Activision i Treyarch pokazali karty przed startem 4. sezonu Call of Duty: Black Ops 7 oraz Warzone i wygląda na to, że gracze dostaną jedną z większych aktualizacji od premiery. Nie jest to kosmetyczny patch z dwoma playlistami na krzyż, tylko pełnoprawny content drop: nowe mapy, tryby, bronie, atrakcje dla fanów zombie, rozwinięcie Endgame’u i – co chyba najbardziej rzuca się w oczy – Terry Crews jako grywalny Operator.
I jasne, Call of Duty od dawna lubi wrzucać do gry znane twarze, czasem z lepszym, czasem z bardziej absurdalnym skutkiem. Ale Crews pasuje tu zaskakująco dobrze. Jego przesadzona ekranowa energia, muskularna prezencja i reklamowy background z kampanii „The Replacer” sprawiają, że nie wygląda to jak losowy crossover dla samego crossovera. To bardziej typowy dla CoD-a kontrolowany chaos: trochę Hollywood, trochę mema, trochę premium skórki, która i tak będzie biegać po każdej lobby przez najbliższe tygodnie.
Season 4 startuje 4 czerwca i od razu dorzuca nowe mapy
Najważniejsza informacja jest prosta: Sezon 4 rusza 4 czerwca 2026 roku i będzie dostępny za darmo dla graczy Black Ops 7 oraz Warzone. Darmowy, rzecz jasna, w sensie aktualizacji – Battle Pass i sklep nadal będą robić swoje.
Na start w multiplayerze pojawią się trzy mapy. Liminal zapowiada się jako najbardziej psychodeliczna z całego zestawu, z przestrzenią, która ma wymuszać szybką adaptację i ciągłą czujność. Primetime idzie w zupełnie inną stronę, bo stawia na klimat japońskiego teleturnieju i bardziej chaotyczną, widowiskową akcję. Do tego dochodzi Vertigo, czyli odświeżona klasyka znana fanom Black Ops 2.
W połowie sezonu paczka zostanie rozszerzona o kolejne dwie areny. Zenith ma być nową mapą osadzoną w luksusowej posiadłości na klifie, natomiast Launch wróci w odświeżonej wersji. To szczególnie ciekawy wybór, bo Launch z pierwszego Black Opsa to jedna z tych map, które starsi gracze pamiętają nie tylko z nostalgii, ale też z tempa rozgrywki i charakterystycznego układu. Jeśli Treyarch nie przekombinuje z remasterem, może to być jeden z najmocniejszych punktów sezonu.
Nowe tryby: trochę nostalgii, trochę rotacyjnego chaosu
Sezon 4 dorzuca też kilka trybów, które powinny dobrze wejść zarówno casualom, jak i graczom szukającym czegoś poza standardowym TDM-em czy Hardpointem.
Najciekawiej brzmi Black Ops Classic, czyli tryb mający przywołać starsze tempo i feeling serii. To dobry ruch, bo część społeczności od lat narzeka, że kolejne odsłony CoD-a są coraz bardziej przeładowane mechanikami, efektami i systemami. Taki tryb może być ukłonem w stronę graczy, którzy wolą czystszy gunplay i mniej fajerwerków na ekranie.
Do tego wraca Blueprint Gun Game, gdzie gracze przechodzą przez kolejne bronie w wariantach blueprintów, oraz 6v6 Gunfight, czyli klasyczna formuła Gunfighta przeskalowana na większe starcia. W mid-season update pojawi się jeszcze Team Blueprint Sharpshooter, oparty na ciągłej rotacji broni, oraz Knife Fight, czyli tryb dla tych, którzy lubią walkę z bliska i nie potrzebują do szczęścia magazynka pełnego amunicji.
Nowe bronie i Battle Pass, czyli standardowy zestaw sezonowy
Nie mogło zabraknąć nowego arsenału. W Sezonie 4 pojawią się między innymi KRS-7.62 Marksman Rifle oraz CBRS-3 SMG. Pierwsza broń powinna zainteresować graczy lubiących bardziej precyzyjne, półdystansowe pojedynki, druga najpewniej szybko trafi do rąk osób grających agresywnie, szczególnie na mniejszych mapach.
Jak zwykle dostaniemy też nowy Battle Pass z darmowymi i płatnymi nagrodami. W praktyce oznacza to klasyczny zestaw: bronie, skórki, blueprinty, dodatki kosmetyczne i trochę waluty. Nic rewolucyjnego, ale w Call of Duty ten model działa od lat, więc Activision nie ma powodu, żeby go nagle wywracać do góry nogami.
