To miał być zwykły tydzień oczekiwania na Grand Theft Auto VI, a wyszło jak zawsze – drama, wycieki i cyberprzestępcy, którzy chcą ugrać swoje pięć minut. Rockstar Games potwierdziło, że padło ofiarą ataku, a za wszystkim stoi dobrze znana grupa ShinyHunters.

Co właściwie ukradziono?

Na pierwszy rzut oka – nic, co rozgrzeje fanów do czerwoności. Zapomnij o gameplayach czy screenach z GTA 6. Tym razem chodzi raczej o analizy marketingowe, dane finansowe, informacje o wydatkach graczy i potencjalne plany promocyjne.

Czyli rzeczy, które dla przeciętnego gracza są średnio sexy, ale dla branży – absolutne złoto.

Co ważne: to nie był bezpośredni atak na serwery Rockstar, tylko wyciek z usług chmurowych zewnętrznego dostawcy. To robi ogromną różnicę – zarówno pod kątem bezpieczeństwa, jak i skali problemu.

Rockstar nie zapłacił – i bardzo dobrze

Hakery dali ultimatum: płaćcie albo publikujemy dane. Rockstar, zgodnie z tym, co zaleca policja i eksperci od cyberbezpieczeństwa, olał temat. I słusznie.

Płacenie takim grupom to brak gwarancji, że dane nie wyciekną, napędzanie całego procederu oraz zaproszenie do kolejnych ataków.

To biznes dla przestępców. Jeśli ktoś płaci – oni wracają po więcej.

Leak już w sieci – ale bez sensacji

ShinyHunters nie czekali do końca deadline’u. Dane już trafiły do dark webu, a stamtąd – jak zawsze – zaczęły krążyć po internecie. Na ten moment:

  • brak materiałów z GTA 6
  • brak „bomb” pokroju fabuły czy assetów
  • dominują wewnętrzne raporty i dane marketingowe

Jedna ciekawostka, która wypłynęła: PlayStation generuje dla Rockstar największe przychody. To niby nic szokującego, ale zawsze fajnie zobaczyć czarno na białym, jak wygląda układ sił.