzędu.

Pięć turniejów, pięciu poprawnie wskazanych mistrzów

Seria rozpoczęła się w 2010 roku. EA Sports przewidziało wówczas, że Hiszpania pokona w finale Brazylię i zdobędzie swój pierwszy tytuł. Przebieg turnieju oczywiście wyglądał inaczej, ale najważniejszy element prognozy się zgadzał: mistrzem została Hiszpania.

Cztery lata później symulacja wskazała Niemcy. W 2018 roku gra postawiła na Francję, a przed mundialem w Katarze EA Sports FIFA 23 wytypowało Argentynę. Wszystkie te reprezentacje później rzeczywiście zdobywały mistrzostwo. Teraz do zestawu dołączyła Hiszpania z 2026 roku.

To już nie wygląda jak zwykłe szczęście. Wygląda jak scenariusz, po którym internet zaczyna pytać, czy EA przypadkiem nie ma dostępu do jakiejś pieprzonej kryształowej kuli. Nie ma.

To nie magia. Gra po prostu nie losuje na ślepo

Największym błędem jest traktowanie tej symulacji tak, jakby EA wrzuciło nazwy 48 reprezentacji do kapelusza i pięć razy z rzędu wyciągnęło właściwą.

Drużyny nie mają równych szans na zdobycie mistrzostwa. Hiszpania, Francja, Argentyna czy Niemcy nie startują z tego samego poziomu co zespoły debiutujące na mundialu. Symulacja korzysta z parametrów piłkarzy, składów, ustawień taktycznych i ocen reprezentacji zapisanych w grze. Przed mundialem w 2018 roku EA wprost informowało, że wykorzystało zaktualizowane oceny zawodników przygotowane na potrzeby turniejowego dodatku.

Innymi słowy: EA regularnie wybiera jednego z głównych faworytów. Nie wskazuje sensacyjnego mistrzostwa Republiki Zielonego Przylądka, tylko drużynę posiadającą odpowiednią jakość, szeroką kadrę i wysoko ocenianych zawodników.

Nie oznacza to jednak, że pięć trafień z rzędu jest czymś normalnym. Załóżmy dla uproszczenia, że każdy typ EA miał około 20 procent szans powodzenia. Trafienie pięciu kolejnych turniejów oznaczałoby wtedy prawdopodobieństwo na poziomie 0,032 procent, czyli mniej więcej jeden taki przypadek na 3125 prób.

To nadal cholernie mało. Ale nie jest to „statystycznie niemożliwe”, jak próbują przedstawiać niektóre nagłówki. Po prostu wydarzyło się coś bardzo mało prawdopodobnego.

EA trafia mistrza, ale reszta symulacji często się rozjeżdża

Warto też pamiętać, że medialna narracja skupia się wyłącznie na zwycięzcy. Tymczasem poprawne wskazanie mistrza nie oznacza poprawnego przewidzenia całego turnieju.

Symulacje EA regularnie mylą finalistów, dokładne wyniki spotkań, kolejność w grupach oraz zdobywców nagród indywidualnych. W prognozie na mundial 2026 gra wskazała między innymi Lamine’a Yamala jako przyszłego króla strzelców. Ta część przewidywania okazała się nietrafiona.

Podobnie było podczas wcześniejszych turniejów. EA potrafiło poprawnie wytypować mistrza, jednocześnie kompletnie przestrzeliwując jego drogę do finału.

I właśnie tutaj pojawia się marketingowa sztuczka. Po zakończeniu mistrzostw wszyscy pamiętają wielki napis „EA ZNOWU WIEDZIAŁO”, a znacznie mniej osób analizuje kilkadziesiąt pozostałych prognoz, które nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością.

To klasyczny przykład selektywnego patrzenia na wyniki. Jedno imponujące trafienie przykrywa całą stertę błędów.