Terry Crews jako Operator to nie przypadek
Najgłośniejszym elementem aktualizacji jest oczywiście Terry Crews. Aktor pojawia się jako Operator w ramach specjalnej zawartości, a jego obecność idealnie wpisuje się w marketingową linię Call of Duty. Crews był już kojarzony z kampaniami „The Replacer”, czyli reklamami, w których znane postacie przejmują codzienne obowiązki graczy, żeby ci mogli spokojnie odpalić Black Opsa.
To dokładnie ten typ absurdu, który w CoD-zie działa. Seria już dawno przestała udawać, że jest wyłącznie poważnym militarnym shooterem. Obok operatorów taktycznych mamy celebrytów, licencjonowane skórki, dziwne efekty śmierci, crossoverowe paczki i bronie wyglądające jak z innej gry. Można na to kręcić nosem, ale prawda jest taka, że Warzone i Black Ops od lat żyją również dzięki temu popkulturowemu zamieszaniu.
Endgame nadal free-to-play i dostaje nową zawartość
Ciekawie wygląda też rozwój trybu Endgame, czyli kooperacyjnego modułu Black Ops 7. Wraz ze startem sezonu wraca The Guild z operacją Wall Breaker, nowymi wyzwaniami, nagrodami i zagrożeniem w postaci Command Killer Glitch Fracture.
W połowie sezonu akcja pójdzie dalej za sprawą Operation King Killer. Najważniejsze jest jednak to, że Endgame pozostaje free-to-play również w Sezonie 4. Oznacza to, że gracze posiadający Warzone mogą wejść do tego trybu bez kupowania pełnego Black Ops 7. To rozsądny ruch ze strony Activision, bo Endgame może działać jako pomost między darmowym Warzone a płatną odsłoną premium.
Zombie dostają survival, roguelite i japoński zamek
Fani zombie też nie powinni czuć się pominięci. Sezon 4 dorzuca Nuked Survival, czyli nową mapę survivalową, w której jak zwykle chodzi o jedno: przetrwać kolejne fale nieumarłych i nie dać się zepchnąć do defensywy po trzech minutach.
Do tego dochodzi Directed Mode oraz wyzwanie Starting Room dla Totenreich. Najbardziej świeżo brzmi jednak Rogue Run, czyli roguelite’owa wariacja na bazie Ashes of the Damned. Gracze mają wybierać nagrody po kolejnych falach i szybko przeskakiwać między arenami. To dobry kierunek, bo Zombies od dawna potrzebuje eksperymentów, które nie sprowadzają się tylko do kolejnej mapy z innym skyboxem.
W mid-season update pojawi się jeszcze Kowakujō, nowa mapa rundowa osadzona w japońskim zamku przy wulkanie. Już sam motyw daje spory potencjał na świetny klimat, zwłaszcza jeśli Treyarch dobrze rozegra wertykalność lokacji, ciasne korytarze i większe dziedzińce. Do tego dojdzie Hellping Hound GobbleGum, czyli kolejny element wspierający buildy i eksperymentowanie w zombie.
Co z Warzone i starszymi platformami?
Black Ops 7 oraz Warzone nadal są dostępne na PC, PlayStation i Xboxach, ale warto pamiętać, że sytuacja starszych konsol staje się coraz mniej komfortowa. Activision zaczęło już wygaszać wsparcie dla poprzedniej generacji w kontekście Warzone, więc gracze na PS4 i Xbox One powinni powoli liczyć się z tym, że pełne doświadczenie Call of Duty będzie coraz mocniej przesuwane w stronę PS5, Xbox Series X|S i PC.
To nie jest zaskoczenie. Warzone przez lata było obciążone koniecznością działania na sprzęcie z 2013 roku, co ograniczało zarówno technologię, jak i skalę zmian. Dla graczy na starszych konsolach to zła wiadomość, ale dla samej gry może to być w dłuższej perspektywie potrzebne odcięcie balastu.
Season 4 wygląda jak sezon robiony pod wszystkich
Największą siłą Sezonu 4 jest to, że Treyarch nie stawia wszystkiego na jedną kartę. Multiplayer dostaje mapy i tryby, Zombies otrzymuje zarówno klasyczny survival, jak i bardziej eksperymentalny Rogue Run, Endgame dalej jest rozwijany, a Warzone pozostaje spięte wspólną progresją i kosmetyką z Black Ops 7.
Czy wszystko wypali? Jak zawsze w Call of Duty, zdecydują detale: balans nowych broni, spawn system, tempo playlist, jakość map i to, czy Battle Pass nie będzie bardziej atrakcyjny od samej rozgrywki. Ale na papierze Season 4 wygląda jak solidny, szeroki update, a nie sezon ratunkowy wrzucony po to, żeby tylko podtrzymać zainteresowanie.
Terry Crews pewnie zgarnie najwięcej nagłówków, ale prawdziwym testem tej aktualizacji będzie to, czy nowe mapy i tryby zostaną z graczami na dłużej niż pierwszy weekend.