Blizzard idzie do sądu z twórcami Project Ascension, jednego z największych prywatnych serwerów World of Warcraft. Według pozwu projekt miał ponad milion graczy i dystrybuował miliony pirackich kopii klienta WoW-a. Firma nazywa to „masowym, rażącym i ciągłym naruszaniem własności intelektualnej”.
To nie jest kolejny mały serwer dla garstki fanów. Project Ascension zbudował wokół WoW-a własny ekosystem – z alternatywną rozgrywką, systemem bez tradycyjnych klas i monetyzacją przez Donation Points. Dla graczy była to świeża wersja Azeroth. Dla Blizzarda – biznes postawiony na cudzym kodzie, assetach i marce.
W pozwie firma twierdzi, że projekt wyrządził jej „znaczącą i nieodwracalną szkodę”. Chodzi o utracone przychody z subskrypcji, ale też o utratę kontroli nad tym, jak wygląda doświadczenie World of Warcraft. Blizzard jasno sugeruje, że Ascension nie tylko korzystał z popularności WoW-a, ale też zarabiał na niej bez zgody właściciela IP.
Ciekawy jest również wątek infrastruktury. Według pozwu serwery projektu miały być hostowane na tzw. bulletproof servers powiązanych z rosyjską Aeza Group, objętą sankcjami za wspieranie cyberprzestępczej działalności. To wzmacnia narrację Blizzarda: nie mówimy o niewinnym fanowskim projekcie, tylko o dużym, dobrze zabezpieczonym przedsięwzięciu.
Sprawa wpisuje się w szerszą ofensywę Blizzarda przeciwko prywatnym serwerom. Wcześniej problemy miały m.in. Turtle WoW i Stormforge. Wygląda na to, że firma chce odzyskać pełną kontrolę nad klasycznym i alternatywnym WoW-em – zwłaszcza tam, gdzie prywatne projekty zaczęły przyciągać ogromne społeczności.
Prawnie Blizzard ma mocne karty. Jeśli udowodni dystrybucję klienta, wykorzystywanie assetów i monetyzację cudzej własności intelektualnej, Project Ascension będzie w bardzo trudnej sytuacji. Wizerunkowo sprawa jest jednak mniej oczywista. Wielu graczy zobaczy w tym nie walkę z piractwem, tylko zamykanie projektu, który dawał im coś, czego oficjalny WoW nie oferuje.
I tu jest cały problem. Blizzard może wygrać w sądzie, ale prywatne serwery pokazały coś niewygodnego: spora część społeczności nadal szuka innego World of Warcraft. Bardziej odważnego, bardziej elastycznego i mniej zamkniętego w oficjalnych ramach.