Rynek handheldów do grania jeszcze kilka lat temu praktycznie nie istniał w sensownej formie. Jasne, było Nintendo, ale to zupełnie inna bajka. Dopiero Steam Deck w 2022 roku zrobił coś, co wielu uważało za niemożliwe – wrzucił pecetowe granie do przenośnej formy i sprawił, że to naprawdę działało. Bez kombinowania, bez bólu głowy. Odpalasz i grasz.
Od tego czasu zrobiło się tłoczno. ASUS ROG Ally, Lenovo Legion Go, Ayaneo – każdy chce kawałek tortu. Nawet Microsoft zaczął kombinować przy handheldzie z Windowsem. I nic dziwnego – to segment, który rośnie jak szalony.
No i teraz pojawia się temat: Steam Deck 2.
2028: ambitny plan czy science fiction?
Według przecieków Valve celuje w rok 2028 jako premierę następcy Decka. Brzmi rozsądnie – to byłoby około 6 lat od pierwszej generacji, czyli klasyczny cykl sprzętowy. Ale jest haczyk. I to całkiem spory.
Problemy z pamięcią RAM i NAND zaczynają rozwalać plany nie tylko Valve, ale całej branży. I nie chodzi tu o jakieś drobne opóźnienia. Mówimy o realnym zagrożeniu dla premier sprzętu.
RAMpocalypse, czyli AI zjada rynek
Nie ma co owijać – AI wysysa zasoby jak odkurzacz na sterydach. Firmy produkujące pamięci wolą sprzedawać gigantyczne ilości do centrów danych niż bawić się w rynek konsumencki. Efekt?
- wyższe ceny RAM-u
- mniejsza dostępność
- opóźnienia w produkcji sprzętu
- spowolnienie rozwoju technologii
Niektórzy już nazywają to „RAMpocalypse” i niestety nie jest to tylko clickbait. Prognozy mówią, że sytuacja może się ciągnąć nawet do 2030 roku.
Konkurencja nie śpi
Podczas gdy Valve uparcie milczy i gra w swoją długą grę, reszta rynku nie stoi w miejscu – wręcz przeciwnie, idzie do przodu w tempie, które jeszcze parę lat temu było nie do pomyślenia. Nowe handheldy dostają coraz lepsze ekrany, w tym OLED-y i odświeżanie VRR, które realnie robią różnicę w odbiorze gier. Do tego dochodzą mocniejsze APU od AMD, więcej RAM-u i sensowniej zaprojektowane chłodzenie, które w końcu ogarnia temperatury bez robienia z urządzenia piekarnika.
Gracze to widzą. I to nie jest już subtelna różnica dla nerdów z benchmarkami – to jest coś, co czuć od pierwszych minut grania.
Steam Deck nadal jest świetnym sprzętem, tego mu nie można odmówić. Problem w tym, że coraz częściej zaczyna sprawiać wrażenie urządzenia z poprzedniej generacji. Nie dlatego, że nagle jest słaby, tylko dlatego, że konkurencja zrobiła kilka kroków do przodu.
Jeśli Valve będzie dalej zwlekać i przeciągać temat następcy, istnieje bardzo realne ryzyko, że Steam Deck 2 nie wejdzie na rynek jako rewolucja, tylko jako próba nadrobienia zaległości. A to już zupełnie inna historia – i dużo trudniejsza pozycja na starcie.
Większy problem: stagnacja całej branży
To nie dotyczy tylko handheldów. Jeśli ceny pamięci będą dalej rosnąć, to nowe konsole mogą się opóźniać, PC gaming stanie się jeszcze droższy, a deweloperzy będą musieli bardziej optymalizować zamiast liczyć na moc sprzętu
I tu dochodzimy do ciekawego punktu. Optymalizacja wraca do łask. Koniec z „wrzucimy więcej RAM-u i jakoś pójdzie”. To może być bolesne, ale dla jakości gier… w dłuższej perspektywie nawet dobre.