Steam od lat jest centrum pecetowego grania. Niby istnieją Epic Games Store, GOG, Xbox Store czy sklepy samych wydawców, ale gdy mówimy o realnej sprzedaży, widoczności i społeczności, większość dróg i tak prowadzi do Valve. Właśnie dlatego pozew Wolfire Games przeciwko Valve jest tak ważny.
Sprawa dotyczy zarzutów, że Steam miał wykorzystywać swoją pozycję do kontrolowania cen gier także poza własnym sklepem. Według powodów Valve miało stosować nieformalną zasadę typu Most Favored Nation, czyli w praktyce pilnować, aby gry nie były sprzedawane taniej na konkurencyjnych platformach. Oficjalnie Valve temu zaprzecza.
Gabe Newell w zeznaniach stwierdził, że Valve nie dyktuje cen deweloperom i nie narzuca im, ile mają kosztować ich gry poza Steamem. Jego argument jest prosty: gracze mogą kupować tam, gdzie chcą – na Steamie, Epicu, Xbox Store czy bezpośrednio od twórców. Problem w tym, że na rynku PC taka wolność wyboru nie zawsze wygląda równie prosto.
Steam nie jest zwykłym sklepem. To biblioteka, lista znajomych, recenzje, achievementy, warsztat modów, promocje i lata przyzwyczajeń graczy. Dla wielu mniejszych studiów brak obecności na Steamie oznacza nie tylko mniejszą sprzedaż, ale realne ryzyko, że gra po prostu zniknie w tłumie.

Dlatego tak duże emocje budzi też 30-procentowa prowizja Valve. Epic Games Store od dawna próbuje uderzać w ten model, oferując twórcom znacznie korzystniejszy podział przychodów: najpierw 100% z pierwszego miliona dolarów rocznie na produkt, a później standardowe 88/12. Tyle że nawet lepsze warunki finansowe nie zmieniają faktu, że Epic wciąż nie ma takiej siły przyciągania jak Steam.
Valve ma mocny argument: stworzyło najlepszy ekosystem na PC i daje deweloperom narzędzia, których konkurencja często nie potrafi dowieźć. Ale w sprawach antymonopolowych nie chodzi o to, czy firma jest popularna. Chodzi o to, czy wykorzystuje swoją pozycję do ograniczania konkurencji.
I tu leży sedno całego sporu. Dominacja Steama sama w sobie nie jest problemem prawnym. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy platforma zaczyna wpływać na ceny, promocje i decyzje wydawców poza własnym sklepem.
Newell mówi jasno: Valve nie narzuca cen, a gracze mają wybór. Teraz sąd będzie musiał ocenić, czy ten wybór faktycznie jest realny, czy tylko dobrze brzmi w oficjalnych zeznaniach.