Sytuacja w Gen.G zaczyna przypominać klasyczny scenariusz „wszystko naraz i nic dobrego”. Organizacja, która jeszcze niedawno próbowała odbudować swoją pozycję w VCT, dziś walczy nie tylko z rywalami, ale przede wszystkim z własnymi problemami kadrowymi.
Kontuzja, która rozwala plany
Największy cios? Wypadnięcie Kim „ZynX” Dong-ha. 18-latek miał być jednym z fundamentów nowego projektu – świeża krew, elastyczny gracz, który potrafił ogarnąć Sentinela, Viper, a nawet wejść na drugiego Duelistę. Tacy zawodnicy to złoto w dzisiejszym VALORANCIE.
Problem w tym, że nadgarstek powiedział „dość”. Kontuzja wyklucza go z gry na nieokreślony czas, co w środku sezonu oznacza jedno: chaos. A Gen.G naprawdę nie ma teraz przestrzeni na chaos.
ZynX nie był przypadkowym pickiem – wcześniej błyszczał w akademii DRX i zbierał doświadczenie jako stand-in. To był gracz „na przyszłość”, który miał już teraz dawać jakość. I nagle – pauza.
KiTae – szybki plaster na ranę
Na ratunek wchodzi Park „KiTae” Ki-tae z akademii. Typowy ruch „gasimy pożar tym, co mamy pod ręką”. I jasne – akademia Gen.G nie jest słaba, ale różnica między scrimami a oficjalnymi meczami VCT to przepaść.
Debiut przeciwko DRX? Brutalne wejście. Tu nie ma czasu na adaptację, budowanie pewności siebie czy naukę systemu. KiTae musi wejść i grać od razu, bo tabela nie będzie czekać.
Foxy9
Jakby tego było mało, chwilę wcześniej Gen.G rozstało się z Jung „Foxy9” Jae-sung. Oficjalnie „za porozumieniem stron”, czyli klasyczne esportowe rozstanie bez dramy na papierze.
W praktyce? Projekt się rozjechał. Foxy9 był głównym Sentinelem zespołu jeszcze na start sezonu 2025. Potem przyszedł ZynX, zmieniła się koncepcja, a Foxy9 poleciał na ławkę. Dwie mapy w Stage 1, dwie porażki i koniec historii.
Teraz jest wolnym agentem i szuka opcji – nie tylko w regionie Pacific.
Ambicje vs rzeczywistość
Gen.G wchodziło w 2026 z konkretnym planem: młody skład, świeża energia, powrót na międzynarodową scenę. Po drodze był nawet przyzwoity wynik na Mastersach w Toronto. Ale esport nie wybacza błędów timingowych. A tutaj wszystko posypało się naraz:
- odejście kluczowego gracza,
- kontuzja jego następcy,
- konieczność grania ze stand-inem,
- słaby start sezonu (1-2).
Brzmi jak przepis na katastrofę.