Rasmus „HooXi” Nielsen zdecydował się odciąć od mediów społecznościowych po fali gróźb, hejtu i zwykłego internetowego syfu, jaki spadł na niego po odpadnięciu Astralis z IEM Cologne Major 2026. Duński prowadzący miał być jednym z symboli nowego projektu, człowiekiem odpowiedzialnym za porządek, tempo i taktyczny kręgosłup zespołu. Po turnieju stał się jednak wygodnym celem dla frustracji części kibiców.
Astralis zakończyło Stage 2 z bilansem 1-3. Początek dawał jeszcze nadzieję, bo zwycięstwo z GamerLegion wyglądało jak solidne wejście w turniej. Potem przyszły trzy porażki, a mecz z paiN Gaming ostatecznie zamknął Duńczykom drogę dalej. Dla organizacji tej rangi to wynik bolesny, dla fanów rozczarowujący, ale nadal mówimy o sporcie. O przegranym meczu, nie o sytuacji, która usprawiedliwia groźby wobec zawodnika.
HooXi po odpadnięciu nie uciekał od odpowiedzialności. Mówił o braku rytmu, o tym, że zespół musiał walczyć o każdą rundę i nie zawsze był w stanie narzucić swój styl. To jest normalna, uczciwa analiza po porażce. Problem zaczyna się wtedy, gdy część widowni nie potrafi odróżnić krytyki gry od ataku na człowieka.
Astralis szybko stanęło za swoim kapitanem. Organizacja potępiła groźby i przypomniała coś, co w esporcie trzeba niestety powtarzać coraz częściej: zawodnicy nie są awatarami na serwerze ani nickami w tabeli wyników. To ludzie pracujący pod ogromną presją, w środowisku, w którym każdy błąd jest natychmiast wycinany, komentowany, przerabiany na memy i rozliczany przez tysiące osób.
Właściciel Astralis, Jonas Gundersen, nazwał takie zachowanie niedopuszczalnym i zaapelował o większą odpowiedzialność platform społecznościowych. I trudno się z tym nie zgodzić. Organizacje mogą chronić zawodników, mogą zapewniać wsparcie psychologiczne, mogą moderować własne kanały, ale znaczna część hejtu dzieje się poza ich kontrolą – w komentarzach, prywatnych wiadomościach, na forach i w serwisach, gdzie anonimowość nadal bywa traktowana jak licencja na wszystko.
Nie jest to pierwszy taki przypadek w esporcie. Faker, największa legenda League of Legends, również wielokrotnie mierzył się z groźbami i kampaniami nienawiści. W 2023 roku sprawa zaszła tak daleko, że policja zajmowała się groźbą fizycznego ataku na zawodnika T1. LCK wzmacniało środki bezpieczeństwa, a sam Faker w przeszłości korzystał z drogi prawnej przeciwko osobom publikującym złośliwe i szkodliwe komentarze.